RSS
 

z Psiego Pola za Ocean

20 lis

Wywiad z inżynierem Piaseckim i jego córką pracującą w firmie Boeing, były nie lada kąskiem na ubogim w sensacje gruncie polskich mediów. Ledwo się tym jednak zainteresowali ci, którzy wysłali nas z kamerą za Ocean. Po powrocie do kraju dowiedzieliśmy się, że był to ostatni wywiad, jakiego nestor konstruktorów udzielił właśnie nam, Polakom. Dzisiaj na pokładzie helikopterów skonstruowanych przed laty przez Piaseckiego, Sikorskiego, Bella, latają polscy oficerowie pełniący służbę w strukturach NATO. Pokonują oni waz z żołnierzami, odległości dzielące centrum operacyjne z poligonami na terenie USA i teatrami wojennymi na całym świecie.
Major Zbigniew Praszczałek był jednym z nich, bo dzisiaj jest już pewnie emerytowanym oficerem ze sporym doświadczeniem wojskowym. Już dziś nie pamiętam, czy zdołaliśmy z nim wejść do środka amerykańskiego gmachu centrum dowodzenia NATO. Być może wcale nam na tym nie zależało, bo w końcu wszędzie sale konferencyjne i gabinety wyglądają podobnie, ale mamy zbiorową fotografię ekipy filmowej, z jego udziałem, zrobioną na zewnątrz, w sąsiedztwie, przy narodowych flagach wszystkich członków tej organizacji militarnej. W tej dość szalonej eskapadzie byliśmy nieustannie w podróży. Obładowani kilogramami sprzętu zdjęciowego pilnowaliśmy, czy zgadza się ilość pakunków przed załadunkiem i po odbiorze cennego bagażu. Wszystko to działo się dosłownie w wigilię kolejnej po operacji „Pustynna Burza” misji wojskowej w Iraku.
Trzeba przyznać, że na bramkach celników i kontrolerów byliśmy dość skrupulatnie sprawdzani, rewidowani i przepytywani. Jeszcze nie stosowano wówczas promieni radiowych do prześwietleń podróżnych, więc czasem za kotarą rozbieraliśmy się do naga przed umundurowanymi pracownikach lotniska. Ta właśnie procedura niesłychanie zdenerwowała i doprowadziła do wściekłości pilota Leszka Horbaczewskiego, absolwenta LZN, który kończył tę szkołę równocześnie ze mną. Na nic się zdały jego protesty, musiał poddać się kontroli, jak wszyscy członkowie ekipy filmowej. Wieczorem, już w jego domu, przy kieliszku dobrego alkoholu, mogliśmy żartować sobie ze służbistów, ale w czasie tej rewizji nikomu nie było do śmiechu, tym bardziej, że w pewnej chwili urzędnik zaczął rozkręcać mikrofon kierunkowy, który był wart powyżej tysiąca dolarów. Ten przedmiot kojarzył się kontrolerowi z laską dynamitu, czy innego materiału wybuchowego, jaki można ukryć wewnątrz metalowej osłony mikrofonu. Doktor Adam Przekop spokojnie i rzeczowo starał się wytłumaczyć mu absurdalność takich podejrzeń. Zajęło to sporo czasu, ale po długich i ciężkich cierpieniach, wreszcie udało się nam razem wejść na pokład rejsowego samolotu linii Quantas, pracodawcy pilota Leszka Horbaczewskiego. Kiedy już zajął on swoje miejsce w cockpicie, zaczął nam opowiadać o swoim legendarnym wujku, popularnym wśródlotników „Dziubku”, dowódcy dywizjonu myśliwskiego podczas Bitwy o Wielką Brytanię, pochowanego we Francji po trafieniu jego samolotu przez Niemca w kabinie Messerschmitta.
Mówił o pracy na platformach wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej, gdzie dostarczał sprzęt i skąd zabierał na zasłużony odpoczynek robotników naftowych. Wspominał nestora polskich pilotów śmigłowcowych, który pomógł mu uzyskać licencję ważną na terenie USA. Umówiliśmy się z nim w Muzeum Helikopterów w Pensylwanii. Sfilmowaliśmy wywiad w kabinie śmigłowca ratowniczego, który pilotował. Rozczarowany współpracą z Frankiem Nicholasem Piaseckim nie wypowiedział złego słowa o dawnym pracodawcy. Lotnicy na całym świecie szanują się nawzajem i jeśli nawet mają do siebie nawet uzasadnione pretensje to zachowują dla siebie nazwiska winowajców i okoliczności konfliktu. To jest międzynarodowe bractwo związane niesamowicie silnymi emocjami, które sprawiają, że w każdych okolicznościach są gotowi udzielić pomocy nie tylko sobie wzajemnie, ale tym, których wskaże lotnik, niezależnie od miejsca, z którego taki sygnał pochodzi. Dlatego ja mogłem spokojnie oczekiwać, że absolwenci Lotniczych Zakładów Naukowych zorganizują program pobytu ekipy zdjęciowej tak, że nie musimy się wcale martwić o zezwolenia i skupić tylko na merituum spraw artystycznych.
Podobnie przyjął nas emerytowany pilot Bronisław Żurakowski w Kanadzie i równie serdecznie powitał legendarny POLISH GLIDER – Donald Joseph Kutyna w Colorado Springs. Czterogwiazdkowy generał US Air Forces w stanie spoczynku równie dumny był z posiadania tytułu mistrza narciarskiego w swojej grupie wiekowej, jak z wiszącej na ścianie fotografii kadeta amerykańskiej uczelni wojskowej, który przed laty został pływackim mistrzem kraju. Oprowadził nas po swoim domu, po koszarach z basenem jego imienia, a przede wszystkim po wykutym w skale ośrodku NORAD, którym dowodził w okresie prezydentury Gerge’a Busha – seniora. Miał wówczas do osobistej dyspozycji Air Forces 2 – bliźniaczo podobny do prezydenckiego samolot typu Boeing 747.
W koszarach widoczne było poruszenie wywołane stanem gotowości przed drugą inwazją na Irak. Na pasach startowych aerodromu w Colorado Springs stały potężne samoloty transportowe załadowywane sprzętem wojskowym. W drodze do centrum NORAD przejeżdżaliśmy estakadami nad magistralą kolejową, która była zatłoczona transportami kołowymi czołgów przeznaczonych na Bliski Wschód. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, tylko nie dano jeszcze hasła do wymarszu. W tej podminowanej nieco atmosferze niezwykle pomocne było towarzystwo generała amerykańskiego lotnictwa, który jako były szef ośrodka kontroli lotów gwarantował i ręczył za nas własną osobą. Znaleźliśmy się razem w jego dawnym królestwie, pełnym najnowocześniejszej aparatury, naszpikowanym elektroniką, a wszystko to w celu zapewnienia bezpieczeństwa nad niebem Kanady i Stanów Zjednoczonych. Warto w tym miejscu napomknąć, że choć to tajny obiekt wojskowy, to nie jest on całkowicie zamknięty dla oczu i uszu podatników, dzięki którym mógł on powstać niemałym nakładem sił i środków. Zorganizowane grupy wycieczkowe odwiedzają od czasu do czasu ośrodek w górze Cheyenne, wjeżdżając na pilnie strzeżony teren specjalnymi autobusami.
Polscy dziennikarze lubią się chwalić, że są pierwszą ekipą dopuszczoną do tajemnic, których zwykli śmiertelnicy nie są w ogóle wstanie poznać. Nic podobnego, choć na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej każdy powinien zachowywać się wedle obowiązujących powszechnie procedur. Tę prostą regułę poznaliśmy zatrzymując się przed centrum firmy Boeing. Producent i operator kamery, przejęci doniosłą chwilą zapragnęli uwiecznić ten moment i niespodziewanie znaleźli się oko w oko z trzymającą odbezpieczony pistolet strażniczką. Z pomocą Adama Przekopa udało mi się wytłumaczyć zdecydowanej na wszystko dziewczynie, że jesteśmy tu zaproszonymi gośćmi okazując jej pismo przesłane na nasz polski adres przez córkę Franka Nicholasa Piaseckiego.
Incydent ten nie miał wpływu na dalszy przebieg wizyty, która przewidywała wywiady z Polakami zatrudnionymi w tej firmie na eksponowanych stanowiskach. Wspomniana córka konstruktora amerykańskich śmigłowców, Nicolle Piasecky,była ważnym członkiem Zarządu Korporacji Boeinga i umożliwiła nam swobodne filmowanie produkcji wszystkich typów tego samolotu. Mogliśmy wejść do symulatora lotu imitując start, lot, lądowanie a nawet pożar samolotu. W dodatku zaoferowano nam kasety do wykorzystania zapisanych na nich materiałów w procesie montażu. Firma posiada dział promocji z kompletnie wyposażonym studiem do nagrań video w dowolnym systemie. Mogliśmy im tylko pozazdrościć takiej aparatury do rejestracji obrazu i tonu. Wydawało się nam, że przewiezioną przez Ocean masę sprzętu powinniśmy sprzętnie ukryć przed wzrokiem tych życzliwych nam osób, ale co sobie o nas pomyśleli, to możemy się tylko domyślać.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS