RSS
 

Archiwum - Luty, 2017

ODEJŚCIA I POWROTY

02 lut

OPALENICAW drugiej połowie grudnia odszedł mój ukochany ojciec. Powaliła go ciężka choroba, z którą zmagał się dzielnie przez całe lata. Miałem nadzieję, że chociaż jeszcze to jedno Święto Bożego Narodzenia uda się nam spędzić w komplecie… Kiedyś musiało jednak nastąpić to, co nieuchronne. Ojciec żył prawie dziewięćdziesiąt lat i pewnie mógłby jeszcze pobyć na tej Ziemi, gdyby nie mordercza, całodzienna i nocna praca przy opiece nad bardzo chorą mamą.
Grudzień był również ostatnim miesiącem dla Anny Iżykowskiej – Mironowicz, która tak pięknie wspominała reżysera Stanisława Jędrykę, który zawdzięcza jej wspaniałą oprawę muzyczną swoich filmów.
Stało się, ale nim się zdołałem pogodzić ze śmiercią ludzi, którzy wciąż są obecni w moim życiu, doszły mnie wieści o pogrzebie młodszego od nich Leszka Winnickiego i jego imiennika, Leszka Brańskiego.
Obaj wielcy artyści kina, ledwie przekroczyli urzędowy próg wieku emerytalnego, a już przyszło im się pożegnać z tym napiękniejszym ze światów. Zawdzięczam im przepiękne zdjęcia i niepowtarzalną muzykę, której uroda sprawiła, że nie tylko ja sięgałem po nią w innych swoich filmach, jak „Pętla”, czy „Nie zostałem artystą”. Z Leszkiem Brańskim spotkałem się w debiutanckim portrecie poety Rafała WojaczkaPtak, o którym trochę wiem„.
W odróżnieniu od moich innych spotkań z profesjonalistami on ucieszył się, że ktoś nowy usiłuje wejść do świata filmu. On akurat traktował moje pojawienie się w wytwórni przy ulicy Chełmskiej, jako szansę dla siebie, a nie zagrożenie, jak pozostali weterani, którzy zjedli zęby na niejednym planie filmowym. Leszek Winnicki od początku próbował zaistnieć w branży na różnych polach. Chciał być aktorem, reżyserem, producentem. usiłował to wszystko robić, gdy tylko nadarzyła się ku temu sposobność. Niestety, poległ w zderzeniu z rzeczywistością.
Lech Brański był zręcznym, delikatnym dyplomatą i wszyscy go lubili, a nawet kochali. Chętnie mu proponowano pracę przy filmach fabularnych i serialach telewizyjnych. Nasz “Powrót z Galaktyki Gutenberga” znalazł się nawet w setce wybranych filmów na stulecie polskiego dokumentu. Natomiast “Podróż do Witkacji” ze zdjęciami Leszka Winnickiego znajduje się na poczesnym miejscu w wideotece Instytutu Witkacego.
Trudno się dziś pogodzić z tym, że tak wybitnych ludzi w dojrzałym wieku, niespodziewanie powaliła nieuleczalna choroba i uniemożliwiła im czerpanie z dorobku całego życia należnego im uznania. Nie doczekali się takiego hołdu, jaki słusznie zresztą oddawano nieodżałowanemu Mistrzowi, Andrzejowi Wajdzie. Każdy z nich powinien móc przejść się po lesie, usiąść na polanie i posłuchać śpiewu ptaków. To nieprawda, że do końca swoich dni musimy w pocie czoła pracować.
Może to prawda, że praca uszlachetnia, ale mamy tylko jedno życie. Zastanawiam się, które życie było lepsze, mojego taty, bez wielkich wzlotów i bolesnych upadków, czy to pozornie bardzo atrakcyjne, na planie filmowym, z wyjazdami na międzynarodowe festiwale, ale głównie w świecie fikcji. Dola artysty jest naznaczona wiecznym niespełnieniem marzeń. Ogarnia mnie smutek i żal nie tylko z powodu śmierci tak bliskich mojemu sercu twórców, lecz trudno mi się pogodzić z okolicznościami ich odejścia z tego świata. Ono nie powinno być tak rozpaczliwie beznadziejne i ostateczne. Mam nadzieję, że obaj pozostaną w naszej pamięci na zawsze… tak, jak niedawno zmarła Ania Lewandowicz, pod której opieką spoczywały na przepastnych półkach filmowego archiwum WFD, metalowe pudełka z naszymi taśmami prawdy o świecie i ludziach. Nas już nie będzie, a one po nas pozostaną.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS