RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2014

Drugie życie „Spętanego Anioła”

16 sie

ssMój pierwszy i jedyny Wydawca wypuścił drugą z serii książek pod dość lotnym hasłem: „Polskie Skrzydła”. Po zamordowanej w Katyniu por. pil. Janinie Lewandowskiej przyszła kolej na krótką monografię poświęconą Stanisławowi Skalskiemu. Generał brygady pilot w stanie spoczynku miał szczęście do swoich biografów, bo oprócz znanego opracowania Katarzyny Ochabskiej istnieje hasło z licznymi odnośnikami w Wikipedii</em>, oraz obszerna broszura powstała przy okazji pośmiertnej wystawy w Muzeum Wojska Polskiego,a także szereg historycznych artykułów nie tylko w polskiej prasie lotniczej. Jeśli do tego dodać naukowe dysertacje w wojskowych periodykach i wywiady, to musi się wydać całkowicie zrozumiała moja decyzja skupienia się tylko i wyłącznie na tym, co sam zapamiętałem z rozmów i osobisttej refleksji w dziesiątą rocznicę śmierci bohatera filmu i książki p.t:Spętany Anioł”. Cykl wydawniczy nie był oszałamiający, więc po roku z okładem, jaki upłynął od ostatecznej redakcji tekstu, narosło wokół niego mnóstwo wątpliwości. Począwszy od tego, czy mam prawo w ogóle zabierać głos w sprawie Stanisława Skalskiego, poprzez oczywistą niezgodę z opiniami innych historyków, a na rewizji tych spraw przez czas, nie mam już tak absolutnej pewności, która ośmielała mnie, aby zaprezentować czytelnikom swoją wersję wydarzeń. Do tej pory nie zmieniło się jednak moje, pełne szacunku, spojrzenie na sylwetkę legendarnego asa polskich skrzydeł.
Zmarły niedawno Tadeusz Pawłowicz, towarzyszył mi podczas zdjęć w mieszkaniu na ostatnim piętrze bloku przy Alei Wyzwolenia, gdzie od rana do wieczora, rejestrowaliśmy nasz wywiad ze Stanisławem Skalskim. W przeciwieństwie do mnie, mój starszy kolega miał dość sceptyczny stosunek do wyrażanych przez bohatera opinii. Doskonale zorientowany w historii drugiej wojny światowej nie zachwycał się jego zwycięstwami, a zdobyte przez najlepszego, polskiego myśliwca, dyplomy uznania, medale i ordery nie robiły na nim żadnego wrażenia. Oczywiście nie demonstrował tego sceptycyzmu wobec bohatera, więc on miał wrażenie, że jest jednakowo uważnie słuchany przez każdego z nas.
Być może właśnie dzięki tak diametralnej różnicy w podejściu do interlokutora, udało się nam zebrać bogaty materiał, jaki posłużył do pośmiertnego hołdu dla wspaniałego pilota, jakim był dokumentalny film: „Spętany Anioł” i telewizyjny reportaż: „Album Skalskiego”. Ten ostatni, przyjęty w telewizyjnej redakcji z pewnymi oporami i rezerwą decydentów, po gruntownym przemontowaniu, zdobył nawet wyróżnienie na I Międzynarodowym Festiwalu Filmów o Tematyce Lotniczej w Dęblinie. skalski
Można by powiedzieć, że jak by nie traktować tematu Stanisława Skalskiego, to jest on niesamowitym samograjem. Nie wiem, czy tak jest, ale jestem pewien, że istniejące na rynku książki i opracowania historyczne nie wyczerpują w pełni bogactwa faktów, jakich do tej pory dokładnie jeszcze nie zinterpretowano. W bogatej karierze i życiu autora „Czarnych krzyży nad Polską”, istnieje sporo niewyjaśnionych zagadek, jak choćby do tej pory aktualne pytanie o prawdziwą przyczynę, która sprawiła, że powrócił on z Wielkiej Brytanii do Polski. Przy okazji spotkania w Warszawie, poprosiłem odlatującego do Londynu syna dowódcy 301 Dywizjonu Bombowego Ziemi Pomorskiej, Andrzeja Dąbrowę, aby zorientował się na miejscu, czy w Bank of England jest jakaś wiadomość na ten intrygujący temat. Skalski pytającym o powód wyjazdu z Anglii do komunistycznej Polski odpowiadał, że dopiero po jego śmierci można się tam próbować dowiadywać czegokolwiek na ten temat… Pan Andrzej nie mógł mi na razie nic obiecać, ale zamiast tego przytoczył z pamięci anegdotę o Skalskim, który koniecznie chciał się z nim skontaktować przed wyjazdem z kraju. Ale on akurat odlatywał za Ocean, więc zaproponował rozmowę na Okęciu. Kiedy to Skalski usłyszał natychmiast odparował:

- Na lotnisku?… O nie, tylko nie tam!!!… I nie doszło między nimi do spotkania.
figure
Wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, ale bohater Bitwy o Anglię wielokrotnie opowiadał, że gdy po wyjściu z mamra słyszał przelatujący samolot, odruchowo odwracał głowę w inną stronę. Do tego stopnia chciał odejść w inną przestrzeń, nie kojarzącą się mu z traumatycznymi przeżyciami, że nie chciał mieć nic wspólnego z wojskiem i lotnictwem. Rozumiem tę jego osobistą awersję, bo w tym momencie podobnie traktuję wszystko, co dotyczy filmu, telewizji i wszelkiego rodzaju hałasujących mediów. Na razie o wiele bardziej odpowiada mi literatura, nawet ta z obrzeży wielkiej sztuki słowa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

CZARNA SERIA

09 sie

Starości trzeba się jednak solidnie nauczyć… i być do niej przygotowanym. Tej lekcji życia nie można zaniedbać. Ja sam do tego nie doszedłem, ale gdy się uważnie słucha bardziej doświadczonych przyjaciół, decyzja aktywnego uczestnictwa w wykładach Uniwersytetu Trzeciego Wieku musi być oczywista. Wstępując na dwunaste piętro Pałacu Kultury i Nauki, gdzie mieści się Collegium Civitas, wmawiałem sobie, że idę tam głównie po to, żeby trochę lepiej zrozumieć problemy schorowanych rodziców. Tymczasem słuchając profesorów, doktorów, filozofów, dietetyków i działających na rzecz seniorów praktyków szybko przekonałem się, jak bardzo wszystko to dotyczy przede wszystkim mnie. Nie odmłodniejemy już w cudowny sposób, a to, że umrzemy staje się coraz bardziej dla człowieka oczywiste z upływem lat. Uświadomiła mi to istna czarna seria okropności, którą sceptyk uzna za naturalną kolej rzeczy. Niemiłosierny upał zabił wiekową sąsiadkę, a mama przyjaciela upadła na ulicy, co skończyło się ciężką kuracją w szpitalu. Nie wiadomo, czy zakończy się ona powodzeniem. Załamany syn może ją tylko odwiedzać z wiarą, nadzieją i miłością w sercu. W mojej duszy jest teraz wielki zamęt, szczególnie po niespodziewanej śmierci artystów, z którymi przez wiele lat pisałem scenariusze i robiłem filmy. Co prawda, gdy rozmawiałem z Tadeuszem Pawłowiczem, to pamiętam, że skarżył się na kłopoty ze zdrowiem, ale kto z nas nie narzeka?… Stanisław Manturzewski, przeciwnie – przyjmował swój los z pokorą, nieomal w milczeniu.mantu Coraz trudniej przychodziło mu odzywać się w towarzystwie, bo zaczęły mu wypadać zęby, a na wstawienie nowych nie miał pieniędzy. Taka jest rzeczywista prawda o członkach tak zwanej elity kulturalnej III RP. Nad trumną wychwalano jego przymioty ducha, zachwycano się niepospolitością osoby, która za życia nie mogła się u bliźnich doprosić kilku marnych złociszy na codzienną strawę. Nie zwracał się przecież z taką prośbą do nieznajomych. Cóż, za jego życia, prawie wszyscy byli od niego odwróceni… Ci, którzy o nim nie zapomnieli, odprowadzili go na miejsce wiecznego spoczynku. Adam Michnik mówił o Stanisławie Manturzewskim zapraszanym do tajnych posiedzeń opozycjonistów, jako ich mentora. Był obecny na mszy świętej, nawet dał na tacę. Zachował się przyzwoicie, jak przyjaciel zmarłego. Ja mógłbym się chyba tylko nazwać jego uczniem, bo dzielił nas nie tylko dystans wieku, ale całkowicie odmiennej mentalności. Nie miałem już jednak sił, żeby udać się wraz z rodziną i przyjaciółmi zmarłego na seans wspomnień o Staszku Manturzewskim, dlatego spisuję to, co powinienem im powiedzieć. Nikt nie jest wieczny, a ludzka pamięć jeszcze bardziej zawodzi. Pozostały mi po nim sążniste listy, które świadczą o głębokiej erudycji słynnego w środowisku filmowym Mantu. Jest w nich wiele złych emocji a nawet słusznych skądinąd pretensji. Pisał, że jestem mu coś winien i przyznaję, że do tej pory nie wypłaciłem się z ogromnego długu wdzięczności wobec tego wspaniałego człowieka. Wraz ze Stefanem Trybusiewiczem napisaliśmy scenariusz filmowej komedii: „Serca na bruku, czyli dziewczyna pod Rauszem”. Z jego inspiracji przystąpiłem do realizacji filmu o Violetcie Villas. Odziedziczyłem wynalezione przez niego w Archiwum Filmoteki Polskiej, forszpany międzywojennych filmów, które z powodzeniem udało się wmontować w film „Z nieba do Nieba”. Tych twórczych inspiracji Stanisław dostarczał mi przez lata w obfitej korespondencji i rozmowach. Podobnie, jak nagle zgasłemu Matuzalemowi krótkometrażystów, czuję się też dłużnikiem niewiele starszego ode mnie Tadeusza Pawłowicza, bez którego nie byłoby „Albumu Rycerskiego” z portretami polskich Asów Przestworzy ze Skalskim na czele. tedTeraz właśnie pojawia się poświęcona mu książka Oficyny Wydawniczej AURORA, z filmem: „Spętany Anioł”. Miał reżyserować mój monodram:”Violetta już tu nie mieszka”, o związkach Violetty Villas ze służbami specjalnymi. Poznaliśmy się jeszcze w ubiegłym wieku na Uniwersytecie Jagielońskim, gdzie pragnąłem studiować filmoznastwo, a on był asystentem Alicji Helman na zajęciach z historii kina. Prowadził też krakowski DKF zapowiadając przed seansem filmy w kinie „Młoda Gwardia”. Zawdzięczam mu uzyskanie stypendium scenariuszowe o reżyserze Stanisławie Jędryce, bowiem on rzeczywiście umiał uzasadnić celowość powstania pełnometrażowego dokumentu filmowego o twórczości tego wspaniałego artysty. Razem snuliśmy plany współpracy na wielką skalę nie przeczuwając, co może spotkać każdego z nas. Obaj zmarli autorzy przyczynili się do wszystkiego, co do tej pory stworzyłem, co robię i zamierzam jeszcze zrealizować w przyszłości… niezależnie od tego, ile czasu mi na to pozostało.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS