RSS
 

WBREW EXPERTOM

16 paź

Zazwyczaj scenariusz filmowy zawiera jakiś wyraźny konflikt pomiędzy wyrazistymi charakterami, najlepiej czarnym i białym. Na wojnie ich nie brakuje, a sytuacji dramatycznych wywołujących koszmarne awantury jest bez liku. Zdumiałem się więc czytając opinie i słysząc od ekspertów z komisji scenariuszowej PISF, że w “Requiem dla Orłów” brak jest wyraźnie opowiedzianej historii. Dobre sobie! – pomyślałem.LAhall
Przecież sama różnica wieku sprawia, że daje o sobie znać klasyczny konflikt pokoleń. A ich różniła jeszcze wiara i kompletna obojętność na istnienie żydowskiego, katolickiego, czy protestanckiego Boga. Mimo tych zdecydowanych różnic w wychowaniu i pochodzeniu była to niesamowicie zżyta ze sobą paczka kumpli, z którymi nikt nie śmiał zadzierać. Pozostawiony przez ojca Władka Lepperta pamiętnik dostarcza autentycznych opisów sytuacji, które wystarczy rozpisać na statystów obserwujących rozmowy aktorów i reakcje epizodystów. Istniejące fotografie członków załogi pozwalają wnikliwie przestudiować psychikę każdego nich wiedząc, kim był każdy z tych ludzi, jaką ma za sobą przeszłość i niestety, jaki los im jest pisany. Czy naprawdę koniecznie trzeba jeszcze do tych bohaterów opowieści dopisywać jakieś fikcyjne historyjki? Mnie to się wydaje akurat absolutnie zbędne. Żadnego z recenzentów nie przekonywało jednak, że na pokładzie bombowca znajduje się siedmiu kompletnie różnych od siebie typów z najodleglejszych krańców świata, a liczba siedem też nie jest bez znaczenia, bo siódemka lotników z Avro Lancastera 300 Dywizjonu Ziemi Mazowieckiej zginęła w trakcie powrotu z siódmej misji bojowej. Siostra górnego strzelca, Pani Halina Pawłowicz – Leppert , ochrzciła ich cudownym mianem „Chłopców z nieba„.

Wierzę w siłę prawdy utrwalonej na fotograficznych kliszach, w listach, pamiętnikach, dziennikach i spisywanych po wylądowaniu w bazie Faldinworth raportach. W kultowej “Bitwie o Anglię” i “Ciemnoniebieski świat” wymyślono historie miłosne w myśl zasady, że troszkę pieprzu i soli nie zaszkodzi, a doprawi monotonny rytm życia pilotów uczestniczących w powietrznej batalii z Luftwaffe. Dorzucono również karykaturalny wątek opasłego nieudacznika dowodzącego hitlerowską Luftwaffe. Mieli prawo tak zrobić, ale czy koniecznie jest to idealne rozwiązanie dramaturgiczne i recepta, którą warto powielać?… Nie sądzę.
Sceny, jakie zaledwie naszkicowałem zostały opowiedziane przez Polaków służących w Royal Air Forces podczas drugiej wojny światowej. Układają się one w chronologiczną opowieść o szkoleniu w teorii i praktyce, walce, nauce języka i sztuki przetrwania, współzawodnictwie, miłości, śmierci, mszach, ślubach i pogrzebach. Tych dramatycznych scen jest wystarczająco dużo, aby napisać wiarygodną historię o siedmiu chłopcach z Avro Lancastera BHC 286D. Nie musiałem nic wymyślać, bo wszystko opowiedział ocalały z katastrofy bombardier ppor. Bogusław F. Morski, a mnie pozostało tylko pójść śladem wspomnianych przez niego miejsc i ludzi. Większość z nich już nie żyje, ale pozostały po nich listy i fotografie. Jest także bogato ilustrowana dokumentami i zdjęciami, opatrzona przypisami książka, którą można uznać za historyczną monografię 300 Dywizjonu Ziemi Mazowieckiej. Minęło już kilkanaście lat od wydobycia bombowca z dna jeziora Ijsselmeer i uroczystego pogrzebu członków załogi. ZADUMA Zmarł też ocalały z katastrofy podpułkownik bombardier, podporucznik czasów wojny, Bogusław Morski, a dzieje jego poległych kolegów nadal pozostają nieznane. Przez moment było o tym nieco głośniej, ale głównie w holenderskich mediach. Polacy jakoś tego faktu nie zauważają… Starałem się więc sam wypełnić tę wstydliwą lukę. Na szczęście, niespodziewanie dla mnie, z twórczą pomocą ofiarował się Sławomir M. Kozak, właściciel Oficyny Wydawniczej AURORA.
Wpisując nazwiska polskich bombowców do internetowej wyszukiwarki, nie uzyskamy zadowalających nas wyników. Nie dowiemy się o tym, czego razem dokonali w tych siedmiu lotach nad Niemcy i okupowaną Francję, zżyci ze sobą na śmierć i życie, prawdziwi przyjaciele. Rozpoznaję ich sylwetki i twarze na jednym ze zdjęć w albumie złożonym w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Chcę się upewnić, że to są naprawdę oni, ale na mój post nie otrzymuję żadnej odpowiedzi. Nieważne, są inni ludzie, którzy mają w sobie wytrwałość za kilku innych researcherów. dziecko

Cioteczna prawnuczka poległego pilota Franciszka Rembeckiego, Monika Sokołowska zwraca mi uwagę na postać majętnego parlamentarzysty Sejmu II RP, który widząc zdolnego młodzieńca łożył na utrzymanie w okresie nauki biednego Franka. Dzięki niemu okazał się on zdolny do opanowania trudnej sztuki pilotażu ciężkiego bombowca RAF. Pani Monika Sokołowska wytrwale przeszukiwała otwarte po latach archiwa wojskowe, krajowe i zagraniczne. Tuż przed śmiercią 95- letniej siostry Franciszka Rembeckiego nagrała z nią rozmowę o poległym bracie. Odwiedziła też po latach, wraz ze swoją córką mogiłę załogi polskiego bombowca RAF. Tak naprawdę, to rzeczywistość i ludzka wrażliwość podpowiada nam najlepsze pomysły. Mając tak obfitą faktografię i wszystkie życiorysy lotników z ich podobiznami, nie muszę już wymyślać tego, co zdarzyło się na dywizjonym aerodromie w tragicznym czerwcu 1944 roku.
Uważnie wczytuję się w osobiste zapiski krewnych bohaterów, wymieniam z najbliższymi osobami uwagi o nich, a także ustalam to, co mogło być najważniejsze w ich minionym życiu. A do tej kompozycji zdjęć, skanów, grafik i scen z udziałem siódemki lotników bombowych, zainspirowała mnie rzucona od niechcenia uwaga eksperta z komisji PISF, który zarzucał mi brak historii w prawdziwej opowieści. Gdyby nasi lotnicy nie byli artystami o całej gamie rozmaitych talentów, to ich przeszłość można by rzeczywiście prezentować w oszklonych gablotach z pamiątkami , które w ten sposób chroni się od kurzu i skutków kontaktu z żywymi ludźmi. Oni jednak zdążyli pozostawić po sobie mnóstwo oryginalnych w formie i treści dzienników, piosenek, rysunków, które pozwalają odtworzyć ich codzienne życie na lotniskach dywizjonów myśliwskich i bombowych.

Nie wiem, ile twórcy ekranizacji “Dywizjonu 303” dopisali do pierwowzoru Arkadego Fiedlera, ale ja wierzę w moc pozyskanych dokumentów, jakie są kanwą mojej opowieści. Liczę, że będę mógł się do niej zabrać po ukazaniu się książki, która jest zaczątkiem szkicu do scenariusza filmowego. Dopiero wtedy z pewnością rozpocznie się twórcza dyskusja o tym, jak należy opowiedzieć w filmie historię polskich lotników bombowych, o których do tej pory jedynie napisano kilka dobrych książek. Dzięki wsparciu Oficyny Wydawniczej AURORA ja do tej skromnej kolekcji ośmielam się dołożyć swoje „Requiem dla Orłów„.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS