RSS
 

Archiwum - Październik, 2013

Szkic do portretu zapomnianego jubilata

11 paź

Dobiegają końca moje ponad półroczne zmagania z tematem twórczości Stanisława Józefa Jędryki. Dzięki stypendium Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miejskiego w Sosnowcu, podążałem śladem jego kariery artystycznej i sportowej tak, jakbym powtórnie przemierzał własny szlak… Sam kiedyś także przecież próbowałem zaistnieć na boisku w barwach „Lotnika” Wrocław na Psim Polu. W tym czasie reżyser Stanisław Jędryka był już po swoim błyskotliwym debiucie i wielkim sukcesie telewizyjnego serialu „Do przerwy 0:1”. Wzruszałem się grą Paragona, ale po maturze w technikum LZN zdecydowałem się ostatecznie na studia humanistyczne i artystyczne. Karierę sportową pozostawiłem kolegom, którzy otarli się o reprezentację, jak mój Mistrz… Podobnie, jak on próbowałem reżyserii filmów z udziałem dzieci i młodzieży, ale w porę zorientowałem się, jaka to naprawdę trudna sztuka.

Pozostałem przy tematach lotniczych i historii z portretami wybitnych ludzi sztuki i kultury. Poczesne miejsce zajmuje wśród tych postaci ów wybitny człowiek z dalekiego Sosnowca, którego dokonaniami artystycznymi bezskutecznie próbowałem zainteresować redaktorów w Telewizji Polskiej. Pomimo doznanej klęski i rozczarowania po przegranej walce, nie uważam tego czasu za stracony. Poznałem bowiem dzieje myśli autora bardzo osobistej książki: „Miłości mojego życia” i bardzo wiele się nauczyłem od kogoś doświadczonego osiemdziesięcioma latami życia w rozmaitych epokach i warunkach. On sam mówił, że co prawda ważna jest skuteczność w staraniach o realizację własnych projektów… Ale ważniejszy jest styl, w jakim się to wszystko odbywa. Jeżeli mamy robić filmy o ludziach kultury, a wszystko to odbywa się w warunkach daleko od niej odbiegających, rezygnuję z walki tak, jak on sam to zrobił ponad dwadzieścia lat temu. Zrobił to zniesmaczony brakiem elementarnego szacunku dla autorów ze strony urzędników, którzy pełnili funkcję redaktorów, a z czasem ośmielili się produkować własne programy. Twórcy stali się im niepotrzebni, przeszkadzali w walce o sławę, bogactwa i zaszczyty. Stanisław Jędryka uznał, że nie należy się zniżać do tak dennego poziomu moralnego i pomimo wszystko zachować resztki godności. Parweniusze dorwali się do kasy, panoszą się na festiwalach i decydują o tym, co mają oglądać masy. No i mamy kompletny chaos, widzów, którzy nie chcą płacić abonamentu za taki chłam i publiczność odwracającą się od telewizji.

Żaden film, czy teatr nie jest wart zaprzeczenia tradycyjnych zasad zapisanych w Dekalogu i rezygnacji z podstawowych wartości, które wyniosło się z rodzinnego domu. Mistrz, który mi zaimponował tą kosztowną w sumie rezygnacją, nieświadomie uczył mnie już za młodu wstępowania w tzw. „dorosłe życie” krok po kroku, film po filmie. Po serii filmów dla dojrzałej widowni teraz uczy mnie, na czym polega starość, jak znosić ją z pogodą ducha i jak osobiście przygotować się do przekroczenia najważniejszej granicy pomiędzy życiem a śmiercią. Usiłował o tym opowiadać na antenie radia TOK FM, ale redaktorka natychmiast zmieniała temat na weselszy, mniej przerażający, a szkoda… Wszystko teraz musi być lekkie, łatwe i przyjemne, bo liczą się tylko młodzi, piękni i bogaci. No i w karierze wszystkie chwyty są dozwolone. To jasno wynika z programów emitowanych w eterze i na ogólnopolskiej antenie telewizyjnej. Na własnej skórze przekonałem się, że w tej chwili , niestety, większość programów w telewizji publicznej odbywa się i zdobywa, na zasadach „Wolnej Amerykanki”. Kontakt z urzędującymi za szczelnie zamkniętymi drzwiami decydentami odbywa się na, nie wiadomo jakich zasadach. Dawniej po prostu rozmawiano z autorami, czytano ich scenariusze, dyskutowano o tym, co by było najlepsze dla filmu. A dzisiaj?… To, co się dzieje jest tak dziwne, że już nie jestem nawet w stanie tego opisać. Musiałbym wyrażać się o zatrudnionych w TVP urzędnikach bardzo źle, pisząc bez ogródek o nich, że są… no właśnie. Reżyser Stanisław Jędryka określa to jako brak szacunku, ale mnie cisną się na usta o wiele cięższe emocjonalnie, słowa.
Słowa, słowa, słowa… Wymieniamy ich tysiące, a żadne z nich nic nie znaczy, bo pół roku gadania i czekania skończyło się w ten sposób, że nagle wszedł na nasze poletko ktoś ze „znajomych królika” i zagospodarował je dla siebie. Słuchaliśmy o biedzie w telewizji i braku kasy na programy, a tu masz, za jednym pstryknięciem palców znalazły się „ dutki” na notacje video i wywiady. Jakim cudem to się stało? Nawet nie próbuję dociekać. Nie mam prawa wstrzymywać osiemdziesięcioletniego bohatera i namawiać go do pozostawania przy projekcie powstającym w mozole od wiosny do jesieni, która powoli już dobiega końca. Dobrze, że ta postać zostanie uwieczniona. Szkoda tylko, że efekt tej pracy zostanie głównie w rodzinnym Sosnowcu. Warszawa i kraj wolą korzystać z innych kronikarzy. Trudno, takie jest życie. Nie będę się przecież kopać z koniem. Towarzyszyłem Stanisławowi Jędryce z kamerą w chwili dekorowania go medalem GLORIA ARTIS. Byłem na jego benefisie w Miejskiej Bibliotece w Sosnowcu w dniu 1 października. Oglądałem jego dwa wspaniałe filmy na uroczystej gali jubileuszowej w warszawskim kinie KULTURA. Wszyscy na widowni byli zachwyceni, włącznie z główną osobistością – Stanisławem Jędryką. Następnego dnia zwierzył się, że ci sami ludzie, którzy tak mu bili brawa, kładli mu pod nogi w przeszłości kłody. Teraz doświadczam tego samego i dobrze wiem, że nie jest to moje ostatnie zmaganie z ludzką podłością. Nawet, jeśli ucieknę z filmu do literatury. Tam również nie brak urzędników, którzy są w stanie wstrzymać Słońce. Cóż, pozostaje mi tylko poruszyć Niebo i Ziemię…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS