RSS
 

LZN po raz siedemdziesiąty

19 lis

70Siedemdziesiąt lat minęło już od momentu powstania Lotniczych Zakładów Naukowych we Wrocławiu. logOd uroczyście obchodzonego półwiecza szkoły na Psim Polu, kolejne dekady jubileuszy były coraz mniej huczne, a coraz bardziej smutne. Coraz rzadziej odwiedzali ją zagraniczni absolwenci, a ci z kraju stopniowo zasilali szeregi Niebieskiej Eskadry. Tam przecież, wśród świetnych pilotów z różnych epok, także jest miejsce dla wykształconych inżynierów i techników. Wielce znacząco, gorzko brzmi to, co zdecydowali się napisać rozczarowani uczestnicy, powracający z ostatnich obchodów w październiku 2016 roku:
Lotnicze Zakłady Naukowe, najlepsza, najbardziej elitarna szkoła średnia w powojennej historii Polski. Wojskowe samoloty na dziedzińcu szkoły mogą nieco wprowadzać w błąd. W czasach swojej świetności była to szkoła ogólnokształcąca z bardzo pogłębionym profilem matematycznym. Jak mogło być inaczej jeśli matematyki uczyła nas współpracowniczka Stefana Banacha na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, prof. Irena Lukasowa. Genialna „Babcia” – tak ją w szkole nazywaliśmy. Dziś trudno wręcz sobie wyobrazić sytuację, że u władzy był Gierek a każdą lekcję historii, nasz nauczyciel rozpoczynał od postawienia na katedrze popiersia Piłsudskiego. Takich mieliśmy nauczycieli, którzy abstrahowali od otaczającej nas rzeczywistości. LZN właśnie obchodzi 70-lecie istnienia. 8 października odbył się z tej okazji zjazd absolwentów. Wybrałem się do Wrocławia z mieszanymi uczuciami. Spotkanie z koleżankami i kolegami jak zawsze było wspaniałe. Lubiliśmy się bowiem bardzo i tak nam zostało do dzisiaj. Bałem się natomiast tego co zastanę na miejscu, co zostało z naszej szkoły. Rzeczywistość przeszła moje najgorsze oczekiwania. Krótki spacer po terenie szkoły pozwala na zorientowanie się jak wygląda Europejska Stolica Kultury od podwórka. Budynek główny szkoły jeszcze jakoś się trzyma ale reszta kampusu to już całkowita degrengolada. Używam słowa kampus bowiem szkoła zajmuje bardzo duży kilkuhektarowy obszar. Przy dzisiejszych możliwościach mógłby być wizytówką miasta. Upadek LZN nie rozpoczął się oczywiście wczoraj, trwa od dziesięcioleci. Do czasu jednak gdy matematyki uczyli profesorowie Irena Lukasowa i Wiktor Sulima a polskiego profesor Krystyna Donigiewicz, szkoła broniła się przynajmniej w obszarze naukowym. Gdy ich zabrakło w miarę upływu czasu było już tylko gorzej. Jak można było pozwolić aby szkoła z tak wspaniałymi tradycjami, rozpalająca umysły młodzieży w całej Polsce, staczała się w niebyt? Od wielu lat, do Wrocławia płyną miliardy Euro unijnych dotacji. Jak pusto w głowach muszą mieć więc ludzie, którzy wydając unijną i miejską kasę na różne bzdury, zapomnieli o legendarnej szkole, jedynej takiej w Polsce. Szkole prezentującej w czasach swojej świetności poziom nieosiągalny dzisiaj dla żadnej polskiej uczelni, o Lotniczych Zakładach Naukowych. p
Przed tymi obchodami ktoś umieścił wpis o zaniedbanych, upstrzonych ptasimi odchodami samolotach, których coraz mniej w przestrzeni LZN-u. Roman Woźniak wspomniał o swoich wysiłkach w sprowadzeniu słynnej „Tutki”, w której wnętrzu odbywały się wykłady. tuDziś jej już nie ma, zniknęła jak niepotrzebny nikomu rekwizyt z odległej przeszłości. Wpisy internautów na fejsbooku przypominają absolwentom o moralnych zobowiązania wobec Ich macierzystej szkoły:
- A co z limkiem panowie ? Panie też się chętnie dołączą do mycia i czyszczenia. Tylko nikt z was nie widział na Jubileuszu 70 lecia szkoły, jak tragicznie wygląda LIM-ek. Wstyd Panowie Chorążowie WP, którzy z taką dumą chodziliście po naszej SZKOLE w mundurach lotniczych WP, macie po 20 kilka lat, a w dniu 08-10 2016 r.; a nie zauważyliście stanu eksponatów przed SZKOŁĄ i warsztatami. Wstyd dla techników lotniczych, których mundury i oznaczenia nosicie.Absolwent 1975 . Pozdrawiam
W tym roku nie było mnie wśród świętujących absolwentów, ale uroczyście obchodzone sześćdziesięciolecie LZN uwieczniłem i rozpowszechniłem w sieci, żeby to dotarło do jak najszerszej społeczności. W podobny później dystrybuowaliśmy z holenderskimi przyjaciółmi powielone tysiąc razy kasety VHS z nagraniem historii załogi polskiego bombowca. Aby go wydobyć, potrzebne były spore fundusze, a te kasety były swoistą cegiełką dla tych, którzy zechcieli ofiarować nam datek na ten szlachetny cel. Udało się zebrać poważną kwotę i zainteresować ważnych działaczy państwowych. Rozpoczęła się wielka operacja przy ścisłej współpracy marynarzy, eksploratorów, archeologów, historyków, działaczy Polonii holenderskiej i zwykłych ludzi. Od wydobycia wraku Avro Lancastera i uroczystego pogrzebu załogi polskiego bombowca w Bredzie minęło kilkanaście lat… wystarczająco długo, aby po tym czasie snuć osobiste refleksje, od których nie ma ucieczki. Natrętne myśli o poległych dopadają nawet człowieka nie związanego w żaden sposób z wojskiem i lotnictwem, a ja przecież wywodzę się z grona absolwentów Lotniczych Zakładów Naukowych a w dodatku parę lat intensywnej pracy w mediach spędziłem wśród ludzi z redakcji wojskowej Telewizji Polskiej. Przyznaję, że to nie był najbardziej twórczy okres mojego życia, ale też nie o mnie są te wspomnienia. Poświęcam je wszystkim tym kolegom i przyjaciołom Polskich Skrzydeł, którzy zawsze mieli głęboko w sercu naszych pilotów, bombardierów, nawigatorów, strzelców, techników, radiotów i myśliwców spełniających samodzielnie wszystkie te funkcje tocząc z lotnikami Luftwaffe samotny bój pod niebem Wielkiej Brytanii.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Chorążowie WP

    19 listopada 2016 o 17:21

    Nie bardzo rozumiem co Pan chciał osiągnąć próbując wzbudzić poczucie wstydu z racji stanu szkolnego LIM-a.
    Na co dzień z poświeceniem zajmiemy się utrzymaniem we właściwej kondycji i tak już nie najmłodszych w sporej części statków powietrznych naszego WP i ta służba wystarczająco wypełnia nasz czas.
    Choćby z tego powodu słowo „wstyd” nie powinno być kierowane do nas.
    Na jubileusz szkolny przyjechałem z drugiego krańca Polski z trudem wygospodarowanym czasem na tą okazje. Sądził Pan że na zjazd przyjedziemy z wiadrami o gąbkami?
    Również boleje nad tym że nasza szkoła miejscami nie wygląda tak jak tego chcielibyśmy.
    Jednak odpowiedzialność wizerunku obecnego szkoły , szczególnie z okazji jej święta w głównej mierze spoczywa na jej dyrekcji oraz oraz ich uczniach obecnie uczęszczających do niej.

     
  2. ~Chorążowie WP

    19 listopada 2016 o 17:22

    Nie bardzo rozumiem co Pan chciał osiągnąć próbując wzbudzić poczucie wstydu z racji stanu szkolnego LIM-a.
    Na co dzień z poświeceniem zajmiemy się utrzymaniem we właściwej kondycji i tak już nie najmłodszych w sporej części statków powietrznych naszego WP i ta służba wystarczająco wypełnia nasz czas.
    Choćby z tego powodu słowo „wstyd” nie powinno być kierowane do nas.

     
 

  • RSS