RSS
 

Brieftrager

Listonosz, briefrager, doręczyciel, postman… w każdym języku inaczej określa się człowieka, na którego oczekuje mnóstwo obcych, ale z czasem coraz bardziej znajomych ludzi. Spotykając go mogą bez żadnych ceregieli spytać go, czy nie ma w torbie listu pod piątkę, czy siódemkę, jakby objuczony tak rozmaitym ładunkiem tragarz miał w pamięci adresy z każdej koperty. Roch w takich sytuacjach zatrzymywał się, sięgał do posegregowanych alfabetycznie listów i po znalezieniu przesyłki oddawał ją do rąk własnych adresata albo bezradnie rozkładał ręce. W jednym i drugim wypadku ludzie rozstawali się z nim uśmiechnięci i pełni nadziei, że następnym razem wreszcie dotrze do nich z długo oczekiwanym listem.
Zdarzało się jednak i tak, że wychodzący z budynku mieszkaniec nie słuchał jego prośby o wpuszczenie na klatkę schodową do skrzynek pocztowych ostentacyjnie zatrzaskując mu drzwi wejściowe przed nosem. To oczywisty afront dla człowieka, który wykonuje po prostu swoją pracę. Z czasem przestał się jednak przejmować tym, że unikają go ci, którzy obawiają się pism od komornika, sądu, czy z prokuratury. Nie docierają do nich żadne tłumaczenia, ani życzliwe rady, by zechcieli się zapoznać z zarzutami, skoro i tak organa ścigania uznają list za doręczony a nieobecność adresata nie wstrzymuje biegu sprawy. Warto przygotować się do rozprawy, skoro ona dotyczy nas a w rezultacie wpłynie na los całej rodziny. Taka logika nie przemawiała do obwinionych, a ich ojcowie i matki odmawiali przyjęcia dokumentów sądowych tłumacząc się brakiem zgody adresata na odbiór korespondencji w ich imieniu. Roch dobrze znał tych, którzy kluczą i kombinują, a niektórych lokatorów nie udało mu się zobaczyć na oczy. Był kilkakrotnie pod ich drzwiami całując klamkę, więc potem rezygnował z wspinania się po schodach i automatycznie wrzucał do skrzynki wypełnione awizo. Kiedy kobieta zarzekała się, że jej brat nie mieszka i prosiła o zaprzestanie nękania jej komunikatami o listach pod jej adres, on poprosił ją o stwierdzenie własnym podpisem na kopercie, że jest to prawda. I tu spotkała go niespodzianka, bo urzędnik operacyjny nie uznał tego oświadczenia upierając się przy konieczności zostawienia awiz w skrzynce pocztowej właścicielki mieszkania.
Na nic zdawało się przywoływanie kolejnego faktu słania korespondencji pod fałszywy adres. Sądu to nie obchodzi, więc pomimo odkrycia prawdy, należy postępować wedle ustalonej procedury. To nic, że nie ma ona wiele wspólnego z logiką poprawnego wyciągania wniosków. Myślenie korporacyjne, a raczej konkretne działanie, polega na bezwzględnym posłuszeństwie i wykonywaniu poleceń przełożonych. Kurier ma dostarczyć awizo, list, paczkę pod wskazany adres i nie dyskutować. Tak proste reguły gry, bardzo trudno przyjąć do świadomości komuś, kto nie chce się sprzeniewierzyć żadnemu z dziesięciu przykazań. Nic więc dziwnego, że w nocy listonosza prześladuje ten sam koszmar użerania się z nieżyczliwymi ludźmi, zarówno z macierzystej firmy, jak też z adresatem, który nie życzy sobie odebrać listu. Roch śnił wypełniając listy wydań, opisując zwrotki, podpisując powtórne awiza i formularze wysyłkowe. Słyszał korytarzowe rozmowy kurierów przygotowujących się do skanowania pobranego materiału i wyjazdu na swój rejon. Wcześnie rano i po powrocie do firmy, nie odzywał się zapamiętując tylko echo słów odzywających się za jego plecami osób. W nocy odżywały one w dwójnasób nakładając się na zdawkowe rozmowy o pracy, wymianę pozdrowień przed wyruszeniem w nieznane. Każde wyjście z listami było wyprawą w nieznane, bo żaden z kurierów nie mógł być pewien, co w tym dniu go czeka. Począwszy od nieprzewidywalnej pogody, aż po zachowania kapryśnych odbiorców naznaczone było mieszaniną obawy i niepewności.
To, na co listonosz mógł mieć wpływ, sprawdzał codziennie dbając o własną formę fizyczną, masując ścięgna i mięśnie nóg, stojąc cierpliwie pod prysznicem w strumieniach gorącej wody. Taka kąpiel skutecznie uspokaja nerwy i łagodzi stres. Właśnie w ten sposób mijają dwa dni weekendu przeznaczone na regenerację nadwątlonych sił. Zanim listonosz opuści własne mieszkanie, zanuci piosenkę Skaldów witając swoim murmurando wschodzące słońce. Pociesza go myśl, że niezależnie od spotykających go po drodze przykrości sprawia on radość tym, którzy niecierpliwie czekają na listy.
Dobre i złe wiadomości, słowa pełne miłości, życzenia i radosne wieści od znajomych pozostają w ludzkiej pamięci, a czasami trafiają do skarbnicy kultury narodowej. Wśród osób odbierających przesyłki znajdują się przecież nie tylko zwykli zjadacze chleba. Roch mógł być pewien, że świadomie, czy nieświadomie, przyczynia się do systematycznego wzbogacania zasobów naszej cywilizacji o wydobywane z kopert pisma, drobne podarunki i słowa, słowa, słowa…

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS