RSS
 

Smieszno i straszno…

22 mar

eKiedy po trudach przetrwania w szarej codzienności udało mi się wreszcie ukoić skołatane nerwy w objęciach Morfeusza, znalazłem się w zupełnie innym świecie. Oto miałem do dyspozycji wszelkie urzadzenia, o jakich może marzyć współczesny operator, fotograf i twórca filmowy. Przesuwałem we śnie obrazy i ujęcia, dokonywałem na nich wszelkich operacji montażowych. Kadr po kadrze, ton z tonem, układałem z nich misterną kompozycję z pasją chłopca, który buduje z klocków lego miniaturę świata
dorosłych mężczyzn. Zanim zdążyłem przejrzeć zmontowaną wersję dzieła, obudziłem się. Nie od razu do mnie dotarło, że cała ta wytężona praca poszła na marne. Zaangażowana w nocna twórczość fantazja nie zdała się na nic. Po prostu to, co wydawało mu się rzeczywiste, było w istocie czystą iluzją. Tylko ogromne zmęczenie pozostało po uczuciu zadowolenia ze skończonej roboty. Okazało się, że trzeba zaczynać jeszcze raz, ale to już nie to samo… Nie da się powtórzyć ulotnych nastrojów, pomysłów,jakie pojawiają się w szczytowych momentach zachwytów, które już bezpowrotnie minęły.
Porażka nie zawsze oznacza klęskę, bo czasem inspiruje nas w myśleniu, na które w inny sposób być może nigdy byśmy się nie zdecydowali. Senna wizja jest odważniejsza od rozsądnego rachunku walorów i wad zjawiska analizowanego wedle obowiązujących reguł i ustalonej metodologii badań. Nikt nie ośmiela się dziś podważać ogłaszanych przez Stephena Hawkinsa kosmicznych wizji i proroctw, które są w ogromnej mierze jego osobistymi spekulacjami. Wszyscy na świecie uznali go za wizjonera, bo każda epoka potrzebuje swojego wizjonera. On zaś puszcza wodze fantazji, jakby wciąż śnił i nie chciał się obudzić. Nie każdy ma to szczęście, ale Geniusz ma swoje nieograniczone prawa wśród zjadaczy chleba naszego powszedniego.
Poniewczasie przyszło mi do głowy, że wcale nie musiało być tak, że operacja, jakiej dokonywałem we śnie uległa całkowitej zatracie. Mogłoby się zdarzyć bowiem i tak, że ten zero-jedynkowy strumień plików audio i video rejestracji, wyeksportowany w przestrzeń jest tam nadal i to po wieczne czasy, aż Kosmos i Wszechświat skurczy się do wymiaru ziarenka piasku. Niezależnie od wartości zmontowanego fragmentu filmu, on zaistniał i nadal trwa jego emisja w nieskończonej przestrzeni Universum.
To oczywiście tylko moja hipoteza, do jakiej zainspirował mnie astrofizyk na wózku inwalidzkim, niezdolny do żadnego gestu i wypowiedzenia samodzielnie słowa. Dotykając klawiszy w osobistym komputerze, podobnie jak ja teraz, stworzył przedziwny obraz, który wystukał palcami i nakreślił granice ludzkich możliwości. Zdaje się nas zachęcać do przekraczania wszelkich barier, jak on z powodzeniem pokonuje fizyczne ograniczenia wynikające z jego postępującej choroby… chyba z wyjątkiem Dobra i Zła. Zło fascynuje i niektórych urzeka jego zniewalająca potęga. Rzuca urok na tych, którzy są podatni na swąd palonych ciał, skłonni są do gwałtu i z lubością obserwują sceny przemocy.
Trudno mieć pretensję o to, że w każdej zwierzęcej społeczności pięć procent populacji stanowią osobniki zdecydowane do boju z wrogiem, bez względu na cenę. Tak również jest w każdym ludzkim mrowisku, chociaż większość ceni sobie święty spokój, ład i harmonię. Ale gdyby nawet stało się tak, że jakiemuś szalonemu programiście, hackerowi przyśniła się wizja hekatomby ofiar na naszej planecie, to pewnie już ta wersja rzeczywistości wirtualnej została już wyeksportowana w Kosmos. Przyzwyczajeni do oceny miarą ludzkich wartości i moralności bylibyśmy zaskoczeni, gdyby taki sen i tęsknoty uwalniały się w istocie, która dla wszystkich jest przykładem cnót wszelakich. Może kimś takim być również nowo narodzone niemowlę, którego mózg jeszcze w postaci embrionalnej wysyła fale alfa, beta, gamma, układające się stopniowo w rodzaj informacji, która po przyjściu na świat formuje się w konkretnym, niezależnym kształcie od osobnika, który ją wytworzył. Odbywa się to niezależnie od tego, czy posiada on dobry komputer i co konkretnie wykorzystuje w tym dość skomplikowanym procesie.
Myślenie ma przyszłość, to prawda… Ale ma również swoją chlubną i niechlubną przeszłość, niezależnie od uzusu w epoce rozwoju ludzkiej cywilizacji. Spalenie Biblioteki Aleksandryjskiej, zburzenie świątyni Diany w Efezie, zabójstwo rzymskiego Cezara, wyprawy krzyżowe, procesy czarownic, królobójstwo, World Trade Center, eksplozja w metrze, rozpylenie śmiertelnego w skutkach gazu Sarin, zamachy, strzelaniny w stolicach Zjednoczonej Europy, tworzą ciąg tragicznych zdarzeń od Herostratesa, który w ten sposób pokusił się o nieśmiertelność, poprzez krwawych dyktatorów, aż po anonimowo ginących bojowników za sprawę. Bogu ducha winny człowiek może tego wcale nie chcieć, ale głęboko tkwiące w jego jestestwie mechanizmy prowokują ludzki organizm do emisji niszczących aplikacji. Działa to na otaczający nas świat, niczym komputerowy, albo prawdziwie istniejący w otoczeniu wirus, powodujący destrukcję pierwotnie zdrowego ciała i niewinnej duszy.
Jak w tym momencie oskarżać, kogo obwiniać za ten naturalny zda się proces… Boga? Szczęśliwi Ci, którzy posiedli łaskę wiary, bo ufającym w potęgę rozumu nie uda się rozwikłać tego problemu. Logika tu nie ma zastosowania, więc racjonalistom pozostaje tylko rozpacz, która jest grzechem. Nie dość, że zostaną pokonani z mocy wysłanej przez mózg człowieka, ale będą za to potępieni… Ha, ha… cha,cha, cha:))) żartowałem!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS