RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2016

To nie jest recenzja

12 gru

aNa europejskiej gali filmowców we Wrocławiu nagrodzono mistrza Andrzeja Wajdę pośmiertnie za dokonania artystyczne w dziedzinie filmu. Był rzeczywiście wielkim artystą światowego formatu. A jakim był człowiekiem?…
No, tutaj już zdania przyjaciół reżysera i jego współpracowników są niejednoznaczne w ocenie malarza, filmowca, społecznika a po troszę nawet polityka, bo i w tej dziedzinie starał się odcisnąć swoje piętno. Dla mnie osobiście najważniejsza jest jego relacja z tymi twórcami, którym udzielał materialnego wsparcia, oczywiście na miarę swoich możliwości. Wielki, uznany geniusz mógł działać tak, jak mu się podoba i swobodnie decydować o tym, co mu odpowiada, a co nie.
Tymczasem na planie filmowym wysłuchiwał opini każdego, kto pozwolił sobie na jej głośne wyrażenie, a nawet kupował pomysły, niezależnie od tego, czy były autorstwa jego asystentów, czy zwykłego pomocnika oświetlacza. Do dzisiaj mam w szufladzie własnoręcznie pisany list od Mistrza, co dzisiaj, w dobie emajli jest prawdziwym rarytasem. Były szef Studia Filmowego X, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, z niezwykłą ostrożnością dobierał osoby, z którymi miał współpracować.
Pomimo osobistej rekomendacji Marka Kukawskiego i Andrzeja Brzozowskiego nie znalazłem się w orbicie jego zainteresowań, ale list był tak napisany, że nie odczułem żadnego afrontu z tego powodu, szczególnie gdy na zakończenie prosił o wzajemną życzliwość. My po prostu byliśmy zupełnie innymi ludźmi, a to wyklucza współpracę. Inni, jak Krzyś Tchórzewski znaleźli się w jego zespole, a potem zmienili orientację polityczną. Ja wylądowałem u Ernesta Brylla w osieroconej po rezygnacji Kazimierza Kutza, SILESII, gdzie spotkałem się z Michałem Komarem, który pełnił tam funkcję kierownika literackiego. Wspominam to jako bardzo ważne doświadczenie na swojej własnej drodze twórczej.KADR.jpg
Mistrz z równym pietyzmem odnosił się do tak pomijanych przez większość ludzi ze środowiska filmowego, jak Stanisław Manturzewski. Dostrzegł w nim iskierkę duchowego żaru i prawdziwego talentu w analizowaniu zakamarków człowieczej duszy. Na własny koszt utrzymywał półroczny pobyt dokumentalisty w ośrodku dla nerwowo chorych z nadzieją pozyskania ciekawego scenariusza. Jak w wielu takich projektach, ten również nie przyniósł spodziewanego rezultatu.
Jednak w ostatnim filmie, którego premiera przypada już po śmierci reżysera jest pokłosie tego zmagania się z widmem biedy i beznadziei. Los nieprzejednanego w głoszeniu swoich poglądów na sztukę, a więc i świat… i życie, prześladował artystę pamiętającego równie dramatyczny los kaskaderów literatury. Ani malarz, ani tym bardziej reżyser, Andrzej Wajda nie miał w sobie tak wielkiej determinacji, żeby zmierzyć się bezpośrednio z dyktatorami wygłaszającymi tezy o wyższości socrealizmu nad “zgniłą sztuką Zachodu”. Głośny debiut Wajdy, “Pokolenie” powstał z okazji zjazdu Związku Młodzieży Polskiej, a jego wierny współpracownik, Andrzej Żuławski potępiał go za “Popiół i diament” przede wszystkim za to, że jest to tak dobry film. Uważał, że jego pryncypał uwiarygadnia komunistów dając im arcydzieło do rozpowszechniania w kinie, które jest najważniejszą ze sztuk.
Zapewne Andrzej Wajda nie zapomniał gorzkich słów z ust ludzi mądrych, doświadczonych, jak on, życzliwych mu i nie obojętnych na to, co wybiera jako materiał do kolejnego filmu.
W “Powidokach” zawiera się ta jego osobista rozterka nad nędzą ludzkiego losu. Zewsząd wyziera prawda o tym, że cokolwiek artysta nie zrobi, to jest skazany na klęskę.
Tak oto przegrał swoje życie Stanisław Manturzewski, wielki operator filmowy Stanisław Niedbalski, bohater ostatniego filmu, Władysław Strzemiński a ostatecznie, chyba również sam reżyser… Pomimo tylu międzynarodowych laurów i sukcesów, jakoś zbyt szybko ucichły słowa żalu po jego odejściu. cropped-cestmoi.jpgNie wiem, co o tym sądzić teraz, być może musi upłynąć jeszcze jakiś czas, żeby skonstatować, co to dla nas może oznaczać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS