RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

Niezastąpione słówko, K….. /glossa do sprawozdania z Forum SFP/

04 cze

To chyba najsmutniejszy z festiwali, w których dane było mi uczestniczyć. Udało mi się, co prawda, obejrzeć rewelacyjny film Meriana C. Coopera: ”Trawa” z towarzyszeniem zespołu jazzowego i kilka innych ciekawostek, ale na wszystkie radosne niespodzianki położył się cień forum Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Dokumentaliści zawsze tam wylewali swoje żale, ale tym razem miało być to konstruktywne rozliczenia Prezesa TVP S.A., z obietnic, jakie usłyszeliśmy przed rokiem.
Niestety, okazało się, że to, co w naszym imieniu wyartykułował Marek Drążewski, wzbudziło śmiech Dyrektora Programu 2 Jerzego Kapuścińskiego. Natychmiast poczułem się w obowiązku moralnie wesprzeć Szefa Sekcji Dokumentalnej SFP, biorąc w obronę nie tyle osobę, ale wybranego przez środowisko twórców filmowych działacza pełniącego ważną funkcję społeczną.ludzie Potwierdziłem więc, że wbrew zaprzeczeniom, nadal są filmy emitowane późno w nocy, a także wciąż sprzedaje się licencje na ich wyświetlanie po skandalicznie niskich cenach. Popierając swojego głównego przedstawiciela na tym forum, byłem zaledwie jednym z dwóch osób, które ośmieliły się wyrazić niezadowolenie z oświadczenia Prezesa Telewizji Polskiej i jego podwładnych. Drugim prowodyrem był Leszek Czołnowski, który ośmielił się po raz wtóry wymóc oświadczenie poparcia środowiska dla prześladowanego laureata Oscara, Zbigniewa Rybczyńskiego. Otrzymał od Prezes PISF, Agnieszki Odorowicz wyjaśnienie, że nie może ona wyrazić swojego stanowiska z powodu toczącego się postępowania sądowego, w którym ona jest akurat świadkiem. Na to dictum aperbum łódzki reżyser z Wytwórni Filmów Oświatowych rzucał mięsem, argumentując, że nie można pozostawić bez komentarza faktu znęcania się nad uczciwym twórcą, który wykrył finansowe przekręty i sam został przez winowajców oskarżony. Ja też bym nie szczędził inwektyw tym, którzy widząc jawną niesprawiedliwość milczą. Do tego wszystkiego, jeszcze dochodzi dość niejasna rola znajomych Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc mających potężne wsparcie ze strony rządowej. To nic, że w internecie ujawniono dokumenty bezspornie dowodzące winy ze strony przeciwników Zbiga. Uznałem, że i tym razem muszę się jednak dołączyć do apelu o poparcie Zbiga Rybczyńskiego, bo kiedyś i mnie mogą dopaść bezwzględni aferzyści i łajdacy, a nikt w mojej obronie nie zabierze głosu. To, czego nie udało się uchwalić wypisuję więc w tym miejscu i zarzucam tę moją sieć w necie z nadzieją, że nie jesteśmy osamotnieni w tym co wiemy i czujemy. Mieliśmy nadzieję, że skoro przed laty Prezes SFP wziął w obronę producenta, Lwa Rywina, nad którym także toczyło się postępowanie sądowe, to w tym oczywistym przypadku można liczyć na podobne stanowisko. Wcześniej próbował w tej samej sprawie bezskutecznie apelować do wszystkich członków SFP, Krzysztof Wojciechowski. Usłyszał od Juliusza Machulskiego, że ten temat nie mieści się w porządku zebrania. Jesteśmy głęboko przekonani o niewinności autora nagrodzonego statuetką Oskara „Tanga”. On by sprzedał ostatnią koszulę, żeby zrealizować film, bo to prawdziwie oddany sztuce artysta. Czyż wypada się dziwić, że przy okazji tych zapewnień padło na sali nie parlamentarne to i owo na K….? Usłyszeliśmy tylko, że jesteśmy niekulturalni. Ci, kulturalni, cisi i mądrzejsi od nas ocenili nasze wystąpienie jako chuligański wybryk. Zgodnie stwierdzono, że to nic konstruktywnego, lecz głos na puszczy, zakompleksionych, niedowartościowanych frustratów.
Niewolnicza mentalność podpowiada niektórym producentom pomysł wykazania się lojalnością w zamian za odmienne traktowanie przez decydenta. W imię tej taktyki pokorna i kulturalna osoba nie protestuje oni, kiedy słyszą, że proponowane budżety są o wiele wyższe, niż te, o których mówią rozczarowani filmowcy. Jakże to krótkowzroczne… Reżyser Anna Brzozowska w pewnym momencie zadała Juliuszowi Braunowi pytanie: „Czy Pan Prezes uważa, że na tej sali siedzą idioci i można im wszystko wpierać, jako fakt?”… Nie było odpowiedzi. Gdy Leszek Czołnowski zwrócił uwagę na skandaliczną praktykę realizowania filmów dokumentalnych, przez etatowych redaktorów Telewizji Polskiej, ona wskazała siedzącego przy niej Andrzeja Fidyka, jako przykład. Jest ich o wiele więcej (szef redakcji, znany komentator sportowy, lektor „Wiadomości”, wydawca), ale to jest kolejny temat – rzeka. Podpisują się po tym, co zrobią, jako reżyserzy i mają prawo po jakimś czasie ubiegać się na tej podstawie o członkostwo SFP. Dziennikarze i urzędnicy robią filmy, zaś absolwenci szkół filmowych pozostają bez pracy, bo Ci ( stojący w pobliżu przysłowiowego koryta) przede wszystkim, zużywają środki przeznaczone na realizację programów telewizyjnych. Istna paranoja. W każdym razie nie doszło na tym forum do merytorycznej wymiany zdań i opinii. Może powinno dłużej trwać, a może po prostu trzeba chcieć się porozumieć. Wydaje mi się, że na razie nie ma wystarczająco wiele dobrej woli. Jerzy Ridan skarżył się, że za sto złotych podpisano z nim licencję na wielokrotną emisję jego filmu. Na to Dyrektor Jerzy Kapuściński odparł, że po prostu słabo negocjował i zrobił zły interes… Cynizm, wyrachowanie, jakaś gra… Co to jest, samowola, sobiepaństwo?… wolna amerykanka?…

Niniejszy tekst z pewnością nie miałby szans trafić na strony oficjalnego serwisu prasowego SFP. Środowisko położyło uszy po sobie, ruki pa szwam, buzia w ciup, bo przecież każdy składa wniosek na stypendium ministra, projekt do PISF, więc lepiej się nikomu nie narażać… Tylko co jest warte takie środowisko, które jest niczym tysiące ziarenek w piaskownicy. Niby to olbrzymia masa jest razem, lecz każde z tych ziaren piasku trwa osobno. Każdy sobie rzepkę skrobie i boi się wychylić, żeby nie zostać ukaranym za bezprizornost’. Nieśmiertelne BMW święci tryumf małych, biednych ludzi, którzy zadowolą się byle ochłapem zatykającym usta, bo przecież jeść trzeba… Nie zawsze musi być kawior, ale zadziwiający jest brak wyobraźni i krótkowzroczność. Przecież tacy sami złodzieje, oszuści i oszczercy mogą osaczyć każdego z nas i znowu nikt nie zabierze głosu w naszej obronie… z obawy o los scenariusza, zlecenie na film, czy zatwierdzany właśnie projekt. A gdzie sumienie?… Czy nadal można tworzyć mając na sumieniu taki grzech zaniechania i przemilczenia tej prawdy? Przecież to oczywiste, że najpierw trzeba być człowiekiem, a dopiero potem można próbować być artystą. Jak długo te proste pytania pozostaną bez odpowiedzi? Może należy poczekać… do kolejnego forum.

Załączone w tym tekście fotografie są autorstwa Pana Henryka Czechowskiego, autora artykułu do „Wiadomości24pl”, wiernie relacjonującemu kolejne fora SFP

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS