RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2014

Pamięć o gen. bryg. pil. Stanisławie Skalskim

21 gru

ssW nadchodzącym 2015 roku mija setna rocznica urodzin Stanisława Skalskiego, a także 75 lat od zwycięskiej Bitwy o Anglię. Niby wspaniale się to składa, ale nam bardzo zależało, aby ludziom uświadomić, kim naprawdę był ów generał brygady, pochowany w nowej Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach, pilot w stanie spoczynku. Dekada, jaka minęła od jego bezpotomnej śmierci, mogła być dobrą okazją do przypomnienia tej wspaniałej postaci w dziejach polskiego lotnictwa. W 2014 roku, przed 10. Rocznicą śmierci Asa, wydaliśmy książkę z filmem na DVD “Spętany Anioł”, ale pomimo apeli i próśb, nikt nie podjął naszej propozycji uczczenia Asa Battle of Brittain na jakimś wieczorze pamięci po filmowym seansie. Nic dziwnego, bo na sześćdziesięciolecie obchodów do Wielkiej Brytanii zaprosił Skalskiego na własny koszt, zwykły kolejarz. MON nie miał miejsca dla słynnego dowódcy 302 Dywizjonu Ziemi Poznańskiej, 306 i 317 Dywizjonu Wileńskiego, wreszcie szefa słynnego Cyrku Skalskiego. To tylko niektóre formacje, którymi ten niezwykły As zarządzał. Powinniśmy czuć się bardzo rozczarowani takim stanowiskiem urzędników, ale wraz z wydawcą książki, Sławomirem M. Kozakiem przekonujemy się stopniowo, że nie jesteśmy jedyni, którzy chcą w Polsce spopularyzować sylwetkę tego niesamowitego myśliwca.
Otóż w Nowym Sączu odbywa się zakrojony na szeroką skalę konkurs wiedzy o Stanisławie Skalskim przeprowadzony na poziomie ponadgimnazjalnym w województwie małopolskim. Rozpoczęte w drugiej połowie roku współzawodnictwo młodzieży będzie miało swój finał w 2015 roku. Cieszę się niezmiernie, że ta wciąż niedoceniana postać jest wreszcie na pierwszym miejscu, wyraźnie zaznaczona w tytule konkursu… Tym bardziej, że władze Ministerstwa Obrony Narodowej zamierzają połączyć tegoroczne obchody rocznicowe Bitwy o Anglię ze stuleciem urodzin Stanisława Skalskiego. Nie ukrywam, że chociaż wynikało to ze względów ekonomicznych, zabrzmiało to zarazem, niczym swoiste faux pas… lecz coż, powojenne pokolenie żołnierzy i obecne kierownictwo resortu obrony, to nie są ludzie na miarę marszałka Piłsudskiego, ani nawet jego legendarnego adiutanta. Być może odbędzie się seans filmowy w Domu Spotkań z Historią, a może nawet w Muzeum Niepodległości i wówczas będzie okazja do rozmowy o tym, jaki to był człowiek, bohater, naprawdę całym sercem i duszą, oddany Ojczyźnie patriota.
Oczywiście, obchody rocznicowe są okazją do prywatnych sporów o to, kto z żyjących krewnych ma rzeczywiście prawo nazywać się członkiem rodziny pilota Skalskiego. On sam nie pielęgnował tych więzi, więc lepiej w tej mierze nie wypowiadać wielkich słów. Podobnie jest z przyjaźnią.
Gdyby ten schorowany, stary człowiek miał naprawdę aż tylu przyjaciół, ilu tłumnie pojawiło się na jego pogrzebie… czy jego koniec byłby inny… bardziej chwalebny? To są pytania retoryczne. Sam nie ośmielam się w tej delikatnej sprawie, nikogo sądzić, a tym bardziej potępiać. Wolę odnotować oznaki widocznego zainteresowania na dalekiej Ukrainie, gdzie w rodzinnej Kodymie powstała Izba Pamięci, która jest zaczątkiem muzeum poświęconego Stanisławowi Skalskiemu.
Winniśmy ogromną wdzięczność i pomoc ofiarnemu księdzu, który w trudnym terenie przeprowadził swój ambitny zamiar i osobiście zainteresował tym projektem całą Polonię i miejscową społeczność.
Dzięki takim, całkowicie oddanym dziełu pielęgnowania tradycji historycznej ludziom, pamięć o generale brygady pilocie Stanisławie Skalskim trwa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

POPIERAM KRÓLA EUROPY…nie płacę haraczu

21 gru

Niech Wam będzie, że się czepiam, ale jeżeli w kuchni słyszę, że w Polskim Radio zaczynają się wiadomości i biegnę do pokoju, żeby wysłuchać aktualności to nie zdążę, bo już jest po… Lektor mówi, że więcej będzie po reklamach. One trwają klika minut, po nich jest autopromocja nadawcy, następnie kolejna porcja zachwytów nad propozycjami handlowymi i wreszcie znowu dziennik. I co?… Ano dowiem się z niego, że przedstawiciele głównych sił politycznych w kraju poprztykali się i nie ma sposobu, żeby zajęli się sprawami kraju, bo zajęci są wzajemnym zwalczaniem. Rosja nam zagraża, bojkotuje nas, Ukraina wciąż prosi o wsparcie, a Stany Zjednoczone traktują Polskę, jak przystało na odległą kolonię wielkiego Imperium. Wszystko to wynika z wyszczekiwanych do mikrofonu, krótkich, jednozdaniowych komunikatów, czytanych bez przerwy przez radiowca, na jednym oddechu. Nic więc dziwnego, że po emitowanej w ten sposób audycji wszyscy mają ciężką zadyszkę, łącznie ze słuchaczami. Myślałem, że po rezygnacji z oglądania telewizji radio będzie dla mnie oazą słowa i myśli, gdzie znajdę osobistą inspirację, jasność poglądów wypowiadających się na ogólnopolskiej antenie autorytetów i pewne uspokojenie.
Tymczasem jestem zmuszony do bezskutecznego buszowania po kanałach w poszukiwaniu wartościowej wymiany doświadczeń zaproszonych do studia gości, ale proponują mi zapoznanie się z fragmentami ulubionych książek i płyt redaktorów prowadzących tam od lat własny kącik. Kogo kocham, kogo lubię, tego będziecie słuchać… Kiedyś nowe tytuły utworów prezentowali w studio i wprowadzali do społecznego obiegu wszechstronnie wykształceni znawcy, imponujący wielką erudycją i kulturą. Dziś wystarcza mieć odpowiednie znajomości i być pozbawionym wszelkich moralnych hamulców. Redaktor nie musi wszystkiego wiedzieć, bo zawsze może ogłosić konkurs dla słuchaczy proponując za prawidłową odpowiedź firmowy kubek czy koszulkę z nadrukiem nazwy stacji radiowej. Jeśli w programie “Pan od kultury” prowadzący zaprasza osoby obrażający tak zwane wartości… nieważne, czy one są pogańskie, czy chrześcijańskie, ale uwłaczające nieobecnym w studio przeciwnikom ideowym, to tytuł powinien brzmieć raczej: “Cham od kultury”. Nie muszę tego znosić, wystarczy zmienić stację… Ale to nie takie proste! W eterze cisza, to ogromny błąd, więc na każdym paśmie, od świtu do nocy słychać nieustanny łomot, kakofonię słów i brzmień. Nic nie może jednak trwać dłużej niż chwilę, bo odbiorcy nie cierpią dłuższych kawałków. Symfonia jest wykluczona, więc V Symfonię Beethovena zastępuje jingel pierwszych taktów tego wiekopomnego dzieła. Już nawet felieton jest za długi, więc wymyślono twitter ograniczony do 140 znaków. Rozumiem, że trzeba się zmieniać i trwanie na ustalonych pozycjach, jak czyni to radiowa „dwójka” jest oznaką stagnacji. Dokonała się jednak rewolucja, której zasad nie ogarniają jednak jej najstarsi prowodyrzy. Teraz dla zachowania pozorów, robią co najwyżej dobrą minę do złej gry.
Chcąc, nie chcąc, muszę przez chwilę nadstawić ucha, czy nie ma w tym informacyjnym szumie czegoś godnego uwagi, ale tam jest to samo, co widzę i słyszę na ulicy, czy w metrze i autobusie… Mnóstwo niczego! Zaproszeni do mikrofonu goście prześcigają się w odgadywaniu intencji prowadzącej audycję osoby, aby móc wystąpić powtórnie, a najlepiej wielokrotnie. Tak zwani “eksperci”, wszelkiej maści ważniacy i mądrale, przypominają do złudzenia, pilnego, wzorowego ucznia odczytującego przed klasą wypracowanie na zadany temat. Nie ma tu miejsca na rzetelną prawdę i uczciwość, bo liczy się przede wszystkim końcowy efekt. Zaakceptowani mogą prowadzić własne programy, promować filmy, książki i płyty znajomych artystów, zapraszać do studia gejów, lesbijki i hetero, którzy wpisują się w głoszoną przez jego mocodawców ideologię.
Niedawno usłyszałem od długoletniego współpracownika, że nie ma przyjaźni, są tylko interesy. Nic dziwnego, że zgromadzeni przy jednym stole politycy i dziennikarze prześcigają się w wymyślaniu inwektyw, jakimi obrzucają swoich dawnych towarzyszy niedoli. Dzisiaj po trupach gnają na szczyt, a strąceni z piedestału na bruk dziwią się, że nikt nie staje w ich obronie.
Takie jest prawo buszu. Najsłabsi odpadają z gry. Przetrwa najsilniejszy i najbardziej bezwzględny z zawodników. Wyścig szczurów trwa w każdej dziedzinie życia. Jeden drugiemu stara się dopiec, aby w oczach możnego pospólstwa zyskać miano bezkompromisowo skutecznego w działaniu żurnalisty, polityka, czy innego fachowca do wynajęcia… takiego, co rzeczy trudne natychmiast załatwia jednym telefonem, zaś niemożliwe zajmują mu trochę więcej czasu. Skuteczny człowiek naprawdę imponuje pozostałym członkom wspólnoty.
Problem polega jednak na tym, że obchodzi go tylko własny los i jest mu obojętne, w czym robi. Taki przedsiębiorca mógłby zagrzebać się bez namysłu po szyję w śmierdzącym guanie, gdyby tam biło źródło jego przyszłych przychodów. Słucham wymiany zdań i argumentów doświadczonych polityków, menedżerów, biznesmenów, posłów i osłów czekając na konkluzję, z której sam bym mógł skorzystać. Im kto mniej ma do powiedzenia, tym głośniej stara się o tym przekonać pozostałych interlokutorów. Oni także nie pozostają mu dłużni. Niestety, skoro nawet przypadkie zdarzy się, że zarysuje się cień jakiegoś porozumienia między rozmówcami i dojrzewa szansa ciekawej wymiany zdań, prowadzący audycję redaktor zdecydowanym tonem przerywa wówczas tak interesująco zapowiadająco się dyskusję mówiąc, że czas na dziennik i reklamy. A po przerwie wszystko wraca do poziomu ustalonej przez nową tradycję “głupawki”. Nie wiem, skąd się to wzięło i ku czemu zmierza, ale czuję, że na pewno nie w dobrym kierunku…
W ten oto sposób dzielę się z Wami niepokojem i opowieścią o tym, jak niegdyś ukochane Polskie Radio podzieliło los publicznej telewizji, lądując na moim prywatnym śmietniku historii.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Nim wybrzmi „Requiem dla Orłów”

11 gru

Od stycznia 2013 roku jedyny, ocalały bombardier z katastrofy bombowca RAF BHC286D, spoczywa w żołnierskiej kwaterze na cmentarzu w amerykańskiej Częstochowie. Wydawało mi się, że zamknął się w ten sposób pewien cykl akcji zakończonej pogrzebem wydobytych z dna jeziora Ijselmeer członków strąconej przez nocny myśliwiec załogi. Fragmenty zarejestrowanej na taśmach video eksploracji wraku bombowca AVRO LANCASTER BHC286D oraz forszpan planowanego filmu pojawiły się w Internecie, ale odzew był dość słaby. Tymczasem otrzymałem list od czytelniczki artykułu zamieszczonego w serwisie „Album Polski„. Pisze ona między innymi uwagami o powstającym na podstawie faktów scenariuszu:

jestem wnuczką Antoniny Olczak z domu Rembeckiej, żyjącej 94-letniej siostry plut. Franciszka Rembeckiego, zestrzelonego po zbombardowaniu Gelsenkirchen, wyłowionego i pochowanego w październiku 2003 r. w Bredzie. Chciałam w imieniu babci podziękować za dokument „Requiem dla orłów„, a w swoim także za projekt filmu fabularnego, na którego scenariusz natknęłam się kilka dni temu. Babcia jeszcze o nim nie wie i, szczerze mówiąc, mam dylemat, czy dać jej go do przeczytania. Boję się, żeby emocje związane z opisem cierpień brata nie zaszkodziły jej wątłemu zdrowiu. Z drugiej strony babcia, jak i cała rodzina, nie zdaje sobie sprawy, jak „sławna” jest to postać w środowisku miłośników tematu, a mogłaby być również rozsławiona wśród widzów niezrealizowanego filmu.
Babcia poszukiwała brata przez Czerwony Krzyż po wojnie bezskutecznie, dopiero ktoś pokazał jej wzmiankę w jednej książce (zdaje się z serii z tygrysem, ale widziałam ją w dzieciństwie, teraz się zawieruszyła i nie pamiętam tytułu). Ja przypadkiem znalazłam w internecie informację o wydobyciu wraku i pogrzebie ok. roku 2004/2005, w efekcie udało mi się wydobyć dokument z archiwum TVP i dać go babci na kasecie wideo (też się gdzieś kaseta zapodziała), a nawet pojechać z moją najstarszą córką do Bredy złożyć kwiaty i zapalić znicze na grobie wuja. Teraz przygotowuję prezentację dla młodzieży gimnazjalnej ze szkoły im. Bohaterskich Lotników Polskich i natrafiłam na kolejne informacje, w tym na Pana blogu opis wcześniejszych lotów wuja
.

Oficyna Wydawnicza AURORA konsekwentnie kontynuuje ( rozpoczętą monografią zamordowanej w Katyniu por. pil. Janiny Lewandowskiej ) serię książek z filmami o asach przestworzy. Tym razem będzie to aż siedmiu wspaniałych bohaterów, dla których wraz z filmem DVD dedykujemy tę pozycję, jako swoiste requiem… „Requiem dla Orłów„. Może pojawi się jeszcze ktoś z rodziny Isaaka Józefa Feilla i uzupełni swoimi wspomnieniami świadectwo tych, którzy pamiętają, kim byli polegli w czerwcu 1944 roku lotnicy bombowi powracający z misji bojowej nad Gelsenkirchen? Mam taką nadzieję. W każdym razie jest jeszcze czas, zanim skomponowany w całość materiał trafi do druku. A będzie to fascynująca lektura pełna dramatycznych epizodów, jakich na wojnie bywa mnóstwo. W czas pokoju oddajemy sprawiedliwość bohaterom i ofiarom najkrwawszego z dotychczasowych konfliktów między ludźmi. Niestety, jesteśmy pewni, że nie jest to ostatnia wojna na Ziemi – planecie ludzi.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS