RSS
 

z LZN za Ocean

19 lis

cvJak napisałem już, wspomnienia o wrocławskiej szkole lotniczej poświęcam je wszystkim tym kolegom i przyjaciołom Polskich Skrzydeł, którzy zawsze mieli głęboko w sercu naszych pilotów, bombardierów, nawigatorów, strzelców, techników, radiotów i myśliwców spełniających samodzielnie wszystkie te funkcje tocząc z lotnikami Luftwaffe samotny bój pod niebem Wielkiej Brytanii. Ja szczęśliwie miałem kilku sprzymierzeńców w swojej walce o ich upamiętnienie. Spotkałem na swojej drodze kilkoro zainteresowanych polską awiacją, życzliwych i sprzyjający realizacji tej idei ludzi. Dzięki wsparciu redaktor Anny Teresy Pietraszek i współpracującemu ze mną reżyserowi Ś.P. Tadeuszowi Pawłowiczowi, mogłem rozpocząć realizację skromnego pocztu Asów myśliwskich i weteranów lotnictwa, bohaterów wojny w powietrzu, na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Tadeusza poznałem już w czasie uniwersyteckich studiów filmoznawczych w krakowskiej Alma Mater, tak że od razu znaleźliśmy wspólny język.
Nasz wspólny, historyczno – biograficzny cykl: „Album Rycerski” z udziałem kombatantów walki o Polskę i nestorów Polskich Skrzydeł z powodzeniem kontynuowaliśmy również po zmianie szefowej redakcji wojskowej na Barbarę Bilińską – Kępę. Tak się szczęśliwie złożyło, że mój kolega z ławy szkolnej został dość ważnym dyrektorem w Telewizji Polskiej i zachęcał mnie, aby pojechać z kamerą do Holandii i rejestrować proces wydobywania wraku odnalezionego w głębinach Ijsselmeer polskiego bombowca Avro Lancaster wraz ze szczątkami członków załogi. Zrobił to, bo ja początkowo wątpiłem, czy znajdą się środki na sfilmowanie tak skomplikowanej i długiej operacji, w którą zaangażowani byli zarówno zwykli rybacy, płetwonurkowie, oraz polscy dyplomaci, holenderscy działacze społeczni, członkowie Polonii, archeolodzy, historycy wojskowości, marynarze i eksploratorzy z grupy historycznej ARG 1940 – 45.
Nie śmiałem wówczas prosić przyjaciela o tak dużą sumę, potrzebną do realizacji dokumentalnego filmu, którego kształt zależał od dynamicznego rozwoju sytuacji. Dyrektor Wojciech Kabarowski był sam jednak absolutnie przekonany o konieczności utrwalenia tego doniosłego faktu i dlatego mogliśmy z jedynym, ocalałym z tej katastrofy bombardierem, pojechać do Volendam, gdzie około dwóch kilometrów od brzegu jeziora leżał pod wodą wrak jego bombowca oznaczonego kodem BHC 286 D. Z pomocą byłego komandosa i wspaniałego menadżera, Nico Kvakmana udało się nam w porę uchwycić sporo faktów, miejsc i ludzkich wspomnień, bo dzisiaj wielu z nich już nie ma wśród nas.
Zawdzięczam te niepowtarzalne zdjęcia pasji jego przyjaciół, którzy łowiąc w jeziorze ryby natrafili na szczątki strąconego w czerwcu 1944 roku samolotu RAF. Film „Requiem dla Orłów” nie był emitowany na antenie TVP, bo po kolejnej, politycznej zmianie „na górze” Wojciechowi Kabarowskiemu podziękowano za pracę. Powinienem poświęcić więcej miejsca osobie tego znakomitego menadżera, podobnie jak pozostałym absolwentom LZN, wśród których byli zarówno generałowie lotnictwa, jak Andrzej Baraniecki, inżynierowie, wśród których był nawet syn Bolesława Bieruta i odrzuceni przez Komisję Egzaminacyjną, wśród których znalazł się późniejszy pilot – kosmonauta, komendant dęblińskiej Szkoły Orląt, generał Mirosław Hermaszewski. Uczniowie tej niezwykłej szkoły pochodzili z różnych stron kraju a po maturze rozjechali się po całym świecie. Oni na wspomnienie o LZN gotowi są nieść szeroko zakrojoną pomoc każdemu absolwentowi wrocławskiego technikum lotniczego. Taka właśnie była prosta tajemnica sukcesu w realizacji tego rodzaju tematów w TVP.
Tak więc pełnometrażowy dokument i reportaż „Spełniona misja”, były początkiem naszego lotniczego tournée ( po muzeach, lotniskach i fabrykach w Polsce, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie), śladem zatrudnionych w przemyśle lotniczym całego świata absolwentów Lotniczych Zakładów Naukowych. Za Oceanem służyli nam oni jako przewodnicy po aeroklubach, zaoferowali pomoc w wejściu na teren zakładów lotniczych Boeinga, a także opowiedzieli nam przed kamerą historię życia w polskim lotnictwie, a po emigracji, pracy w tym przemyśle za granicą. Trasa wędrówki z kamerą filmową wiodła od wschodniego do zachodniego wybrzeża, od ośrodków akademickich w Pensylwanii, znajomych lotników w Delaware, aż po Seattle, Denver i Los Angeles. Do tego doszła Kanada „pachnąca żywicą”, ale to był okres zimnego przedwiośnia. Z Toronto, Missasagui, pojechaliśmy do tamtejszych Kaszub, zatrzymaliśmy się nad wodospadem Niagara, aby wrócić do rejestracji rozmów z tymi lotnikami, którzy jeszcze mogli coś nam o swoich powietrznych walkach opowiedzieć. Przed obiektywem przewinęły się więc takie postaci, jak Zygmunt Hobot, syn mechanika 308 Dywizjonu Myśliwskiego RAF, który był po powrocie do Wrocławia nauczycielem zawodu na Psim Polu, w warsztatach technikum Lotniczych Zakładów Naukowych.
Dzisiaj z rozrzewnieniem wspominają go zaawansowani wiekowo uczniowie i praktykanci. Jego niezapomniane gawędy o uczestnictwie w walkach powietrznych brzmiały tak, jakby to on sam siedział w kabinie Spitfire‚a czy Hurricane‚a. Utożsamiał się z pilotem, który dotykał tych samych urządzeń i przyrządów, które po locie on pieczołowicie sprawdzał, naprawiał i wypieścił własną ręką. Dawno już nie ma wśród nas tak genialnych profeosorów, jak była asystentka Stefana Banacha, Irena Lukasowa, Andrzeja Lange, który założył pierwszy DKF na Dolnym Śląsku, właśnie na Psim Polu, a przede wszystkim dyrektora Ignacego Bekiera, za czasów którego ta szkoła rozkwitła i była słynna w całym kraju. O niebywałej popularności technikum świadczy fakt, że na jedno miejsce w LZN kandydowało kilkanaście osób.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Wawrzyn

    20 listopada 2016 o 10:58

    Fajnie piszesz ,przypominasz o rzeczach ,które przypominają sie.i dają dużo do myślenia.70-latek akcjach..aktualny rekordzista skoków dlugich w LZN..7.42,14.64…poizdro.

     
 

  • RSS