RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

wywiad ze Stanislawem Jędryką w „Przekroju”

23 lip

Z konieczności został on skrócony przez autora, który przeprowadził rozmowę z reżyserem kilka lat temu. Niemniej jednak, co się odwlecze, to nie uciecze. Artykuł ukazuje sie w wigilię urodzinowego cyklu seansów filmowych w kinie ILUZJON w Warszawie.

A Z OKAZJI JUTRZEJSZYCH URODZIN MISTRZA KINA DLA DZIECI I MŁODZIEŻY PODAJE KILKA STRON INTERNETOWYCH DLA PRZYPOMNIENIA:

http://www.portalfilmowy.pl/osoba,0,1,18514,Stanislaw-Jedryka.html

http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,5,16099,1,1,Urodziny-Stanislawa-Jedryki-w-Iluzjonie.html

http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,202,7633,1,1,Pilka-nozna-w-polskim-filmie-fabularnym.html

http://www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,155,5100,1,1,Stanislaw-Jedryka-Milosci-mojego-zycia.html

http://www.rp.pl/artykul/1031487.html?print=tak&p=0

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

PROGRAM JUBILEUSZOWEGO SEANSU FILMOWEGO

16 lip

Filmy Stanisława Jędryki w kinie ILUZJON Filmoteki Narodowej:

26 Lipca – Piątek

20:00 – Powrót na ziemię
Polska, 1966
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

Polska Kronika Filmowa
27 Lipca – Sobota

13:15 – Podróż za jeden uśmiech
Polska, 1971
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

15:15 – Do góry nogami
Polska, 1982
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

20:00 – Dom bez okien
Polska, 1962
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

Polska Kronika Filmowa
28 Lipca – Niedziela

11:30 – Koniec wakacji
Polska, 1974
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

13:30 – Paragon, gola!
Polska, 1969
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

15:30 – Porwanie
Polska, Bułgaria, 1985
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

17:30 – Amnestia
Polska, 1981
( Stolica )

w cyklu: Stanisław Jędryka w 80. rocznicę urodzin

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

urodziny Stanisława Jędryki w ILUZJONIE Filmoteki Narodowej

10 lip

Z okazji 80. rocznicy urodzin reżysera Stanisława Jędryki, znanego z realizacji niezapomnianych filmów i seriali dla młodzieży takich jak: „Podróż za jeden uśmiech”, „Stawiam na Tolka Banana” czy „Szaleństwa Majki Skowron”, chcielibyśmy zaprosić Państwa na mini – przegląd zainspirowany jego twórczością. Zobaczymy między innymi: „Do dóry nogami”, „Paragon, gola!”, „Porwanie” i „Wyspę złoczyńców”. W dniach 26-28 lipca obok młodzieżowej części twórczości Stanisława Jędryki zaprezentujemy mniej znane filmy realizowane dla widzów dorosłych takie jak: „Dom bez okien”, „Powrót na ziemię” czy „Amnestia”.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Całe życie w moim kinie

05 lip

Niby wszystko jest w porządku, bo ci, którym mówię o projekcie filmu dokumentalnego są całym sercem po mojej stronie. Chwalą reżysera kultowych filmów i seriali przyznając, że wychowywali się chodząc do kina na Paragona i oglądając „Do przerwy 0:1″ w telewizji. Ja sam zainteresowałem się przed laty historią piłkarzy z drużyny warszawskiej Syrenki i tak mi już zostało do dzisiaj. Historia zatoczyła wielkie koło i przymierzam się do filmu o artystycznej karierze Stanisława Jędryki. To jednak także część mojej sportowej biografii, bo chociaż nie zaistniałem na boisku, to zawsze marzyłem o robieniu takich filmów. Redakcja dokumentu w TVP jest za… ale nie ma wystarczającej ilości pieniędzy na sfinansowanie tego projektu. Pomyślałem, że może w rodzinnym Sosnowcu znajdzie się jakiś zamożny fan talentu 80 – letniego dzisiaj reżysera i wspomoże nas w realizacji dzieła, które jest dla niego swego rodzaju hołdem od wdzięcznych widzów. Mam taka nadzieję i nie tracę jej nawet, gdy inni słuchając tych wywodów patrzą na mnie z politowaniem. Pewne powody do takiej reakcji są, bo posiedzenie Zarządu Głównego SFP odwołano a wakacje i urlopy już się rozpoczęły. W TVP S.A. kanikuła trwa przez cały rok, bo kiedy trzeba z kimś konkretnie porozmawiać, to go nie ma. Niemniej jednak nawet w takich ciężkich momentach załamania, przypominam sobie optymistyczne zawołanie: „Dum spiro… spero!” Uruchomiłem na FB stronę bohatera mojej opowieści, która zatytułowałem „Całe życie w kinie”. Powinno być nawet „w moim kinie”, bo mój bohater zawsze realizował filmy, w których najważniejsze są uczucia i ludzkie emocje. Powstała już druga wersja scenariusza. Zapewne powstanie też trzecia, po uwagach producenta i redakcji artystycznej TVP. Chętnie się zabiorę do tej pracy, ale muszę mieć partnera do rozmowy. Na razie idzie to z wielkimi oporami. Przynajmniej władze Sosnowca przyznając mi stypendium potwierdziły konkretne zainteresowanie moim projektem. Inni jeszcze wciąż się wahają. Jak długo? Czas pokaże…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szkic scenariusza filmowego

04 lip

SZKIC SCENARIUSZA DOKUMENTU FILMOWEGO :

Całe życie w kinie

rzecz o twórczości filmowej Stanisława, Józefa Jędryki

Wstęp:

Dokumentalny portret twórcy zazwyczaj opierał się na tradycyjnym schemacie: urodził się, żył, stworzył następujące dzieła i … No właśnie, nasz wiekowy bohater jeszcze nie odszedł i czuje się na tyle dobrze, że mógłby stworzyć jeszcze niejeden film. Co więcej, od 58 roku życia składał on scenariusze w TVP, a nawet była nadzieja, że wyreżyseruje on kolejne swoje filmy tak, jak czynił to sędziwy Luchino Visconti, czy Akira Kurosawa. W dojrzałym wieku nestorzy kinematografii tworzą swoje wiekopomne dzieła. Ta dziedzina twórczości nie jest bowiem zarezerwowana tylko i wyłącznie dla młodych reżyserów. Dojrzała inscenizacja jest domeną ludzi o bogatym wnętrzu, którzy wiele w swoim długim życiu widzieli i przeżyli. Dzisiaj mogą się oni podzielić z nami tym, co wiedzą, a ich wypowiedzi są częstokroć bardziej interesujące niż niejeden uniwersytecki wykład utytułowanych profesorów.

Film o karierze artystycznej Stanisława Jędryki rozpoczyna się skierowaną do bohatera filmu serią krótkich pytań i odpowiedzi na najważniejsze kwestie dotyczące miłości, życia i śmierci. Zawierają się one mniej więcej w takiej oto dewizie:

- Miłość… liczy się, aby dobrze, mądrze żyć. Jakieś szczególnej dewizy nie ma… Jeśli chodzi o to, co dotyczy pracy, to jest kwestia przywiązywania ogromnej uwagi do intuicji. A jeśli chodzi o jakąś taką dewizę, to po prostu tak postępować i tak żyć , żeby można było ze spokojem patrzeć sobie przed lustrem w twarz. Wie pan, dla mnie liczą się w życiu bardzo, emocje. Szczególnie liczy się miłość, liczy się przyjaźń. Nie przywiązywanie wagi do wszystkich dóbr, że tak powiem… materialnych. Trudno mi samemu mówić o sobie. Lepiej ocenią mnie Ci, z którymi przyszło mi pracować i ci, którzy pisali recenzję moich filmów. Przez te wszystkie lata moje pierwsze wakacje były dopiero po jakichś piętnastu latach. Zresztą jakoś bardzo niechętnie na te wakacje wyjeżdżam, nie umiem wypoczywać. Po prostu w tym świecie nie czuję się jakoś tak pewnie. Nie ma we mnie także przemożnej chęci poznawania świata. Wynika to być może z braku znajomości języków obcych. Czy chciałbym coś zmienić, poprawić w tym moim życiu, które było?… Nie, zresztą wydaje mi się, że wielu powodów do niezadowolenia nie mam. Jedyne, co mnie martwi, to, że nie mam dzieci, ale nie mogę za bardzo narzekać. Dzisiaj to jest może niepopularne, ale uważam, że urodziłem się w dobrych czasach dla mnie, mimo, że te czasy były złe. Nie wiem, jak to ocenić, ale właściwie nie mam żalu o to, że nie zostałem należycie oceniony za to, co zrobiłem do tej pory. Nie doszedłem do jakiegoś wysokiego statusu, nawet majątkowego, jak moi koledzy… Czasami oglądam w telewizji podczas wywiadów domy tych, którzy są dziś na topie , na fali i są to jakieś wspaniałe rzeczy. Siedząc w fotelu w swoim 25 metrowym mieszkaniu mógłbym się czuć jakiś zazdrosny, zawiedziony, ale nie jestem, bo miałem z tego życia jakieś inne satysfakcje, które dla mnie się po prostu liczą …

Po tej dość intymnej sekwencji spowiedzi, spotykamy reżysera, Kazimierza Kutza, który siedzi nad magiczną rzeką – Brynicą. W krótkich słowach wprowadza nas w swój świat i świat jego przyjaciela, Stanisława Jędryki , urodzonego po drugiej stronie rzeki. Opowiada on nam o wielu wspólnych przedsięwzięciach, w których obaj brali udział. Wspomina także o swojej młodości, kiedy jako chłopcy rzucali kamieniami w stronę Zagłębiaków stojących na drugim brzegu tej samej, granicznej rzeki. Nieopodal dzisiejszego stadionu sportowego spacerują ludzie, a na nich patrzy z drugiego brzegu Brynicy bohater filmu. Nie ma już w kadrze jego serdecznego kolegi, a on sam podchodzi do bariery na moście, opiera się o nią i spogląda w dal na perspektywę płynącej wśród gęstej zieleni drzew, wody rzeki szerokiej ledwie na około dziesięć metrów.

Bystry nurt tej rzeki unosi z sobą w dal spadłe z nadbrzeżnych zarośli listki i gałązki drzew. Ponad bujną czupryną siwych włosów osiemdziesięcioletniego reżysera filmowego lata rój muszek i komarów. On nie zważając na ich istnienie, wciąż patrzy daleko, aż na horyzont, zagłębiając się w swoje dawne widoki z czasów dzieciństwa i młodości. Tak, jak płynące na powierzchni listki i drobiazgi, jawią się mu przed oczami duszy sceny i obrazy z czasów dzieciństwa, młodości i wieku dojrzałego w Sosnowcu. Przywołuje z przeszłości film, który koresponduje z jego osobistymi przeżyciami z okresu dojrzewania w tych okolicach:

Mnie tylko dzieli od Śląska szerokość Brynicy, rzeki , która ma tam nie wie, dziesięć metrów… Ale to są różne światy. Dowcipkujemy zawsze z Kaziem Kutzem na ten temat, że dzięki tej Brynicy i temu, żeśmy się naparzali na kamienie, to mieliśmy rekordzistę świata w rzucie oszczepem, Janusza Sidłę, który był z Szopienic… Tak, że te wakacje, to były takie moje wakacje… Ja akurat nie przeżywałem takiej miłości w wieku czternastu lat, chociaż chciałbym taką miłość przeżyć, ale to wszystko, co się tam działo, było moje. Zresztą „Koniec wakacji” w książce dzieje się w Czeladzi. To jest Zagłębie, to jest Sosnowiec, to nie jest Śląsk. Ale ja przeniosłem to na Śląsk, bo Czeladź wydała mi się za mało ciekawą scenerią. Ten barwny Śląsk jest o wiele ciekawszy, zresztą ja mam sentyment do pejzażu śląskiego. Dlatego tak bardzo zachwycam się śląskimi filmami Kutza. Tak, że jak mówię: to są moje sprawy osobiste…

FRAGMENT Z OPISEM SCENY Z FABULARNEGO FILMU: ”ZIELONE LATA”

Chłopiec prowadzi po wybrukowanej „kocimi łbami” przedwojennej ulicy Sosnowca, białego konia. Po obu stronach filmowego kadru widać zabudowania, w których rozgrywała się akcja głównych scen. Opowiada o tym wiekowy reżyser, który po latach wspomina plan filmowy. Usiłuje w pamięci odtworzyć sytuację z przeszłości i przyznaje, że wszystko się tu zmieniło. Powracamy więc do tego dawno minionego świata, który przywołuje reżyser i nasz bohater. Reżyser prowadzi nas z miejsca na miejsce starając się słowami opisać świat, którego już nie ma, ludzi, którzy już bezpowrotnie odeszli, ale istnieją w jego wdzięcznej pamięci. Stanisław Jędryka jest sui generis Cicerone po Starym Sosnowcu, zakamarkach i uliczkach, które w okresie jego dzieciństwa i dojrzewania wyglądały zupełnie inaczej, niż obecnie. Ćwierćmilionowe miasto pulsuje współczesnym rytmem życia, ale w tle nowych budowli widać szczątki i ruiny dawnych fabryk, nieczynnych kopalń i opuszczonych kamienic. Wywołuje to u bohatera momentami nastrój smutku i nostalgii, który stara się opanować, ale z różnym rezultatem.

SCENA Z RUCHOMYM KALEJDOSKOPEM WIDOKÓWEK DAWNEGO SOSNOWCA JAK W STARYM FOTOPLASTIKONIE

List młodego widza do Stanisława Jędryki w rękach jego jedynej żony, Joanny Jędryki. Razem słuchają lektora, Krzysztofa Wakulińskiego, który czyta fragmenty autobiograficznej książki bohatera filmu: „Miłości mojego życia”. Wywiązuje się pomiędzy nimi rozmowa na temat zasłyszanego rozdziału. Każde z nich udzielało wielu wywiadów i wypowiadało się o wspólnym życiu. Teraz razem starają się dojść prawdy po latach na temat faktów, które w naturalny sposób ulegają z czasem zapomnieniu. Odświeżają w ten sposób nawzajem swoje wspólne wspomnienia.

Refleksje reżysera na temat wspomnianego listu:

… mnie były potrzebne jakieś pozytywy, których nie było… To znaczy był jeden wielki! Dzięki temu przetrwałem. To znaczy Ci odbiorcy, widzowie. Bo jak ja w pewnym momencie po „Końcu wakacji” bodajże powiedziałem, że w tej chwili robię przerwę w filmach dla dzieci i młodzieży, że chcę się teraz zająć filmami o ludziach dorosłych, to nagle dostałem dziesiątki listów. A jeden był szczególny od dziewczyny z Częstochowy, w którym mnie prosiła, błagała, żebym ich nie zostawiał, żebym w dalszym ciągu robił te filmy o nich i dla nich. I to była jakaś siła! Że kolejny film przemilczano, wzruszono ramionami (jeżeli chodzi o krytykę i środowisko), to się zmieniło. Dlatego tak wielką radość sprawiła mi nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Bo wreszcie to środowisko dostrzegło jakieś wartości moich filmów, czy w ogóle mnie! Bo tak cały czas, to nie, nie! Dopiero teraz nagle się okazuje, że to są jakieś inne filmy. I było mi bardzo trudno, ale ponieważ miałem widzów za sobą, a siłą rzeczy miałem za sobą także tych decydentów w tej telewizji… po prostu. Bo oni wiedzieli, że to jest potrzebne, że to komuś się podoba. Wobec tego nie miałem takich problemów.

ARCHIWALIA FILMOWE, PRYWATNA IKONOGRAFIA REŻYSERA ( WERKI )

W kadrze pojawiają się werki z planu filmu, w którym jest scena ze statystami na łódzkiej ulicy, gdzie asystujący Stanisław Jędryka, w tłumie wypatrzył swoją przyszłą żonę. Sam zresztą o tym pisze w swojej książce.

ALBUM RODZINNY STANISŁAWA JĘDRYKI ZE ZDJĘCIAMI RODZICÓW I BRATA

Tym razem reżyser jest już sam na sam z własnymi wspomnieniami i przegląda stare fotografie obu matek, oraz przyrodniego brata. Przypisuje mu zasługę „zarażenia” pasją kina i opowiada, jak po raz pierwszy będąc w kinie rozpłakał się po zgaszeniu świateł przed projekcją. Potem już się przyzwyczaił, ale tę swoistą „inicjację” zapamiętał na całe życie. Zasmakował w magicznej przestrzeni ze smugą niebieskawego światła wychodzącego z okienka kabiny projekcyjnej. Kino jest domeną najbiedniejszej publiczności, bo w nim ludzie otrzymywali iluzję piękniejszego, bardziej urozmaiconego życia, niż monotonna egzystencja w familokach i ciężki znój codziennej harówki w dymie, brudzie i smrodzie hałaśliwych zakładów przemysłowych Zagłębia i Śląska.

CMENTARZ MIEJSKI W SOSNOWCU. PRZY GROBIE PRZYRODNIEGO BRATA

Stanisław Jędryka zapala znicz i modli się przy mogile człowieka, któremu zawdzięcza miłość do filmu i sztuki kina. Naturalną kontynuacją tej sekwencji jest odnalezienie grobu kobiety, która dla reżysera „Zielonych lat” była drugą, a właściwie jedyną matką. Biologiczną matkę poznał o wiele później, jako rosły, wysportowany młodzieniec. O tym również bohater opowiada głosem lektora z własnej książki. My filmujemy jego milczącą, zamyśloną twarz na cmentarzu i pochyloną nad marmurową płytą, sylwetkę przygarniętego niegdyś przez tę kobietę, chłopca. Razem z nim, na połowie ekranu pojawia się twarz jednej i drugiej „matki”. W tym momencie padają początkowe słowa z książki: „Jestem synem dwóch matek i ani jednego ojca, , i dość długo nie odważyłem się napisać drugiego, ale następne przyszły mi już łatwiej, chociaż wątpliwości targały mną aż do chwili, kiedy postawiłem kropkę po ostatnim zdaniu. Czy to moje pisanie miało sens? Dla mnie było potrzeba, która musiałem spełnić. To był mój rachunek sumienia. Pozostaję jeszcze z nadzieją, że nie życia.”
SEKWENCJA STARYCH ZDJĘĆ SOSNOWCA I ZACHOWANYCH FOTOGRAFII

Seans obrazów z parków, ogrodów, ulic i placów Sosnowca stanowi swoisty background do opowieści o różnicach pomiędzy mieszkańcami ze Śląska i Zagłębia. Bohater filmu wspomina swoich kolegów z klasy, nauczycieli z liceum imienia Bolesława Prusa, którzy uczyli go po wojnie i tych, których wspominano wraz z poległymi profesorami na wojnie, w Katyniu oraz obozach koncentracyjnych. Lista najwybitniejszych i znanych w całym kraju „Prusaków” zawiera imię i nazwisko reżysera, któremu poświęcamy nasz film.

Krzysztof Wakuliński (z off- u) czyta z książki „Miłości mojego życia”, fragment autobiografii reżysera. Wspomina on niepowtarzalny „smak zalewajki”, śląskiej zupy gotowanej z dojrzałych, lecz nie zakopcowanych kartofli. Wyciągnięte z ziemi warzywa wędrują do garnka pełnego wody i wraz z pierwszą partią wywaru są wstępnie oczyszczone. Mówi, że dopiero po nalaniu nowej porcji wrzątku puszczają one krochmal tworzący wraz ze skwarkami smakowitą zawiesinę, utrzymujące właściwą zupie konsystencję. Opowiada, że za każdym razem, gdy odwiedzał swoją matkę w Sosnowcu przy ulicy Wiejskiej, miał ochotę zapytać o „tę drugą, prawdziwą”, ale do śmierci ukochanej kobiety nie zdobył się na tak otwartą konfrontację z przeszłością. Nie miała ona ochoty wyjawiać mu fakty, których być może by nie chciał rzeczywiście poznać i dlatego chroniła chłopca przed nią. Reżyser, bohater filmu, a zarazem autor literackiej spowiedzi z całego życia poświęca kwestii obu matek najwięcej uwagi. Ukształtowała ona jego psychikę, wpłynęła także na całą twórczość, gdzie pojawiają się młodzi ludzie z wielkimi problemami. Stanisław Jędryka jest jednym z tych autorów filmowych, gdzie uczucia odgrywają pierwszorzędną rolę. Mówi o tym do kamery szczerze, przekazując tym samym swoje artystyczne credo.

Przybrana matka dbała o jego ciało i duszę. Pilnowała, żeby go ochrzczono, aby chłopiec regularnie chodził do kościoła i doprowadziła go, jak inne matki rówieśników, do komunii świętej. Przed dzisiejszą katedrą w Sosnowcu reżyser wstępuje po kamiennych schodach „do nieba”, przyrównując wizytę na mszy w tej świątyni do tak podniosłych duchowo „aktów strzelistych”. W kadrze widać jego sylwetkę za okratowaną bramą i odchodzącą w stronę tłumu wiernych postać chrześcijanina.

ROZMOWA PRZY TALERZU ZUPY Z „ZALEWAJKĄ”

W kadrze jest blat zasłanego obrusem stołu, a na nim porcelanowa waza z chochlą i talerz dymiącej z gorąca „zalewajki”. Stanisław Jędryka próbuje i czeka, aż zupa trochę ostygnie. Mówi o swoich powrotach do Olkusza, ale przede wszystkim do rodzinnego miasta, gdzie ze starego Sosnowca, zostały już tylko dwa rosłe kasztanowce. Ulica zmieniła nazwę, w miejsce dawnych kamienic pobudowano bloki, ale drzewa z czasów dzieciństwa nadal tam kwitną i rodzą wciąż nowe owoce. Dzieci strącają kasztany na ziemię i jak on sam kiedyś, wspinają się na gałęzie. Pojawia się w ręku bohatera filmu fotografia dwóch starych mężczyzn, braci przyrodnich, którzy obejmują się poprzez gruby pień kasztanowca.

REKONSTRUKCJA OBRAZU RODZINNEGO DOMU, PODWÓRKA NA WIZJI LOKALNEJ PRZY DAWNEJ ULICY WIEJSKIEJ W STARYM SOSNOWCU

Stary reżyser musi teraz sam się przytulić do kory drzewa, bo na tym świecie został już tylko on. Odmierza dziesięć kroków od kasztanowca idąc w stronę fasady zburzonego przed laty domu rodzinnego. Staje i mówi, że właśnie w tej odległości znajdowały się okna jego chałupy, w której zajadał się smaczną zalewajką i przez które wyskakiwał na podwórko, gdzie wraz z rówieśnikami grali w piłkę. Rozgląda się wokoło przypominając sobie klasztor sióstr zakonnych prowadzących przedszkole dla dzieci z ubogich rodzin. W ten sposób przywołuje z pamięci obiekty i budowle związane z jego „zielonymi latami”, aż do czasu wkroczenia do Sosnowca wojsk hitlerowskich.

WYKOPIOWANIA KRONIKALNE Z OKRESU KAMPANII WRZEŚNIOWEJ 1939 R.

Filmowe kadry kronik frontowych są zmontowane z ikonografią zachowanych w sosnowieckich archiwach miejskich, gazet z okresu okupacji hitlerowskiej. Jest to wyśmienita okazja do serii równoległych ujęć z przestrzeni planu filmowego „Zielonych lat” i prezentacji analogicznych fragmentów, których realizację wspomina Stanisław Jędryka. Są to sceny związane z ucieczką ułanów i żołnierzy obsługujących podarowany armii przez społeczeństwo Śląska i Zagłębia, karabin maszynowy. Tę dramatyczną gonitwę nakręcono nieopodal zlikwidowanej fabryki. Reżyser zwierza się przed kamerą:
… „Zielone lata”, to wszystko dzieje się w moim rodzinnym mieście, Sosnowcu. I ten dziewięcioletni chłopak, to prawie ja… Co prawda, jak wybuchła wojna, to ja miałem sześć lat, ale powiedzmy sobie, że to wszystko, co on przeżywał, to ja przeżywałem, łącznie z tymi przyjaźniami z żydowskim chłopcem. A poza tym, to działo się na moich ulicach, gdzie ja biegałem tam… Więc to też było bardzo osobiste. „Do góry nogami” ukazuje moją pasję do sportu. Ja byłem tym chłopakiem, który śledził nie RUCH Chorzów, chociaż o RUCH- u wiedziałem, bo to był wielokrotny mistrz Polski. I ja uważam, że to dotyczyło mnie osobiście, miało jakiś dobry wpływ na pewne rozwiązania filmowe. Po prostu to mnie inspirowało do dobrego myślenia, do dobrych pomysłów, do dobrych scen. Mnie to w pewien, nie do końca uświadomiony sposób, jakoś niosło. Dlatego te filmy mają ten jakiś osobisty ton i dlatego ten ton do widza tak bezpośrednio, po prostu dociera. Te trzy filmy są tak bardzo znaczące, bo gdzieś zahaczają o moją osobiste odczucia. Ja mówię: to nie są fakty z mojego życia, ale właściwie mogłyby nimi być. One są bardzo podobne do tego, co ja przeżywałem.

Pożegnalna scena finałowa bohaterów filmu, na nie istniejącej dzisiaj górze, utworzonej przez kopalniane odpady. Reżyser nie unika przywoływania dramatycznych scen, jak zachwycająca mgła, która znikła, zanim garderobiane zdążyły przywieźć na plan, z pobliskich Katowic, zapomniane kostiumy. W miejscu dawnej, olbrzymiej hałdy dzisiaj stoi supermarket.

Groty i jaskinie nieopodal pałacyku Schoena – siedzibą Muzeum Historycznego i Urzędu Stanu cywilnego w Sosnowcu. Tam bohaterowie filmu, z narażeniem życia, ukrywali rannego kolegę, Abramka. Wybór tej naturalnej scenerii był sporą oszczędnością dla budżetu filmu.

Teren górniczych działek pracowniczych nieopodal nieczynnej już dzisiaj kopalni węgla kamiennego, jest obecnie o wiele bardziej zarośnięty, niż w okresie realizacji zdjęć filmowych do „Zielonych lat”.

Dzielnica Środula, w której odnaleźliśmy zaledwie jedną kamienicę przypominającą budowle z okresu wojny i okupacji, była zamieszkała przez ludność żydowską. Tutaj , na terenie dawnego getta w Sosnowcu, nakręcono przed laty dramatyczne sceny jej zbiorowego exodusu do obozów koncentracyjnych i innych miejsc zagłady.
Ta skrótowa reminiscencja okresu przyspieszonego dojrzewania bohatera filmu w okupowanym Sosnowcu jest wstępem do jego osobistych wędrówek szlakiem miejsc, w których już nie ma dawnego kościoła pod wezwaniem Andrzeja Boboli i dawnego budynku szkoły im. Bolesława Prusa. Dzisiaj jest nowy, okazały kościół i nowy gmach liceum pod tym samym patronatem. Stoi więc nasz bohater przed świątynią na tej samej ulicy, rozmawia z pracownikami firmy o miejscu w którym dzisiaj coś się produkuje, a on tu chodził się po raz pierwszy uczyć. O dawnej szkole Stanisław Jędryka rozprawia także z pamiętającą uczniów i nauczycieli mieszkanką bloku przy ulicy Dziewiczej. Zaproszony wstępuje w progi nowego budynku szkoły przy ul. Piłsudskiego.

ROZMOWA W GABINECIE PANI DYREKTOR LICEUM im. B. PRUSA

W trakcie rozmowy przy kawie, pojawia się pomysł gospodyni i gościa, aby wspólnie odwiedzili tę szkołę senator Kazimierz Kutz i Stanisław Jędryka. Oczywiście powraca temat tradycyjnych zaszłości i dawnych, nie zagasłych sporów, pomiędzy Ślązakami i Zagłębiakami. Wychodzący z gabinetu reżyser rozdaje młodzieży autografy podając każdemu dłoń, wymieniając grzeczności, uśmiechając się do nich. Zadowolony z tej wizyty powraca pamięcią do listu młodego widza. Czyta go tym razem Krzysztof Wakuliński przechodząc do kolejnego rodzaju autobiograficznej książki i następnego rozdziału filmowej opowieści o Stanisławie Jędryce.

W KADRZE POJAWIA SIĘ PLAKAT MECZU PIŁKARSKIEGO STALI SOSNOWIEC

Opowieść bohatera dotyczy jednej z pierwszych rozrób stadionowych po wojnie, kiedy mecz o awans do wyższej ligi zakończył się porażką gospodarzy. Bruk z sąsiadującej ze stadionem RKS Sosnowiec, ulicy w ciągu kwadransa wylądował na murawie boisko, na którym zakończył się przegrany mecz piłkarski. Ta autentyczna anegdota jest swoistym pendant do opowieści o roli Stanisława Jędryki na boisku piłkarskim. W śląskiej gazecie natrafiamy na artykuł Ryszarda Dyi, który bardzo ciepło pisze o utalentowanym, młodszym koledze z ławy szkolnej. Zachowały się również filmowe kadry z pierwszych, powojennych meczy, jeszcze przed powstaniem drużyny „ZAGŁĘBIE” SOSNOWIEC.

Fragment wypowiedzi reżysera:

… ja trafiłem na książkę Adama Bahdaja: „Do przerwy 0:1”. Ona się nam bardzo spodobała, między innymi dlatego, że ja sam oprócz zainteresowania filmem, w ogóle kopałem piłkę nożną. Kopałem tak dobrze, że w wieku 18 lat będąc jeszcze juniorem, już grałem w pierwszej drużynie drugoligowej Stali Sosnowiec… Obok takich sław piłkarskich, jak Majewski, Uznański, Powąska, Masłoń, Strzykalski, reprezentantów Polski. Przede mną otwierała się kariera i gdyby to było dzisiaj, to ja nie wiem, czy nie wybrałbym piłki nożnej… bo to jest sposób na życie, na zabezpieczenie się na starość… diabli wiedzą co! Dzisiaj można z piłki wspaniale wyżyć, oczywiście jak się reprezentuje jakiś poziom. A ja niby ten poziom reprezentowałem, skoro będąc 18 – letnim juniorem grywałem w drugoligowej drużynie i w reprezentacji Polski juniorów. Zresztą, szczerze mówiąc, nie w jakimś międzypaństwowym meczu, ale będąc na obozie kadry juniorów jako reprezentant rozgrywałem różne mecze.

ARTYSTYCZNE FASCYNACJE BOHATERA – POMIĘDZY TEATREM A KINEM

Stojąc przed fasadą teatralnego gmachu Stanisław Jędryka przyznaje, że nie wyreżyserował w sosnowieckim teatrze ani jednej sztuki, ale to świadczy o tym, jak bardzo był zaangażowany w pracy reżysera filmowego. Niemniej jednak teatr, cyrk, żywy plan był zawsze jego inspiracją do pracy z aktorem. O nim zawsze wypowiadał się z wielką atencją, żeby nie powiedzieć, miłością, bo jego żona, Joanna Jędryka także była aktorką. On opowiada przed kamerą, jak pozyskiwał znanych i świetnych artystów sceny i estrady do udziału w swoich filmach. Często nie było to łatwe, bo w minionych czasach aktorzy byli rozchwytywani przez telewizję, kino i teatry. Dziś, w dobie zastoju brzmi to, jak bajka o żelaznym wilku. Przywołuje on czasy swojej świetności i okres największej prosperity polskiej kinematografii udokumentowanej licznymi nagrodami.

REMONTOWANY BUDYNEK DAWNEGO KINA „ ROXY” W OKOLICY CENTRUM SOSNOWCA BĘDZIE SIEDZIBĄ INSTYTUCJI KULTURALNEJ
Reżyser stoi przed frontem przy drzwiach wejściowych do dawnego kina „ROXY”, gdzie tuż po wyzwoleniu w ścisku i tłumie oglądał radziecki film „Sekretarz Rejkomu”. Opowiada, jak potem już regularnie chodził na seanse do kina Zagłębie. Stopniowo jeździł coraz dalej po Górnym Śląsku aby oglądać coraz to inne filmy. Pamięta swoje wrażenie, jak obejrzał niesamowity film „Gilda” w kinie w sosnowieckiej dzielnicy Pogoń. Kina ZAGŁĘBIE już nie ma, ale zamiast kina ROXY po wyremontowaniu gmachu znajdzie tam siedzibę instytucja kultury, co jest dla naszego bohatera pocieszającą wiadomością, kiedy raczej się je likwiduje, niż stwarza dla nich nowe miejsca. Stanisław Jędryka, bywalec sosnowieckich teatrów i kin, woli pozytywnie myśleć o tym, co się aktualnie dzieje w dziedzinie kultury filmowej, chociaż on osobiście nie ma ostatnio dobrych doświadczeń z telewizją i producentami. Zwraca uwagę na to, że pomimo twardych praw rynku filmowego artysta w każdej sytuacji powinien jednak zachować własną godność.

DYLEMAT WYBORU POMIĘDZY KARIERĄ ARTYSTYCZNĄ I SPORTOWĄ

( o tym z humorem opowiada sam bohater przedstawiając uroki uprawiania sportu wyczynowego i porównując dzisiejsze zarobki piłkarzy. Wówczas jeszcze nikt nie sponsorował piłki nożnej)
Stanisław Jędryka stoi na tle zabytkowego budynku dworca kolei warszawsko – wiedeńskiej.
Wspomina swój odjazd, najpierw na egzaminy, a potem na studia do szkoły filmowej w Łodzi. Mówi, że pojawiła się w jego sercu rozterka i myśl, żeby jednak nie jechać i zostać w ukochanym Sosnowcu z rówieśnikami. Przezwyciężył jednak wątpliwości i wahania ostatecznie decydując się na rozbrat z futbolem, bo jak powiadał jeden z radzieckich profesorów w szkole filmowej, sport i sztuka są nie do pogodzenia. I tak rzeczywiście było…

POWRÓT PO LATACH DO ŁÓDZKIEJ SZKOŁY FILMOWEJ

Musiał więc sobie znaleźć inne magiczne miejsca, o co w Łodzi nie było wcale trudno. Jedną z takich duchowych przystani był artystyczny lokal „HONORATKA”, oczywiście SPAT i F, a przede wszystkim sam pałacyk Oskara Kona przy ulicy Targowej, gdzie mieściła się słynna w całym świecie szkoła filmowa. Były piłkarz RKS STAL Sosnowiec grał ze swoimi szkolnymi kolegami korzystając z każdego, wolnego skrawka przestrzeni. Wymienia nazwiska tak słynnych dzisiaj twórców, jak operator Mieczysław Jahoda, Witold Sobociński, reżyser Jerzy Gruza, ale nadmienia także o zorganizowanym turnieju piłkarskim w szkole filmowej. Przez krótki czas duch sportowy zdominował artystów na tyle, że sztuka na chwilę pozostała w cieniu rywalizacji zacietrzewionych mężczyzn na boisku i kibiców. Dzisiaj nestor polskich filmowców spogląda na obecne zabudowania szkoły filmowej szukając miejsc szczególnie sobie Bilskich. Siada więc na słynnych schodach prowadzących do sali projekcyjnej gdzie oglądał robocze materiały swoich pierwszych etiud filmowych.

UROCZYSTA PREZENTACJA FILMU DYPLOMOWEGO STANISŁAWA JĘDRYKI – „ZBIEG” W KLUBIE „KICIA – KOCIA”, NA WARSZAWSKIM GROCHOWIE

Podczas spotkania toczy się rozmowa z reżyserem o kulisach powstania tego filmu i sposobie uzyskania zgody na adaptację opowiadania od Marka Hłaski. Sławny pisarz uchodził wówczas za niedostępnego i trudnego w negocjacjach. Jędryce jednak się udało go przekonać i film, chociaż powstawał długo, z komplikacjami, został w szkole bardzo dobrze oceniony, między innymi przez profesora Jerzego Bossaka.

Fragment wypowiedzi reżysera:

… To był pięćdziesiąty ósmy rok. W pięćdziesiątym szóstym miałem robić swój dyplom „Zbieg” według noweli Marka Hłaski. To też była sytuacja dosyć niezwykła, bo to był październik 1956 roku. Mieliśmy zaplanowane zdjęcia w Warszawie, na Marymoncie. Przyjechaliśmy do Stolicy na zdjęcia i następnego dnia wybuchł Październik. I niestety, myśmy mieli robić ten film w oparciu o sprzęt Wytwórni Filmów Dokumentalnych: transport, kamera, oświetlenie. Oczywiście, nie było mowy, żeby to zrobić. W związku z tym, odwołaliśmy te zdjęcia do następnego roku. W następnym roku 1957, już będąc po dwóch asystenturach w filmie Lenartowicza, zrealizowałem ten dyplom. Tyle tylko, że się zmieniło. Rok wcześniej główną rolę miał grać Gustaw Lutkiewicz, a rok później zagrał ją Emil Karewicz. Mam nawet jakieś skrupuły, wyrzuty sumienia, że tak się stało i bałem się, że Lutkiewicz będzie mi to pamiętał. Ale jak mu potem zaproponowałem rolę w „Wyspie złoczyńców”, może nie pamiętał, a może nie chciał pamiętać… zagrał. I potem, jeżeli tylko zaczynałem jakiś film i widziałem Lutkiewicza w jakiejś roli, to mu proponowałem i to jest jeden z tych aktorów, z którymi z wielką przyjemnością pracowałem.

Oprócz młodzieży, na sali projekcyjnej klubu KICIA KOCIA, są obecne wdowa po scenarzyście Jerzym Janickim i Grażyna Hasse, która zagrała w tym filmie wstępny epizod. Dyskusja jest ożywiona i tutaj także reżyser rozdaje swoje autografy. Organizatorzy zarzekają się, że na urodziny przygotują kapelę, która zagra i zaśpiewa mu balladę z serialu o Tolku Bananie.

JUBILEUSZ 80 – TYCH URODZIN STANISŁAWA JĘDRYKI W KINIE „ILUZJON”

Przegląd najgłośniejszych filmów bohatera oraz spotkanie z widzami stanowi clue uroczystości, które trwają w warszawskim kinie Filmoteki Narodowej przez trzy dni. Prezentowane tam są nie tylko filmy dla dzieci i młodzieży, ale również dla dorosłych, w tym debiutancki „Dom bez okien”. Bezpośrednia rozmowa po seansie, pomiędzy wiekowym twórcą i przedstawicielami różnych generacji widzów jest dowodem, że jego filmy docierały i nadal docierają do kolejnych pokoleń kinomanów i telewidzów. Sięgamy daleko w przeszłość, bo minęło od ich powstania już kilkadziesiąt lat z okładem. Cofając się w czasie zatrzymamy się na pierwszej międzynarodowej konfrontacji jego reżyserskiego debiutu z międzynarodowym jury oraz krajową krytyką.

NA WIESZAKU W PLENERZE SMOKING Z FESTIWALU FILMOWEGO W CANNES
( obowiązkowy strój na festiwalowej gali)

Fragment wywiadu z reżyserem:
… dla mnie w filmie najważniejsze jest wzruszenie… Za co zresztą dostałem po głowie, bo mi się mówi, że to jest takie żerowanie na uczuciach. Nie wiem, to już jest kwestia odbioru ze strony widzów. I stanął scenariusz „Do przerwy 0:1”do oceny . I o dziwo komisja nie przyjęła. Wtedy była taka komisja składająca się z szefów zespołów, pana Kraśki z KC i oni decydowali. Niby byli ciałem doradczym wówczas ministra Zaorskiego, ( ojca wybitnych braci : aktor i reżysera ), ale odrzucili ten scenariusz. No, ale ja już byłem przygotowany do debiutu. I w tym momencie stwierdzono w zespole, że jest scenariusz napisany przez wybitnego scenarzystę Ścibora – Rylskiego, w tamtym okresie być może najwybitniejszego – „Dom bez okien”… że może ja tym bym się zainteresował. Oczywiście ja przeczytałem scenariusz i zachwyciłem się, między innymi dlatego, że cyrk to była właśnie ta trzecia dziedzina, która mnie jako małego chłopca bardzo fascynowała. Więc stąd nagle wyszła ta propozycja „Domu bez okien”… i tak to się stało. A ja już na starcie miałem przedsmak wszystkiego, co potem przez te lata i trzydzieści parę filmów mnie czekało, to znaczy praca z wybitnymi aktorami: Tadeusz Fijewski, Ignacy Machowski, Jan Świderski, Wiesław Gołas, Ewa Czyżewska, Danuta Szaflarska, Hanka Bielicka, Jadzia Andrzejewska, przedwojenna gwiazda filmowa, Bolesław Płotnicki, no wspaniały zespół wybitnych aktorów, którzy zagrali w tym filmie. Potem już przy każdym z filmów udawało mi się mieć jakiegoś wybitnego, może dwóch, trzech znakomitych, wybitnych aktorów.

Na ekranie: WYKOPIOWANIE SCENY FINAŁOWEJ „Domu bez okien” Z WIESŁAWEM GOŁASEM
Stanisław Jędryka opowiada o melodii, którą nucił jeden z widzów po wyjściu z seansu, co dla niego stanowiło dowód, że film „Dom bez okien” naprawdę się podobał. Nie potrafi zrozumieć pretensji krytyki o brak nagrody, skoro wcześniej zdobył ją Polański. Potem przez następne 20 lat nikt tam z Polaków nie zdobył absolutnie nic. Za to zrekompensował sobie ten brak sukcesu inną odmianą działalności reżyserskiej. W tym momencie na ekranie i w kadrze filmowym pojawia się tak, jak w poprzednim kalejdoskopie szereg dyplomów uznania, listów pochwalnych i licznych nagród zdobytych zarówno na festiwalach w kraju, jak też za granicą.
Jest to swoisty wstęp do prezentacji najważniejszych fragmentów z kultowych już dzisiaj seriali telewizyjnych: „Podróż za jeden uśmiech”, „ Wakacje z duchami”, „Do przerwy 0:1”, „Stawiam na Tolka Banana”, oraz filmów kinowych dla dorosłych. Zostanie to szczegółowo rozpisane na etapie scenopisu. W skrócie by to zawierało się w mniej więcej takich oto sześciu sekwencjach:

PRODUCENCI MOICH FILMÓW

Anegdota o kulisach powstania filmu „Stadion” ilustruje warunki i atmosferę pracy w latach sześćdziesiątych, gdy Stanisław Jędryka startował w zawodzie reżysera:

Pierwszym moim filmem zawodowym nie był „Dom bez okien”. To był „Stadion”. Była to dwudziestominutowa impresja poetycka, która w 1959 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Eksperymentalnych w Wenecji dostała wyróżnienie. A ten film powstał z takiej dość niezwykłej idei… bo miano kręcić „Krzyżaków”. Sprowadzono taśmę Eastman Color po raz pierwszy w Polsce i dla prób operatorskich, które miał zrobić Mietek Jahoda przewidziany jako operator do „Krzyżaków”. Szefem organizacyjnym zespołu RYTM był przedwojenny filmowiec Zygmunt Szyndler, taki z bardzo praktyczną głową… W tych czasach, kiedy pluli na Bareję na wszystkie sposoby, on był jego wielkim orędownikiem. Jak przychodziło do wyboru, czy lansować jakiś nowy film Różewicza, czy Barei, to jednak Szyndler był za Bareją.I on wpadł na pomysł. Mówi do mnie:
- Panie, robi się te próby operatorskie… Niech Pan wymyśli jakiś scenariusz i przy tej okazji zrobi film!.
Ja rzeczywiście wymyśliłem scenariusz i zrobiliśmy z Jahodą dwudziestominutowy film. To jest historia na pustym Stadionie Dziesięciolecia, do którego mam sentyment.

GWIAZDORZY W MOICH FILMACH

… A już na starcie miałem przedsmak wszystkiego, co potem przez te lata i trzydzieści parę filmów mnie czekało, to znaczy praca z wybitnymi aktorami: Tadeusz Fijewski, Ignacy Machowski, Jan Świderski, Wiesław Gołas, Ewa Czyżewska, Danuta Szaflarska, Hanka Bielicka, Jadzia Andrzejewska, przedwojenna gwiazda filmowa, Bolesław Płotnicki, no wspaniały zespół wybitnych aktorów, którzy zagrali w tym filmie. Potem już przy każdym z filmów udawało mi się mieć jakiegoś wybitnego, może dwóch, trzech znakomitych, wybitnych aktorów.

KOBIETY W MOICH FILMACH i W ŻYCIU

Jako przykład, anegdota o wielkim oddaniu Elżbiety Czyżewskiej w „Domu bez okien”:
Osobiście zaimponowało mi zaangażowanie Elżbiety Czyżewskiej, która była tak przejęta swoją rolą. Nie tyle może nawet chodzi o samą kreację postaci, ile o te umiejętności cyrkowe bohaterki, bo ona była trapezistką… Ona starała się jak najwięcej na tym trapezie zrobić sama. Oczywiście były takie momenty, kiedy nie było wyjścia i trzeba było korzystać z dublerki, ale ona chciała zrobić nawet więcej, niż żeśmy jej pozwalali. W związku z tym na przykład wracając na sobotę i niedzielę do Warszawy, jechała do Julinka tam ćwiczyła, ćwiczyła, ćwiczyła… żeby po prostu wypaść jak najlepiej. I to było nadzwyczajne, imponujące.

DZIECI W MOICH FILMACH
- No wie Pan, serial to jest jakieś pole obserwacji tych młodych ludzi, ich zachowań, różnych reakcji, wzajemnych relacji… To jest wciąż specyficzna cząstka moich obserwacji tych młodych ludzi, jak się zachowują. Henio to jest jakiś rzeczywiście niebywały talent, samorodny, aktorski, ale przede wszystkim pod względem osobowości. Potem zresztą po latach miałem okazję poznać go i przekonać się, jaki jest w momencie, kiedy się opiekował dorosłym synem pierwszej żony, partnerki życiowej. Zaimponował mi wtedy dorosłością, odpowiedzialnością. Oczywiście, takich sytuacji, w których by to jakoś „sprzedał” nie było. Wówczas Henio miał już dwadzieścia parę lat, a wtedy dwanaście, czy później czternaście. Ja nie mam dzieci, więc to troszeczkę… Te dzieci występujące w tych filmach są taką namiastką, że tak powiem (złe słowo) … dzieci. Co prawda, ja nie jestem tak bardzo zaangażowany w ich los, w ich życie tak, jak byłbym gdyby to były moje dzieci, ale tym niemniej mam tę okazję obserwować ich w różnych jakiś sytuacjach. To jest jakiś taki bagaż doświadczeń… A propos „Podróży za jeden uśmiech”… to jaki niebywale przenikliwy jest Adam Bahdaj! To wspaniały pisarz i obserwator ludzkich poczynań. No, wie pan, te słynne powiedzonka Paragona: „Legalnie, nielegalnie…”, „kasa” – na pieniądze, to jest to, co dziś jest w powszechnym użyciu… A już szczytem wszystkiego jest tekst Poldka na Rynku w Kazimierzu, kiedy wściekły na Dudusia mówi:
- A co ty byś chciał, telefon bez drutu, tak?… 20 lat temu, tak że proroczy…
To, co wydaje się niemożliwe stało się możliwe.
- W większości wypadków, poza Heniem Gołębiowskim i Wodzińskim, oni byli taką białą plamą, którą ja musiałem czymś wypełnić. I nieraz właśnie mnie też zadziwiali. Natomiast z dorosłych, zawodowych już aktorów raczej ja decydując się na kogoś prawie wszystko o nim wiedziałem. I to się później gdzieś na planie sprawdzało. Tak, że nagle ktoś pokazał nieoczekiwanie inny obraz siebie, czy… Zresztą nie było tego, z aktorami po prostu się dogadywałem. Chociaż bywali aktorzy, którzy w tym dogadywaniu się byli tak dociekliwi i tak drobiazgowi, że aż w pewnym momencie męczący. Ale muszę przyznać, że tak, jak w pewnym momencie posługuję sie intuicją, tak samo też odnoszę pewne wrażenie, no…nie było tak, że z każdym się to tak strasznie szczegółowo analizowało, dochodziło do czegoś…
OPERATORZY MOICH FILMÓW

Głównie: Mieczysław Jahoda o- operator nagrodzonego filmu „Stadion” i Wiesław Zdort.

KOMPOZYTORZY MOICH FILMÓW

Różni byli kompozytorzy… i różnie to wspominam, bo byli kompozytorzy dziś wybitni, jak Kilar, czy Preisner i boję się, czy gdybym dzisiaj zaproponował Kilarowi współpracę przy jakimś moim filmie, to może spotkałbym się z odmową. Na pewno nie powiedziałby wprost, że nie chce… Na pewno ma jakieś tam terminy itd… Ja zdaję sobie z tego sprawę, że po prostu wtedy, kiedy oni ze mną współpracowali, to byli też na dorobku. Kilar robił dwa filmy: „Wyspę złoczyńców” i „Powrót na Ziemię”. Oczywiście wspominam to bardzo dobrze, bo już u zarania to, co Kilar prezentował, było już na bardzo wysokim poziomie. Potem już się z nim nie spotkałem. Pierwszym moim filmem zawodowym nie był „Dom bez okien”. To był „Stadion”. Była to dwudziestominutowa impresja poetycka, która w 1959 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Eksperymentalnych w Wenecji dostała wyróżnienie. [..] I muzykę do tego mojego pierwszego filmu napisał Kaszycki, który był po sukcesie ze swoją muzyka do filmu Wojciecha Hasa „Pożegnania”. Ja mu zaproponowałem muzykę, on napisał i bardzo dobra to była muzyka. Jak zacząłem „Dom bez okien”, to jemu zaproponowałem oprawę muzyczną filmu. Moim zdaniem napisał bardzo dobrą muzykę, zresztą ja pamiętam taki moment, jak po projekcji filmu w Cannes, wychodziłem z ludźmi i nagle słyszę, że ktoś idący przede mną nuci motyw z tego filmu, więc było to bardzo dobre… I potem jeszcze tylko raz napisał mi muzykę do „Katarynki”. Potem była „Wyspa złoczyńców” i to był Kilar. Potem „Powrót na Ziemię” i to był też Kilar. Kiedy zaczęły się te seriale to: ”Do przerwy 0:1” muzykę napisał Kazanecki.
Bardzo dobra muzyka, zresztą ja uważam, że to jest niedoceniony kompozytor. Bo tam, jak pamiętam, kiedyś to się mówiło, że Kazanecki to jest kompozytor jednego akordu, czy jednej nuty… jakoś tak nieżyczliwie. A ja uważam, że to jest jeden z bardziej wybitnych twórców muzyki filmowej. Już nie mówię o tym sławetnym walcu z filmu: „Noce i dnie”. To tak się stało… Do „Wakacji z duchami” muzykę napisał Piotr Marczewski z Łodzi… bardzo dobrą, ale jak już chciałem, żeby pisał do „Podróży za jeden uśmiech” okazało się, że on już się zaangażował w muzykę do serialu Huberta Drapelli. Zrezygnowałem z niego i poprosiłem Dudusia Matuszkiewicza, który napisał bardzo dobrą muzykę. Potem napisał muzykę do „Stawiam na Tolka Banana”. Ja ciągle szukałem, bo ja lubię pracować z tymi samymi ludźmi, z aktorami, z ekipą, z operatorem… I tak właśnie wyglądały sprawy tych kompozytorów różnych, którzy przy tych moich filmach pracowali…

ODZNACZENIE REŻYSERA W SOSNOWCU MEDALEM „GLORIA ARTIS”

Przy okazji ostatniej sekwencji poświęconej kompozytorom i muzyce filmowej, zmierzamy do filmowego finału opowieści, a zarazem podsumowania twórczości reżysera Stanisława Jędryki rejestrując w jego rodzinnym mieście, Sosnowcu, uroczystość odznaczenia go medalem GLORIA ARTIS podczas otwarcia nowej sali koncertowej w Szkole Muzycznej im. J. Kiepury.

A jednak wymowa całości, pod koniec filmu jest zbieżna z autobiografią reżysera, która w finale jest powrotem do pierwotnie sformułowanego na papierze wyznania Stanisława Jędryki:
„Jestem synem dwóch matek i ani jednego ojca – ten znak szczególny, ta prawda kształtowała całe moje życie, w każdej sekundzie, minucie, godzinie, dniu, miesiącu czy roku.”
Więc to nie blichtr, wymiana uśmiechów na przyjęciach wśród przedstawicieli elit, ale dotarcie do podstawowej prawdy o sobie jest głównym motorem działań artysty w jego długiej karierze filmowca. Przegląda się w kadrach swoich dzieł, gdzie zdołał dyskretnie wplątać i przemycić ważne wątki z prywatnego życia. Z off – u słychać głos lektora czytającego wyznania z jego własnej książki:

… Prawie czterdzieści filmów i seriali, które nakręciłem, kilkanaście nagród na festiwalach krajowych i zagranicznych okazało się niewystarczające, żebym ten dyplom otrzymał. Przymierzałem się kilka razy do napisania pracy dyplomowej, a to o monologu wewnętrznym w filmie, a to o retrospekcji jako jednym ze środków wyrazu, wreszcie o pracy z aktorami dziecięcymi, o czym mógłbym chyba najwięcej i najciekawiej opowiedzieć, ale w końcu nic nie napisałem. Jestem niedyplomowanym reżyserem, ale pocieszam się, że Stanisław Różewicz, który był profesorem w tej uczelni i nakręcił kilka znaczących filmów, czy Kazimierz Kutz, autor niezapomnianej dla mnie „Soli ziemi czarnej” i paru innych znakomitych obrazów, też nie mają oficjalnych, papierkiem potwierdzonych dyplomów. Zresztą dzisiaj niepotrzebne są żadne dyplomy, żeby móc robić filmy. Takie nastały czasy. Dobre czasy, tyle że nie dla mnie.

KULISY JUBILEUSZOWYCH SEANSÓW W WARSZAWSKIM KINIE ILUZJON

Stanisław Jędryka w kabinie projekcyjnej kina ILUZJON, stoi nad metalowym pudłem z taśmą filmową i pod światło patrzy na zatrzymany w kadrze ruch, wyraz twarzy aktora i sam spogląda w lustro. Uśmiecha się, jak tylko może śmiać się świadomie pogodzony ze światem głęboko czujący i myślący humanista.

W napisach końcowych pojawia się kompletna filmografia reżysera:

Stanisław Jędryka – reżyser i scenarzysta filmowy, twórca klasyki polskiego filmu dla dzieci i młodzieży.

• 1933. 07. 27 – Data urodzenia (Sosnowiec)
• 1956 – Wykształcenie – rok ukończenia studiów (Wydział Reżyserii PWSF w Łodzi)
• 1973 – Nagroda (Komitetu ds. Radia i Telewizji za filmy seryjne dla dzieci)
• 1976 – Nagroda (Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży w dziedzinie filmu za całokształt twórczości w dziedzinie reżyserii filmowych seriali telewizyjnych)
• 1980 – Nagroda (Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci i młodzieży)
• 2004 – Odznaczenie (Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (16.11))
• 2009 – Nagroda (Nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich za wybitne osiągnięcia artystyczne)

Filmografia, scenariusze i spektakle:

• 2010 – JUBILEUSZ (400), BOLESNE POŻEGNANIE (403) w NA DOBRE I NA ZŁE Obsada aktorska (reżyser),
• 2009 – PROBLEM WAGI CIĘŻKIEJ (385), SZTUKA ROZUMIENIA (392) w NA DOBRE I NA ZŁE Obsada aktorska (reżyser),
• 2000 – TAJEMNICA ZWYCZAJNEGO DOMU Scenariusz, Reżyseria,
• 1999 – WYPADEK Scenariusz, Reżyseria,
• 1998 – ŁUKASZ Adaptacja, Reżyseria,
• 1997 – WSZYSTKO GRA! Reżyseria,
• 1997 – ŻYCIE JAK FILM Reżyseria, Scenariusz,
• 1995 – TOLEK BANAN I INNI Reżyseria, Scenariusz, Wystąpili (-ił, -iła),
• 1992 – CZY KTOŚ MNIE KOCHA W TYM DOMU? Reżyseria, Scenariusz,
• 1989 – PO WŁASNYM POGRZEBIE Reżyseria,
• 1989 – URODZONY PO RAZ TRZECI Reżyseria,
• 1988 – BANDA RUDEGO PAJĄKA Reżyseria, Scenariusz,
• 1987 – SAMI DLA SIEBIE Reżyseria,
• 1986 – KINO OBJAZDOWE Reżyseria,
• 1986 – PIES NA ŚRODKU DROGI Reżyseria,
• 1985 – JESIENIĄ O SZCZĘŚCIU Reżyseria,
• 1985 – PORWANIE Reżyseria,
• 1984 – UMARŁEM, ABY ŻYĆ Reżyseria,
• 1982 – DO GÓRY NOGAMI Reżyseria,
• 1981 – AMNESTIA Reżyseria, Scenariusz,
• 1981 – PRZYPADKI PIOTRA S. Reżyseria,
• 1979 – ZIELONE LATA Reżyseria, Dialogi,
• 1978 – ZIELONA MIŁOŚĆ Reżyseria,
• 1976 – NAJLEPSZE W ŚWIECIE Reżyseria, Scenariusz,
• 1976 – SZALEŃSTWO MAJKI SKOWRON Reżyseria,
• 1974 – KONIEC WAKACJI Reżyseria,
• 1973 – STAWIAM NA TOLKA BANANA Reżyseria,
• 1972 – PODRÓŻ ZA JEDEN UŚMIECH Reżyseria,
• 1971 – KAMIZELKA Reżyseria, Scenariusz,
• 1971 – PODRÓŻ ZA JEDEN UŚMIECH Reżyseria,
• 1970 – WAKACJE Z DUCHAMI Reżyseria,
• 1969 – DO PRZERWY 0 : 1 Reżyseria,
• 1969 – PARAGON GOLA Reżyseria,
• 1967 – KATARYNKA Reżyseria,
• 1966 – POWRÓT NA ZIEMIĘ Reżyseria,
• 1965 – WYSPA ZŁOCZYŃCÓW Reżyseria,
• 1962 – DOM BEZ OKIEN Reżyseria,
• 1961 – ŚWIADECTWO URODZENIA Współpraca reżyserska,
• 1960 – ZBIEG Reżyseria, Scenariusz,
• 1959 – MIEJSCE NA ZIEMI Współpraca reżyserska,
• 1958 – STADION Reżyseria,
• 1958 – WOLNE MIASTO Reżyser II,
• 1957 – SPOTKANIA Asystent reżysera,
• 1956 – ZIMOWY ZMIERZCH Współpraca reżyserska,
• 1955 – STARA CEGIELNIA Reżyseria, Scenariusz,
• 1954 – BANDYCI ! Współpraca reżyserska,
• 1954 – BUKIECIK FIOŁKÓW Współpraca reżyserska,
• 1954 – OSTATNI WIECZÓR Reżyseria, Scenariusz,
• 1953 – CHLEB Współpraca reżyserska,

Nagrody indywidualne:
• 1981 – ZIELONE LATA Poznań (Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza „Ale Kino!”) Nagroda Jury Dziecięcego „Marcin”
• 1981 – ZIELONE LATA Poznań (Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza „Ale Kino!”) Poznańskie Koziołki dla najlepszego filmu aktorskiegoZłote; 7 Ogólnopolski Festiwal Filmów dla Dzieci i Młodzieży (3-6.07)
• 1979 – KONIEC WAKACJI Linz (MFF) wyróżnienie
• 1977 – POWROTY (9) w SZALEŃSTWO MAJKI SKOWRON Poznań (Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza „Ale Kino!”) Poznańskie Koziołki dla najlepszego filmu aktorskiego Brązowe za reżyserię; 5 Ogólnopolski Festiwal Filmów dla Dzieci i Młodzieży (16-19.04)
• 1976 – KONIEC WAKACJI Teheran (MFF dla Dzieci) dyplom irańskiego Radia i Telewizji
• 1976 – KONIEC WAKACJI Teheran (MFF dla Dzieci) wyróżnienie irańskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki
• 1976 – KONIEC WAKACJI Teheran (MFF dla Dzieci) Złota Statuetka
• 1975 – KONIEC WAKACJI Poznań (Międzynarodowy Festiwal Filmów Młodego Widza „Ale Kino!”) Poznańskie Koziołki dla najlepszego filmu aktorskiego Srebrne; 4 Ogólnopolski Festiwal Filmów dla Dzieci i Młodzieży (3-6.04)
• 1975 – KONIEC WAKACJI Moskwa (MFF) nagroda jury dziecięcego
• 1975 – KONIEC WAKACJI Moskwa (MFF) nagroda Ministra Oświaty ZSRR
• 1973 – STAWIAM NA TOLKA BANANA Nagroda Przewodniczącego Komitetu d/s Radia i Telewizji
• 1973 – PODRÓŻ ZA JEDEN UŚMIECH Nagroda Przewodniczącego Komitetu d/s Radia i Telewizji
• 1973 – WAKACJE Z DUCHAMI Nagroda Przewodniczącego Komitetu d/s Radia i Telewizji
• 1973 – DO PRZERWY 0 : 1 Nagroda Przewodniczącego Komitetu d/s Radia i Telewizji
Varia
• 2002 – DOGRYWKA Cytat filmowy: DO PRZERWY O:1 – Reżyseria

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS