RSS
 

Archiwum - Maj, 2013

Odpowiedź dla Józka

31 maj

Co mnie zajmuje i co mnie w tej chwili obchodzi?… Bardzo wiele spraw, ale przede wszystkim błogosławiona starość, o której redaktor Andrzej Fidyk nie chce słyszeć. Może jemu się wydaje, że wciąż będziemy piękni i młodzi? Ma prawo do złudzeń, jak każdy mężczyzna w sile wieku, ale podczas festiwalu filmy na ten temat oglądają młodzi, a z ich reakcji wnoszę, że nie ma litości i zrozumienia dla facetów w naszym wieku. Skończyło się i wszystko, co śmiemy proponować, siłą rzeczy jest passe. Trzeba się z tym pogodzić, a wszelka walka z tym faktem jest walką z wiatrakami. Można się oczywiście oburzać i obrażać, ale nic to nie da. Będziemy w sytuacji śmiesznego staruszka, postaci z dramatu Różewicza, a odmienna płeć, bohaterki jego sztuki: „Stara kobieta wysiaduje”. Jeżeli mam to wszystko wypowiedzieć wprost do kamery, musiałbyś zadać mi konkretne pytanie. Sam nie wypowiem ani słowa. Włączę kamerę, popatrzę w obiektyw, ale będę się tylko gapił, jak w lustro. Nie ma we mnie łatwości Marcela Łozińskiego, ani jego zdolnego syna, żeby otworzyć się na życzenie przychylnej publiczności. Odwrotnie, zazwyczaj czuję obcość, lęk i nieufność wobec każdego audytorium, zresztą z wzajemnością. Sobie , teraz i zawsze, nie mam nic do powiedzenia… innym tak, ale muszę dokładnie wiedzieć, czego ludzie, albo ktoś taki, jak Ty, chcieliby się ode mnie dowiedzieć. Gdybym był dla siebie tajemnicą, może bym prowadził monolog, ale dzisiaj już nie mam przed sobą nic, absolutnie nic do ukrycia. Tak więc, drogi Józefie, oglądaj filmy, które i ja obejrzałem, a po projekcji możemy pogadać o sztuce filmowego dokumentu… o moim życiu też, ale niekoniecznie. To nie jest najciekawsza opowieść, znam znacznie bardziej interesujące tematy i osoby. Najmniej ciekawe są poglądy, bo większość zgadza się przede wszystkim ze swoimi, więc nie ma sensu z nimi konkurować. Dawno zrezygnowałem z wyścigu o sławę, bogactwa i zaszczyty. W ciszy i skupieniu można odnaleźć o wiele wspanialsze rozkosze codzienności. Tak więc wybacz, że omijam istotę zagadnienia i pisząc o tym niewiele od siebie wnoszę, zapewniam, że to nie wynika z niechęci do czegokolwiek i kogokolwiek. Po prostu nie mam na to ochoty i nie widzę najmniejszego sensu, aby właśnie w ten sposób się wygłupiać. Ja po prostu nic o tym nie wiem, a jeżeli wiem, to tylko tak mi się wydaje.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Niespodziewany finał festiwalu

31 maj

Jak ten czas leci… tydzień minął , jak z bicza trzasnął. Jutro debata filmowców wąskotorowych o marnych szansach przetrwania polskiego dokumentu. To jak z sutą biesiadą na powitanie i coraz bardziej symbolicznym poczęstunkiem w każdym kolejnym dniu krakowskiego festiwalu. Coraz też bardziej oszczędnie z deklaracjami wsparcia projektów filmowych, podczas profesjonalnych debat decydentów i producentów z autorami… Coraz więcej pustosłowia, grzecznościowych, nic nie znaczących formułek. Co z tego, że ktoś zaoferuje dystrybucję, jeśli nie ma konkretnych źródeł finansowania filmu. Zapowiada si całodniowa debata na forum Stowarzyszenia Filmowców Polskim w tej właśnie kwestii. Czytając program forum dokumentalistów i animatorów, obawiam się jednak, że będzie to popis sprawozdawczości urzędników, którzy zepsuli działający niegdyś sprawnie mechanizm produkcji i dystrybucji. Na pewno nie przyznają mi racji, chociaż ich wina jest łatwa do udowodnienia. Zajmują się sobą miło spędzając czas wciąż w tym samym, ciasnym kręgu ludzi wybranych, uprawnionych… pozbawionych krępującego poczucia winy. Idę na spotkanie z Józefem Gębskim, który kręci film o upadku polskiego filmu dokumentalnego. Powiedział, że nadaję się do jego koncepcji, bo jestem jednym z 8 żyjących reżyserów WFD, która niegdyś była sztandarową wytwórnią filmową w kraju. Zostałem więc w gronie ostatnich Mohikanów polskiego dkumentu. Nie wiem, czy się tym szczycić, czy gorzko nad sobą zapłakać. Na szczęście , jak przed laty śpiewała Violetta Villas, Józek wszystko wie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wieczne pretensje o TVP

23 maj

I tak oto mamy wskutek równouprawnienia, poprawności politycznej i europejskich reform nową Rzeczpospolitą Babską, Telewizję Sprawnych Inaczej i Zieloną Wyspę dla Daltonistów. Powinienem jeszcze może wspomnieć osłów chronicznie cierpiących na ADHD, prezentujących się na antenie wspomnianej TVP S.A… niepełnosprawnych. Pewnie w ramach misji publicznej znalazły tam zatrudnienie osoby, które w normalnym zakładzie pracy zwolniono by przed końcem pierwszej zmiany. Konkrety? Zacznijmy od samej góry. Zgłaszam temat i czekam na odpowiedź. Oczywiście jest wymijająca, bo osoba pełniąca funkcję redaktora czeka na opinię szefa, który jest na urlopie. Potem jest niespodziewanie w pracy ze dwa dni i bierze zwolnienie chorobowe. To nie żarty, ani wymysł. Przez pierwszy kwartał roku nie można wystartować z żadną nową produkcją, bo dopiero kształtuje się noworoczna ramówka, jakby nie można było jej przygotować z wyprzedzeniem. Potem się czeka na budżet, w międzyczasie jest jakiś długi weekend, święta i okres urlopowy. Słowem, zawsze się znajdzie powód, żeby usprawiedliwić swoją bezczynność, w dodatku za niezłą pensję, ubezpieczenie, ZUS i wszelkie związane z nią przywileje. Tak oto pracuje się na Woronicza, które dziś protestuje przeciwko reformom polegającym na przeniesieniu lwiej części pracowników do firmy zewnętrznej. Prawdopodobnie związki zawodowe nie miały by w tej sytuacji już nic, absolutnie nic do powiedzenia. Gdybym był zwolennikiem spiskowej teorii dziejów pewnie mógłbym się doszukiwać niecnych zamiarów wylania dziecka z kąpielą przed spodziewaną, rychłą zmianą warty u steru władzy w RP. Rząd spełnił by przedwyborczą obietnicę zapewniając sobie jednocześnie kompletny rozgardiasz, tak pożądany w czasie wyborów. Przecież w mętnej wodzie ryby najlepiej biorą, nieprawdaż?…Ale to są całkiem nieuprawnione, spiskowe permutacje, które z rzeczywistością nie muszą mieć nic wspólnego… Nie muszą, chociaż mogą. Dzisiaj, w tym kraju, który coraz bardziej przypomina wariacki koszmar z najgorszego snu niczego nie da się tak do końca wykluczyć. Michał Nekanda Trepka stracił zdrowie na użeraniu się z urzędnikami i redaktorami walcząc o przyzwoity budżet, dobrą oprawę i porę emisji swoich filmów. Często była to walka z wiatrakami, walka o wszystko, bo zarówno o temat, przyzwoite warunki pracy, wybraną przez siebie ekipę współpracowników, kolaudacyjne poprawki oraz mnóstwo korytarzowo – biurowych dupereli. Przyznam, że ja na tej wojnie odpadłem w przedbiegach i moja noga na Woronicza dawno już nie postała. Po prostu nie ma najmniejszego sensu tam przychodzić.No bo po co… żeby karmić się iluzjami, że kiedyś ktoś wreszcie zapozna się z leżącym tam od miesięcy tematem? Albo ujrzeć swój pomysł skierowany do produkcji i zrealizowany przez etatowego redaktora, który czyta wszystkie przesłane do biur scenariusze? Wszystko to, co opowiadał nam Michał Nekanda Trepka przeżyłem, doświadczyłem niesprawiedliwości, wzgardy, która silniejszym nic nie szkodzi, a mnie owszem, nie jest obojętna. Nie zgodziłem się na kradzież zarejestrowanego w systemie ROPAT , odrzuconego scenariusza, chociaż nie byłem już w stanie zapobiec jego realizacji. W starciu z gigantem, jakim jest zapełniony urzędnikami moloch przy Woronicza, autor jest bez szans. W każdym z większych polskich miast jest właśnie taki gmach z siedzibą regionalnego ośrodka telewizji publicznej. Jeżeli od lat jedyną dopuszczalną krytyką w jego wnętrzu jest ta, która dotyczy przede wszystkim Twojej osoby, a Ty nie masz prawa oceniać Państwa z TVP, to słusznie ta feudalna instytucja powinna ulec zasadniczym zmianom. Może nie tak drastycznym, jakie się obecnie proponuje, ale status quo oznacza zastój i śmierć. Teraz nikt tam nie podejmuje decyzji, bo to grozi konsekwencjami. Brak odważnych, śmiałych ludzi z wizją sprawia, że poważni autorzy nie chcą tracić czasu na nic nie znaczące gadki. Nawet podpisanie listu intencyjnego nie gwarantuje wywiązania się dotychczasowego mecenasa i producenta ze swoich deklaracji. Odchodzący z TVP kierownicy redakcji nie mogą liczyć na honorowanie swoich decyzji przez następców, jak się to zazwyczaj dzieje w cywilizowanych krajach Nowej Europy. Dla przykładu wspomnę, że ośmieliłem się zaproponować poszerzenie skrzynki pocztowej i zwiększenie ilości adresów, co spowodowało histeryczną reakcję z posądzeniem wtrącania się w nie swoje sprawy i zniesławienie szacownej osoby sprawującej rządy nad reportażem i dokumentem w jednym z kanałów TVP. Jak sama Pani Redaktor napisała, mleko się rozlało i od tego czasu nawet nie odrzucona przez system pocztowy korespondencja pozostaje bez odpowiedzi.Gdybym cierpliwie łasił się, znosił cierpliwie te same kłamstwa i wymówki, puszczał mimo uszu złośliwości, może wreszcie dostałby mi się coś w nagrodę do roboty, jak ślepej kurze ziarno. Nie jestem jednak tak ugodowy jak twórcy portalu pod wielce mylącą nazwą: APEL DOKUMENTALISTÓW… służącego promocji twórczości moderatora tej strony na Fejsbooku. Pewnie podczas krakowskiego festiwalu filmowego znów ta stylowa dama z papierosem w dłoni, wystąpi w ulubionej roli kreatorki wybitnych programów. Niech i tak będzie, bo ma do tego takie samo prawo, jak wygłupiający się, bezczelny Kuba Wojewódzki. Przypomnę jedynie, że w odróżnieniu od rzeczonego jegomościa my pracujemy w kulturze, a telewizja powinna z definicji pełnić funkcję publiczną. A to do czegoś przecież zobowiązuje… nieprawdaż? Chyba, że ów potężny Dom Mediowy przy ulicy Woronicza pełni od lat zgoła inną funkcję, a ja wcale tego nie zauważyłem…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Medal Ministra Kultury dla Stanisława Jędryki

22 maj

3 czerwca w Sosnowcu odbędzie się uroczystość wręczenia medalu w uznaniu zasług dla 80 – letniego jubilata, który jest autorem najbardziej popularnych i kultowych seriali dla młodzieży. Dzisiaj ta młodzież jest już w wieku emerytalnym, ale ich wnukowie także oglądają przygody bandy Tolka Banana, Paragona i autostopowiczów z „Podróży za jeden uśmiech”. Sam jestem ciekawy, jak to będzie wyglądało, kto przyjedzie do Sosnowca, ale na pewno będzie się działo!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Konkurs „za jeden uśmiech”

15 maj

Nawiązując do tytułu popularnego filmu : „Podróż za jeden uśmiech” Stanisława Jędryki proponuję Państwu zabawę w odgadywanie tytułu filmu, którego treść poniżej jest opisana. Myślę, że będzie to również podróż w sentymentalny świat młodości z niezapomnianymi wrażeniami:

 

 

Treść                    Program o Marku Sikorze- tragicznie zmarłym aktorze i

reżyserze, który debiutował w wieku 14 lat w filmie

Stanisława Jędryki „Koniec wakacji” i grał główną rolę w

serialu „Szaleństwo Majki Skowron”. Marek Sikora uznany

był przez krytykę za jednego z najzdolniejszych reżyserów

młodego pokolenia.

 

Treść                 Opowieść o samotności w wielkim mieście. Bohater,

pracownik fizyczny Fabryki Samochodów Osobowych na

Żeraniu, ma jedyną bliską istotę – wychowaną od szczeniaka

sukę o imieniu Kora. Kiedy zwierzę ginie pod kołami

ciężarówki, zrozpaczony mężczyzna postanawia odszukać

kierowcę i zabić go…

 

Treść                 Do małej osady w Bieszczadach przyjeżdża kino objazdowe.

Okazuje się, że nie ma dla kogo wyświetlać filmów, bo

mieszkańcy ruszyli na polowanie, aby naganiać zwierzynę

jednemu z prominentów. Seans zostaje odwołany, a

kinooperator wyrusza w góry do domu swojej dziewczyny

odciętej od świata przez zimę.

 

Treść                 Romka, 9-letniego wychowanka Domu Dziecka, kolejni

„rodzice” z wyboru, zwracają jak kiedyś wypożyczony i

niepotrzebny już przedmiot. Romek nie akceptuje

rzeczywistości, popada w konflikty z najbliższymi stając

zawsze po stronie słabszego i bezbronnego. Sam

wielokrotnie wierzył w przyjaźń i miłość – nic więc

dziwnego, że postanawia wierzyć w szczerość nauczycielki

Domu Dziecka, Agaty. Radość z perspektywy spędzenia świąt

w rodzinnej atmosferze nastraja chłopca optymizem.

Niestety, Agatę spotyka przykrość ze strony dawno

niewidzianego znajomego. W chwili depresji Agata chce

odebrać sobie życie, zapomina oczywiście o Romku. Romek

wałęsa się z okoliczną bandą. Kiedy ujawnia swój sprzeciw

wobec bezprawnego zachowania nowych kolegów, zostaje

pobity przez szefa bandy. Milicja odwozi go do szpitala.

Agata odnajduje chłopca i zabiera do siebie. Wraca także

mąż Agaty i wszyscy są szczęśliwi

 

Treść                 Adaptacja powieści Adama Bahdaja, której akcja rozgrywa

się w powojennej Warszawie i której bohaterami są chłopcy

z niezbyt zamożnych, niekiedy wręcz patologicznych,

rodzin, tworzący podwórkowe drużyny piłkarskie biorące

udział w organizowanych przez „Życie Warszawy” zawodach o

miano najlepszego zespołu. W tak zwanej „paczce” wyróżnia

się Maniuś zwany „Paragonem”, chłopak zadziorny, obrotny

życiowo, choć niestety czasem pechowiec. Ulubionym

powiedzonkiem Paragona jest słówko „legalnie”, choć

niektóre jego poczynania mają tylko pozory legalności.

 

W odcinku:

 

Chłopcy przygotowują się właśnie do rozegrania meczu z

drużyną z sąsiedniej ulicy. Nie stać ich na kupienie

kostiumów sportowych, czy odpowiedniego obuwia, ale

zdecydowanie największy problem stanowi piłka, która już

zupełnie się rozlatuje. Paragon zobowiązuje się wobec

kolegów zdobyć nową. Legalnie oczywiście, choć może nie do

końca.

 

Treść                 Serial telewizyjny zrealizowany na podstawie powieści

Janusza Domagalika pt. Banda Rudego. Akcja filmu dzieje

się współcześnie na Śląsku. Bohaterami są trzynastoletni

chłopcy i dziewczęta.

W szkole odbywa się spotkanie z kombatantem, który

opowiada o jednym z epizodów walk we wrześniu 1939 roku.

Młodzież słucha opowieści starszego pana z umiarkowanym

zainteresowaniem. Po spotkaniu rozgrywa się mecz piłkarski

między drużynami Wejnerta i Siwego. Siwy w starciu z

Wejnertem ulega poważnej kontuzji. Przestraszeni chłopcu

uciekają, zostaje tylko sędzia, Jogi i Irka. Wśród tych,

którzy uciekli jest też Rudy Pająk. Chłopiec wraca jednak

do szkoły i dowiaduje się, że pogotowie zabrało Siwego do

szpitala. W szpitalu odwiedza Siwego Brygidka, dziewczyna

Wejnerta, darzona skrywaną sympatią Siwego i Pająka.

Okazuje się, że dziewczynka przyszła odwiedzić swoją

ciężko chorą matkę.

Treść                 Pełna tajemniczych i zabawnych przygód opowieść o grupie

chłopców spędzających wakacje w leśniczówce. Bohaterowie,

jak przystało na ich wiek, to chłopcy z fantazją i

szaleńczymi pomysłami. Wyjeżdżają na wakacje na południe

Polski. W pobliżu wznoszą się mury starego zamczyska.

Legenda głosi, że nocami straszą tam duchy Bogusława

Łysego i Brunhildy Brandenburskiej. Ich nieoczekiwane

pojawienie się na zamku skłania chłopców do podjęcia

własnego śledztwa w tej sprawie (PAT).

Treść                 Adaptacja noweli Bolesława Prusa. Akcja filmu, podobnie

jak i literackiego pierwowzoru, rozgrywa się w

XIX-wiecznej Warszawie. W oficynie pewnej kamienicy

mieszka młode, ubogie małżeństwo: Anna i Filip. On jest

buchalterem, ona dorabia do skromnej pensji męża szyciem i

prywatnymi lekcjami. Jedyną ozdobą ich małego mieszkanka

jest wiszący nad łóżkiem obraz przedstawiający sielski,

wiejski krajobraz. Oboje lubią sobie wyobrażać, że pewnego

dnia, gdy ich sytuacja materialna się poprawi, pojadą w

takie urocze miejsce na wakacje. Chociaż żyją biednie,

bardzo się kochają. Mieszkający naprzeciwko stary doktor

często widzi ich w oknie tulących się do siebie i

śmiejących. Pewnego dnia Anna wręcza mężowi prezent:

uszytą własnoręcznie kamizelkę. Filip, który zarywał noce,

ślęcząc nad księgami rachunkowymi, nieoczekiwanie dostaje

wymarzony awans – zostaje głównym buchalterem w cukrowni.

Wierzy, że ich trudny los wreszcie się odmieni. Ale

właśnie wtedy na małżonków spada wielki cios: Filip zapada

na zdrowiu, ujawnia się gruźlica, która od dawna go

nękała. Anna wzywa doktora, nie chce jednak pogodzić się

ze straszną prawdą. Próbuje udawać przed sobą i mężem, że

ten wyzdrowieje. Tymczasem stan Filipa się pogarsza, coraz

bardziej opada z sił i chudnie. Otrzymana od żony

kamizelka coraz luźniej na nim zwisa. Chory ma świadomość,

że utrata wagi to jeden z symptomów choroby. Gdyby znów

nabrał ciała, może by wyzdrowiał? By nie martwić ukochanej

Anny, ucieka się do drobnego oszustwa. Nie wie, że i ona,

nie chcąc mu odbierać ostatniej nadziei, stosuje ten sam

wybieg.

 

Treść                 Serial telewizyjny w reżyserii Stanisława Jędryki dla

dzieci i młodzieży. Bracia cioteczni: Leopold i Duduś

przygotowują się do wakacyjnej wyprawy. W wyniku perypetii

rodzinnych zamiast pociągiem wyruszają autostopem z

Krakowa na Hel.

W odcinku 2 „Hotel pod gwiazdami” – Poldek i Duduś

dołączają do grupy dzieci z kolonii. Kierownik kolonii

podejrzewa, że chłopcy uciekli z domu. Ukradkiem chłopcy

opuszczają kolonię i spędzają noc w „Hotelu pod

gwiazdami”.

 

Treść                 Akcja filmu toczy się jesienią w małej, opustoszałej,

nadmorskiej miejscowości. Przebywa tu na rekonwalescencji

Jan – mężczyzna w średnim wieku, z zawodu reżyser filmowy.

Poddaje się zabiegom akupunktury, rozmyśla na temat filmu,

który niebawem ma realizować. Pewnego dnia jego uwagę

przyciąga Anna – młoda i piękna kobieta odbywająca samotne

spacery brzegiem morza. Syna Jana wychowują dziadkowie.

Relacje między ojcem i synem nie są najlepsze. Widują

się rzadko. Chłopiec jest niemal pewien, że ojciec go nie

kocha. W tym mniemaniu utrzymują go liczne konflikty,

która Jan nie zawsze potrafi załagodzić. Przypadek

sprawia, że Bartek zbliża się do Anny. Podświadomie szuka

w niej zrozumienia i matczynego ciepła. Dzięki synowi

również Jan poznaje intrygującą go kobietę. Między

reżyserem a nieznajomą z plaży rodzi się uczucie.

 

Treść                 Dalszy ciąg losów Leopolda Wójcika oraz spraw związanych z

kontaktami łącznika ze Lwowa z podziemiem w Warszawie.

Upozorowana śmierć i pogrzeb pozwala ukryć się i dalej

działać poszukiwanemu przez Gestapo członkowi podziemnej

organizacji działającej w Warszawie podczas okupacji

hitlerowskiej.

 

Treść                 Ciąg dalszy filmu „Umarłem, aby żyć”, który opowiadał o

dramatycznej akcji ratowania oficera AK z rąk gestapo.

Fabuła „Urodzonego po raz trzeci” jest całkowicie

fikcyjna. Błażejewski z dokumentami Wójcika zostaje

schwytany w łapance. Wyżeł informuje o tym punkt

kontaktowy w Kielcach. Ostrzega też Wójcika. Podczas

przesłuchania Błażejewski wypiera się papierów, które przy

nim znaleziono. Niemcy dochodzą do wniosku, że mogli

zostać oszukani. Postanawiają użyć podstępu. Błażejewski

zostaje wypuszczony, ale razem z nim wypuszczony zostaje

volksdeutsch, który ma go śledzić. Po wielu perypetiach,

główny bohater spotyka się ze swoją matką, która była

przekonana, że zmarł na stole operacyjnym.

 

Treść                 Chłopcy z gangu Tolka Banana wybierają się z wizytą do

stomatologa, by sprawdzić na miejscu, czy niebieski

volkswagen zaparkowany przed domem dentysty potrącił ich

kolegę, Cygana. Nowe poszlaki utwierdzają ich w

przekonaniu, że tym razem trafili na właściwy ślad.

 

Treść                 Telewizyjna adaptacja powieści Aleksandra Minkowskiego pod

tym samym tytułem. Historia dorastającego chłopca -

Ariela, jego ojca komendanta wodnego posterunku MO oraz

tytułowej Majki – uciekinierki z domu.

Ariel – główny bohater serialu, dorastający chłopiec,

mieszka z ojcem, komendantem posterunku wodnego MO, we

wczasowej miejscowości nad mazurskimi jeziorami. Matka

Ariela umarła, gdy chłopiec był jeszcze mały. Ariel,

korzystając z wakacji, towarzyszy ojcu w patrolowych

jazdach po jeziorze. Nadchodzi meldunek o ucieczce z domu

Majki Skowron. Ariel przypomina sobie napotkaną dziewczynę

i odszukuje ją, nie mówiąc nic o tym swemu ojcu. Zawiązaną

między nimi nić sympatii przerywa przybycie milicyjnej

łodzi – Majka ucieka, wrzucając Ariela do wody. Wieczorem

jednak przychodzi wygłodniała do domu Ariela. Kiedy ojciec

Ariela przyjeżdża do domu w milicyjnym mundurze, Majka

znowu ucieka.

 

Treść                 Sarna marzy o szkole muzycznej, ale matka zdecydowała, że

córka będzie studiowała medycynę. Dziewczyna pracuje więc

w szpitalu, by zdobyć  dodatkowe punkty, ale dyżury są dla

niej udręką. Wolne chwile spędza z przyjaciółmi na plaży.

Tam też rodzi się jej pierwsza miłość i pierwszy dramat.

Ona i jej przyjaciółka Iwona zakochały się w tym samym

chłopaku, Pawle. Skłócona z rodzicami Sarna, bezradna

wobec coraz silniejszego uczucia, szuka ucieczki w swojej

wyobraźni – tylko Bursztyn, jej wyimaginowany przyjaciel,

potrafi ją zrozumieć. Tymczasem podczas jednego z nocnych

dyżurów Sarny, do szpitala trafia nieprzytomna Iwona,

która próbowała popełnić samobójstwo na skutek

zawiedzionej miłości do Pawła.

 

Treść                 Bohaterką filmu jest niewidoma dziewczynka. Jest to, pełna

ciepła, historia o ludzkich cierpieniach i radościach.

Pierwowzorem literackim jest nowela Bolesława Prusa.

 

Treść                 Fabuła filmu została oparta na autentycznych wydarzeniach,

których głównym uczestnikiem był Stanisław Tomaszewski -

Miedza. Jest rok 1941 w okupowanej Warszawie. Leopold

Wójcik zostaje aresztowany przez gestapo i osadzony w

Pawiaku. Obawiając się, że nie wytrzyma kolejnego

przesłuchania na Szucha, prosi organizację o truciznę.

Sprzeciwia się temu profesor Pytel, który wpada na pomysł

wydobycia Wójcika z Pawiaka dzięki zakażeniu więźnia

tyfusem. Koledzy z konspiracji postanawiają odbić Wójcika,

który przebywa już w szpitalu zakaźnym poza więzieniem. I

znowu profesor Pytel przeciwstawia się temu projektowi.

Proponuje fortel ze sfingowaną operacją ślepej kiszki,

która ma się nie udać.

Po wielu komplikacjach zamiar ten udaje się zrealizować.

Chociaż Niemcy cały czas strzegą więźnia, lekarzom udaje

się w trakcie operacji zamienić Wójcika na jego sobowtóra

trupa. Bohater odzyskuje wolność, zaś hitlerowcy są

przekonani, że ich więzień zmarł.

 

Treść                 Film ukazuje dziecięcych aktorów serialu pt.”Stawiam na

Tolka Banana” w ich obecnej sytuacji życiowej.

Ze wspomnień reżysera Stanisława Jędryki, jego spotkań z

młodocianymi wówczas aktorami, z ich opowieści i zwierzeń

przeplatanych fr. serialu wyłania się obraz losów

pokolenia 30 i 40-latków, będący odbiciem przemian, które

dokonały sie w naszym kraju.

Film utrzymany jest w klimacie

nostalgiczno-wspomnieniowym.

 

Treść                 Ostatni dzień roku szkolnego. Podczas uroczystości słabnie

w dusznej auli stary nauczyciel, któremu spieszy z pomocą

jeden z uczniów, ósmoklasista Jurek. Chłopiec staje się

mimowolnym świadkiem szantażowania jednego z kolegów przez

grupę żądających pieniędzy rozwydrzonych chłopców; próbuje

skłonić poszkodowanego do wyjawienia nazwisk

prześladowców, lecz ten zastraszony woli milczeć, by się

nie narazić paczce. W domu spotyka Jurka następne

rozczarowanie: nie zastaje tam ani matki, ani jej rzeczy.

Poruszony biegnie do kopalni, by od ojca dowiedzieć się,

dokąd wyjechała, ale ojciec zbywa go opowieścią o nagłej

konieczności wyjazdu do sanatorium – Jurek czuje, że nie

jest to cała prawda… Ukojenia szuka zawiedziony chłopiec

wśród stadka ulubionych gołębi; w trakcie kolejnych

poszukiwań swego pupila „Rudego” poznaje tajemniczą

dziewczynę. Wkrótce spotyka Elżbietę ponownie, dowiaduje

się, że przebywa na wakacjach u krewnych i wkrótce wraca

do rodziców, do Warszawy. Wracając znad stawu spotykają

szkolną koleżankę Jurka, Irenę, która nie ukrywając

sympatii do chłopca złośliwie drażni Elżbietę. Urażona

biernością Jurka Elżbieta zostawia go bez słowa na ulicy;

wtedy dopiero chłopiec zdaje sobie sprawę, jak bardzo ją

polubił… Zazdrosny o ładną kuzynkę Zbyszek zawiadamia

Jurka o rzekomym wyjeździe Elżbiety, ale gdy zmartwiony

chłopiec szuka pocieszenia wśród gołębi, nagle zjawia się

tam i dziewczyna; po wyjaśnieniu nieporozumienia wybiegają

pogodzeni na ulicę i nawet rzęsista ulewa nie mąci ich

radości. Dopiero niespodziewany widok pijanego ojca

przywraca Jurkowi wspomnienie wyjazdu matki; chłopiec

pojmuje, że złe przeczucia nie myliły go… Któregoś dnia

odwiedza Jurka „Gruby”, kolega z klasy, prosząc o pomoc w

sprowadzeniu lekarza do ciężko chorego starego

nauczyciela. W pierwszej chwili Jurek odmawia, ale

ostatecznie rezygnuje ze spotkania z Elżbietą i decyduje

się na czuwanie przy chorym… Podczas wizyty u dziadków

Jurek przypadkowo dowiaduje się, że matka nie wyjechała do

sanatorium, ale odeszła od ojca. Zbulwersowany, pragnie

poważnie porozmawiać z ojcem, poznać przyczyny decyzji

matki – ojciec zbywa go jednak półprawdami, stara się

omijać przykry i drażliwy temat. Rozdrażniony i

zniecierpliwiony postawą ojca Jurek postanawia wyjechać do

matki, przebywającej u siostry w Warszawie i od niej

dowiedzieć się wszystkiego. Pobyt u ciotki staje się

jednak kolejnym rozczarowaniem: okazuje się, że matka

wyjechała nad morze, że odeszła od ojca i postanowiła

połączyć się z innym. Jurek rozumie, że jego przyjazd do

Warszawy był pomyłką, że powinien wrócić do ojca, któremu

na pewno będzie potrzebny. Po powrocie wprost z dworca

idzie do kopalni. Ojciec ze wzruszeniem dostrzega w nim

teraz partnera i przyjaciela; nie wie jednak, że gdy

przekazuje mu od Elżbiety maskotkę – kościanego słonika,

radość zamąci chłopcu wspomnienie z warszawskiego dworca,

gdy ujrzał, jak Elżbietę witał inny chłopak…

 

Treść

Pracownik muzeum, Tomasz, trójka harcerzy oraz młoda

asystentka prof. Opałki, zwana mgr Zaliczką, demaskują

przestępczą szajkę i uniemożliwiają kradzież cennych

skarbów byłego dziedzica.

 

Treść                 Film jest pierwszym rodzimym „reinscenizowanym dokumentem

wojennym”. Jest kronikarskim zapisem wzmagającego się

terroru hitlerowskiego wobec ludności Gdańska przed

wybuchem wojny, uzupełnionym zdjęciami archiwalnymi. W

obronie Poczty Polskiej stają wszyscy jej pracownicy.

Stary listonosz Rajca, wkrótce mający przejść na

emeryturę, młoda telegrafistka opiekująca się rannymi i

inni – wszyscy oczekują rychłej pomocy. Podczas pierwszego

ataku niemieckiego ginie dowodzący obroną Konrad. Później

Niemcy wprowadzają artylerię, miotacze ognia i wozy

pancerne. Po dwunastogodzinnej walce, bez zapasów amunicji

i z dużą liczbą rannych bohaterscy obrońcy Poczty poddają

się.

Niemcy zaczynają rozstrzeliwać jeńców.

 

Treść                 Portret pisarza – Adam Bahdaj.

Popularna twórczość i nieznane życie Adama Bahdaja,

wybitnego pisarza, autora wielu powieści i scenariuszy

seriali telewizyjnych, szczególnie dla dzieci i młodzieży.

Czy była to tylko twórczość dla młodzieży? Kim był ten

cichy, spokojny, życzliwy ludziom człowiek? Czy widzowie

podejrzewali, że ucieczka w ten gatunek twórczości była

koniecznością bytu pisarza w zakłamanym świecie? W filmie

przedstawiono archiwalne nagranie ostatniego radiowego

wywiadu pisarza oraz fragmenty filmów według jego

scenariusza.

 

Treść                 Stylowa komedia kostiumowa, awanturniczy film „płaszcza i

szpady”, fantastyczna baśń z duchami, wisielcami,

opętanymi księżniczkami – tak określano ten niezwykły

film. Jego literackim pierwowzorem jest powieść

osiemnastowiecznego poety, uczonego, filozofa, żołnierza,

podróżnika i fantasty Jana Potockiego. Pochodził z

magnackiej rodziny, otrzymał niezwykle staranne

wykształcenie – studiował w Szwajcarii, Paryżu, Niemczech,

interesował się geografią, matematyką, historią, a jego

największą pasją była archeologia i podróże. Zwiedził

Turcję, Egipt, Afrykę Północną, Kaukaz, Chiny, całą niemal

Europę Zachodnią. Brał udział w pracach Sejmu

Czteroletniego, opracował projekt reformy oświaty. Zmarł w

sposób równie oryginalny, jak oryginalne było jego życie i

jego dzieło – strzelił do siebie srebrną kulką odkręconą

przy śniadaniu z cukiernicy. „Rękopis znaleziony w

Saragossie” – jedno z najświetniejszych dzieł

europejskiego Oświecenia – po raz pierwszy wydany został w

roku 1813 po francusku i przez długie lata był w Polsce

nie znany. Na język polski przełożony został dopiero 34

lata później. A i do dziś dzieło Potockiego znane jest

bardziej na Zachodzie Europy niż w Polsce. „Cudowność <>

na tym polega, że swą cudownie atrakcyjną formą służy

treściom ważkim. To jest po prostu szkoła życia, przekrój

społeczeństwa – aktualny w XVIII wieku – i dziś. Bohater

ma zacząć myśleć i gra toczy się o to, jak będzie myślał.

Wszystko ma dwie interpretacje: mistyczna, magiczna

filozofia Kabalisty ściera się z humanistycznym

racjonalizmem Matematyka. Wybierać musi nie tylko van

Worden, wybiera widz” – mówił reżyser Wojciech Has. Młody

kapitan gwardii króla Hiszpanii, Alfons van Worden,

podróżuje samotnie przez dzikie góry Sierra Morena. W

czasie noclegu w ponurej gospodzie poznaje dwie

mauretańskie księżniczki, które oznajmiają mu, że jako

potomek potężnego rodu Gomelezów wybrany został do

wielkich zadań. Przedtem musi jednak dowieść swej odwagi,

prawości i honoru. Alfons staje się ośrodkiem

niesamowitych wydarzeń, dręczą go opętani, wisielcy,

prześladuje inkwizycja. W końcu trafia na zamek

tajemniczego Kabalisty i przez wiele dni wysłuchuje jego

dziwnych, wieloznacznych opowieści o jeszcze dziwniejszych

zdarzeniach tego świata. Plenery „Rękopisu” zrealizowano w

Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, a w parku Morskie Oko we

Wrocławiu wybudowano ogromne dekoracje do scen madryckich

- plac Słońca, winiarnie, kościół, gospodę, które przez

całą jesień ściągały niezliczone wycieczki. W filmie

oprócz dziesiątków aktorów i statystów udział wzięło wiele

egzotycznych zwierząt. Tresowany sęp przyjechał specjalnie

z Hamburga, czterometrowy pyton z warszawskiego zoo, a

cztery muły z Krakowa.

 

Treść                 Matka Magdy wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Dziewczyna

mieszka z ojcem i jego przyjaciółką, bardzo tęskni za

mamą. Nie pogodzona ze swym losem i sytuacją rodzinną,

buntuje się, wreszcie postanawia przemyślną intrygą

doprowadzić do połączenia rodziców. Udaje jej się to tylko

dlatego, że całą trójkę łączą silne więzi emocjonalne.

Mimo konfliktów i wzajemnych pretensji – górę bierze

miłość. W ilustracji muzycznej spektaklu wykorzystano

piosenki młodzieżowej wokalistki Agnieszki Chylińskiej:

„Białe ściany”, „Kiedy powiem sobie dość” oraz utwory

zagranicznych artystów: „Athenes, Georgia”, „Poetry”,

„Money”, „Island Festiwal”.

 

Treść                 Wrocław, 1947 r. Ryszard, młody akowiec, stale rozważa

możliwość powrotu do lasu. Nie akceptuje tworzącej się

nowej rzeczywistości, ale i nie przeciwstawia się jej

czynnie. Pracuje w milicji – nie z pobudek ideowych, a

dlatego że praca ta zapewnia mu przetrzymanie zimy w

mieście. Przyjaźni się z Julkiem, swoim rówieśnikiem,

byłym żołnierzem Dywizji Kościuszkowskiej. Często dochodzi

między nimi do sporów na tle ich różnych postaw życiowych.

Kiedy jednak Julek wyjedzie w Bieszczady, by w walce z UPA

pomścić śmierć swoich rodziców Ryszard zrozumie, że był to

- być może – jedyny prawdziwy przyjaciel w jego życiu.

Podczas jednej z akcji przeciwko działającemu jeszcze

podziemiu Ryszard spotyka Teodora, kolegę z partyzantki.

Puszcza go wolno, ale za moment jest świadkiem jego

śmierci od zbłąkanej kuli. W poczuciu zdrady wobec kolegów

z lasu, obwiniając siebie za śmierć Teodora, Ryszard

występuje z milicji. Dylematy polityczno-moralne nie są

jedyną przyczyną złego stanu psychiki Ryszarda. Chce

nadrobić stracony czas, marzy o życiowej stabilizacji,

związku z oddaną mu kobietą. Poznana w podejrzanym domu

schadzek Karolina jest dużo starsza od niego. Szukajac u

niej przelotnej przygody znajduje czułość i zrozumienie.

Za jej pośrednictwem dostaje pracę w fabryce wagonów jako

kierowca dyrektora Morawskiego. Wkrótce też zostaje

kochankiem Żuli, zaniedbywanej przez męża żony swego

pracodawcy. Pewnego dnia dostrzega na ulicy Teodora.

Ryszard nie jest pewien, czy to cudem uratowany kolega,

czy tylko twór jego wyobraźni opanowanej obsesją

konieczności powrotu do lasu. Tymczasem chłopak spotyka

Blankę, piękną i wrażliwą dziewczynę. Nawiązuje z nią

znajomość, rodzi się uczucie. Nie jest to jednak związek

trwały i szczęśliwy. Blanka zachowuje się dziwnie, nie

potrafi lub nie chce zrozumieć rozterek Ryszarda. Kolejne

próby nawiązania bliższego kontaktu okazują się

bezskuteczne, dziewczyna niespodziewanie odchodzi. Chłopak

upatruje w tym działania Karoliny, która kilkakrotnie

robiła mu sceny zazdrości o Blankę. W fabryce wagonów miał

miejsce groźny pożar. Mimo ofiarnej postawy w akcji

gaszenia i wyjaśnienia całej sprawy, Morawski zostaje

zwolniony. Ryszard również rezygnuje z pracy. Wraca myśl o

powrocie do lasu, tym mocniej, że znów spotkał Teodora. Z

rozmowy z Zulą Ryszard dowiaduje się o wojennych

przejściach Blanki tłumaczących jej dziwne zachowanie.

Otóż skazana na rozstrzelanie dziewczyna została odbita

przez partyzantów, a człowiek, któremu zawdzięcza swoje

ocalenie, brutalnie ją zgwałcił. Ta informacja, a także

wiadomość o śmierci Julka i śmierć Teodora na placu

targowym powoduje, że Ryszard wyrzuca broń, z którą dotąd

się nie rozstawał. Czuje się przegrany i osamotniony, nie

wie co robić dalej. W takiej sytuacji dowiaduje się o

ogłoszeniu dekretu o amnestii. Postanawia z niego

skorzystać.

Treść                 Magazyn poświęcony książkom o tematyce historycznej. Co

tydzień prezentowane są nowe pozycje warte uwagi.

W tym wydaniu:

- „W okupowanym Krakowie” Anny Czocher – książka o

odzienności w okupowanym mieście,

- biografia Janusza Radziwiłła, polityka II RP, napisana

przez Jarosława Durkę,

 

                      – autobiograficzna powieść Stanisława Jędryki

zatytułowanej „Miłości mojego życia”,

 

- kolejne wydanie magazynu „21 wiek”.

 

Treść                 W programie:

- wywiad z Woody Allenem w związku z wejściem na ekrany

w Polsce filmu reżysera „Przejrzeć Harrego”,

rozmowa z reżyserem filmu „Farba” i aktorką Agnieszką

Krukówną,

- wspomnienie o Januszu Nasfeterze, którego film „Długa

noc” zostanie zaprezentowany w programie 2.

- wywiad z Hazelle Hoodman, odtwórczynią jednej z

postaci kobiet w filmie „Przejrzeć Harrego”,

- rozmowa z Marią Wiernikowską i Konstantym Hebertem na

temat tego czy korespondenci wojenni odnaleźli siebie w

filmie „Aleja snajperów” w reżyserii Michaela

Winterbottom’a,

 

                        – rozmowa ze Stanisławem Jędryką, twórcą filmów o

                      tematyce dziecięcej.

 

Treść                 Żona, śpiewaczka operowa, mąż dyrygent, do tego córeczka

Agnieszka, która uważa, że cały świat powinien spełniać

jej zachcianki. Anna Bonar przerywa wspaniałą karierę

śpiewaczki, zaszywa się w domu i poświęca wychowaniu

Agnieszki. Brakuje jej śpiewu, braw, sławy, wywiadów.

Narasta rozgoryczenie, poczucie nudy. Wreszcie Agnieszka

zgadza się, żeby mama występowała. Wyjeżdżają razem do

Wiednia Przed premierą Anna wraz z mężem jadą do opery, a

Agnieszka zostaje sama w hotelu. Przed wejściem na scenę,

Anna otrzymuje wiadomość, że hotel staje w płomieniach.

 

Treść                 Łukasz chce być osobą niekonwencjonalną. Ciągle powtarza:

nienawidzę zwyczajności. Nuży go codzienność, do szału

doprowadza ustawiczna troska rodziców o syna. Jego bunt

przeciwko rzeczywistości przejawia się w sposób dość

powierzchowny. Kolczyki w uszach, szczeniackie wygłupy na

lekcji, imponowanie angielszczyzną panienkom w sklepie i w

szkole to wszystko, na co umie się zdobyć. Poszukując

oryginalności, wciąż kogoś udaje. W rzadkich chwilach

szczerości wyznaje: jest we mnie coś, czego się wstydzę,

dlatego kłamię. Nadal jednak obwinia innych o własne

niepowodzenia, wciąż roztrząsa jedynie własne problemy.

Rodzice wysyłają zbuntowanego 17-latka do dziadka. Chłopak

go szanuje, zazdrości staremu wilkowi morskiemu

wspaniałego życia, zwłaszcza tego, że mógł sam o wszystkim

decydować. Dziadek ze spokojem znosi młodzieńcze

frustracje, oczekuje od wnuka jednego – że nie będzie

zrzucał z siebie odpowiedzialności za własne życie.

Niebawem Łukasz ma okazję zdać praktyczny test

dojrzałości. Przypadkiem styka się z prawdziwym ludzkim

dramatem. Poznaje Helenę, sierotę opiekującą się młodszym

bratem. Dziewczyna wchodzi w konflikt z prawem. Łukasz nie

może patrzeć, jak 5-letni malec wałęsa się po ulicach

zziębnięty i głodny. W spontanicznym odruchu otacza opieką

Stefanka, próbuje też pomóc Helenie wyjść na prostą drogę.

Nieoczekiwanie dla samego siebie, w prowincjonalnym,

„zapyziałym” miasteczku zbuntowany chłopak dostrzega przed

sobą jakiś cel. Jeszcze nie umie go zdefiniować, nadal

broni się przed zaakceptowaniem tych wartości, które w

jego mniemaniu uosabia ulubiony nauczyciel, Rufus. Jednak

zaczyna rozumieć, że wreszcie musi podjąć próbę poznania

siebie. (…)

 

Treść                 Bohaterka, siedemnastoletnia uczennica szkoły baletowej

Ewa Szewczyk, musi zamieszkać u babci, bo rodzice

wyjechali do pracy za granicą. Dziewczynę całkowicie

pochłaniają myśli o przyszłej karierze. Balet jest jej

życiową pasją, czuje, że tylko w tańcu istnieje naprawdę.

Ćwiczy bezustannie, w szkole i w domu. Obserwując ją w

sali prób, przy drążku, koleżanki zazdroszczą jej lekkości

i precyzji. Babcia patrzy na wnuczkę z podziwem, ale i

współczuciem, bo wie, ile dziewczyna płaci „za to swoje

fruwanie, ten stan nieważkości”. Tańczącą Ewę obserwuje z

okna naprzeciwko Janusz. Gdy niebawem spotykają się w

parku, chłopak ośmiela się wyznać, że Ewa podoba mu się

coraz bardziej. Potem próbuje się do niej zbliżyć na

prywatce. Ona za każdym razem go odtrąca. Szkolna

koleżanka, dawna dziewczyna Janusza, nie kryje zazdrości,

lecz Ewa nie przejmuje się jej wyrzutami ani listem

podpisanym: nieszczęśliwa. Jej fortuna sprzyja. W

popisowym przedstawieniu ma zatańczyć solową partię z

„Giselle”, na ferie wybiera się z rodzicami do Włoch, jest

szczęśliwa. Jeden fatalny upadek na scenie i w efekcie

skomplikowane złamanie nogi przekreśla wszystkie nadzieje

na przyszłość. Nie wiadomo, czy po zdjęciu gipsu będzie

mogła tańczyć. Ewa jednak nie załamuje się. Wciąż wierzy w

swój powrót na scenę, choć na razie porusza się o kulach,

z trudem stawiając krok za krokiem. Z czasem przychodzi

refleksja, że życia nie można sprowadzać do jednego

wymiaru. Jest w nim miejsce na różne ważne sprawy, również

miłość.

 

Treść                 Telewizyjny magazyn kulturalny poświęcony popularyzacji

wiedzy o filmie.                      W odcinku:

 

- recenzja filmu „Szpital Przemienienia”

- najnowsze premiery filmowe

- polska wersja językowa do nowego angielskiego serialu

„Ja, Klaudiusz”

- rola dramaturgii w filmie

                      – nowy film Stanisława Jędryki „Zielone lata”

 

- wizyta na planie filmu fabularnego „Gujana – zbrodnia

stulecia”.

1’11″ Słowo wstępne Tadeusza Kołaczkowskiego.

4’52″ Felieton „Z notatnika recenzenta”.

Recenzja Jacka Fuksiewicza najnowszego filmu Edwarda

Żebrowskiego „Szpital Przemienienia” zrealizowanego na

podstawie powieści Stanisława Lema – fragment filmu.

1’11″ Felieton „Minirecenzje”.

Recenzje najnowszych premier filmowych, ilustrowane

plakatami i fotosami: film produkcji węgierskiej „80

huzarów” – francuski dramat psychologiczny „Powiedz, że ją

kocham” – najnowszy film Sylwestra Chęcińskiego „Roman i

Magda” (czb.).

2’34″ Felieton „Klau-Klau-Klaudiusz”.

Wizyta w Studio Opracowań Filmów w Warszawie, gdzie trwają

nagrania wersji polskiej do nowego angielskiego serialu

„Ja, Klaudiusz”: aktorzy Henryk Talar i Stanisław

Brejdygant przy pracy – wskazówki reżysera polskich

dialogów, Izabelli Falewicz.

6’56″ Felieton „5 minut o filmie”.

Wykład T. Kołaczkowskiego poświęcony podstawowym pojęciom

z dziedziny dramaturgii – prezentacja najnowszej książki

Krzysztofa Zanussiego „Rozmowy o filmie amatorskim”.

3’55″ Felieton „Co, kto, gdzie?”.

Wizyta w studiu filmowym, gdzie trwają przygotowania do

nowego filmu Stanisława Jędryki „Zielone lata”, opartego

na powieści Jerzego Przeździeckiego „Troje znad Czarnej

Rzeki”: przesłuchania kandydatów do głównych ról

dziecięcych – wskazówki reżyserskie – rozmowy z

uczestnikami przesłuchań nt. ich stosunku do ewentualnego

udziału w filmie, wrażeń z pierwszego występu przed

kamerami, dotychczasowych doświadczeń aktorskich.

3’03″ Felieton „W naszym telekinie”.

Wiadomości ze świata: dokumentalne zdjęcia filmowe

zrealizowane w listopadzie 1978 roku w Georgetown w

Gujanie, gdzie doszło do zbiorowego samobójstwa

popełnionego przez wyznawców sekty „Świątynia Ludu” -

wizyta na planie filmu fabularnego „Gujana – zbrodnia

stulecia” realizowanego na przedmieściach Mexico City

przez ekipę amerykańską, a będącego dokładną rekonstrukcją

wydarzeń sprzed pół roku – jedna ze scen filmu – wypowiedź

odtwórcy roli lekarza nt. aspektów moralnych tej

realizacji.

Treść                 Stefan nie potrafi zapomnieć wojennych przeżyć. W czasie

okupacji wraz z żoną uciekł z transportu, ale oboje

skrajnie wyczerpani postanowili popełnić samobójstwo.

Wanda skoczyła do rzeki, a jemu zabrakło odwagi. Teraz

żyje obciążony poczuciem winy za jej śmierć. Pewnego dnia

spotyka żonę na ulicy i dowiaduje się, że uratowali ją

przypadkowi ludzie. Gdy ona dowiaduje się prawdy,

odchodzi, bo nie potrafi pogodzić się z tchórzostwem męża.

Stefan wraca do codziennych obowiązków, z nadzieją, że

kiedyś znowu się spotkają.

 

Treść                   Film o przyjaźni, fascynacji morzem i wielkimi

przygodami.

Stary szkuner Nadzieja, duma kapitana Angelowa, służy

grupce dzieci poznać smak żeglowania. Niestety zarząd

portu postanawia przekazać statek na złom. Kapitan Angelow

dostaje ataku serca, trafia do szpitala, a dzieci

uprowadzają statek. W tym momencie przygoda staje się

niebezpieczna, ale przychodzi z pomocą kapitan.

 

Treść                 Prowincjonalny cyrk przeżywa kryzys. Zespół złożony z

weteranów areny nie jest w stanie przyciągnąć widzów.

Przed nieuchronnym bankructwem ratuje go przybysz z

zewnątrz – utalentowany mim i parodysta Robert. Artysta

nie potrafi jednak nawiązać przyjaznych stosunków z

innymi. Zamiast tego wyszydza kolegów na scenie, aż w

końcu postanawia odejść z zespołu. Dopiero groźny wypadek

zmienia bieg zdarzeń.

 

Treść                 (…) Rzecz dzieje się współcześnie na jednym z

warszawskich blokowisk, w ostatnim dniu wakacji. W domu,

gdzie mieszkają Filip i jego przyjaciel Marek, na tablicy

informacyjnej wczesnym rankiem pojawia się szokujące

ogłoszenie – do godziny 21.00 należy zostawić w windzie

kopertę z 2000 złotych, w przeciwnym razie o 22.00 budynek

wyleci w powietrze. Dwaj dwunastolatkowie gorączkowo

zastanawiają się, co robić. Jeśli to tylko głupi żart, a

oni zawiadomią policję o bombie, której nie ma, będzie

afera. Jeżeli zaś groźba jest poważna i sami znajdą bombę,

staną się bohaterami dnia i będą o nich mówić i pisać

wszystkie media. Dorośli wyszli już do pracy, dozorcy nie

ma w domu, zaprzyjaźnionego policjanta Waldka również.

Chłopcy postanawiają działać na własną rękę. Mają

kilkanaście godzin na rozwikłanie tajemniczej sprawy.

Zaczynają od przeszukania piwnic i strychu, niechcący

płosząc sąsiada rówieśnika i panią od polskiego. W piwnicy

znajdują pomieszczenie, gdzie ćwiczył ze swoją kapelą

Adam, 16-letni chłopak, który niedawno popełnił

samobójstwo, skacząc z dachu wieżowca. Tragiczna śmierć

młodego muzyka wciąż jest dręczącym wspomnieniem – dla

jego rodziców, dla Filipa i innych mieszkańców bloku, dla

dziewczyny, która była wówczas z Adamem na dachu i od

tamtej chwili nie odezwała się ani słowem. Chłopcy, którzy

pukają do kolejnych drzwi i poznają różnych, czasem bardzo

dziwnych lokatorów domu, zwracają się o pomoc również do

niej. Ewa całymi dniami tkwi na balkonie, mogła, więc

zauważyć kogoś lub coś podejrzanego. Dziewczyna w

odpowiedzi pisze jedno słowo: dach. Tymczasem na tablicy

ogłoszeń pojawiają się kolejne kartki. Jedna zawiera

informację o koncercie na dachu dla uczczenia pamięci

Adama, przez fanów zwanego Bananem. Druga przynosi

ostrzeżenie skierowane wprost do młodych detektywów, aby

nie szukali bomby i nie zawiadamiali policji, bo ładunek

eksploduje wcześniej. Filip i Marek wyciągają wniosek, że

terrorysta mieszka w ich bloku, dlatego wie o każdym ich

ruchu. A skoro jest to ktoś znajomy, może uda się go

rozszyfrować, porównując charakter pisma na ulotce i w

pamiętniku Gośki, gdzie wpisali się wszyscy mieszkańcy

domu. Z pożyczonym od koleżanki pamiętnikiem chłopcy udają

się do sąsiadki dziennikarki. Zjawia się także młody

policjant Waldek. Śledztwo nabiera tempa. Wkrótce sprawa

przybiera zaskakujący obrót.

 

Treść                 (…) Po czterdziestu latach uchodźca z 1956 r. spotyka

się w Budapeszcie ze swoim domniemanym wybawcą.

Konfrontacja mitów i faktów historycznych oraz

biograficznych staje się dla obu stron swoistym katharsis.

W skromnym mieszkaniu pary emerytów z robotniczego

blokowiska w Budapeszcie zjawia się pewnego dnia

niecodzienny gość: mężczyzna z amerykańskim paszportem,

który chce się widzieć z panem domu. Twierdzi, że w

styczniu 1957 r., w okresie masowych aresztowań

przeciwników jedynie słusznego ustroju, ten ostrzegł go w

nocy o planowanym aresztowaniu. Przez obóz dla uchodźców w

Austrii mężczyzna dostał się do USA, tam zdobył zawód

inżyniera, założył rodzinę, zrobił karierę. Teraz jednak

rozwiedziony, samotny, już właściwie na emeryturze,

zapragnął zrealizować swe wieloletnie marzenie o tym, by

wrócić do kraju i odwdzięczyć się człowiekowi, który go

uratował. Jego wybawca reaguje jednak agresją na te słowa.

Zaprzecza, jakoby kiedykolwiek widział gościa, a tym

bardziej mu pomógł. Jest przekonany, że to nasłany przez

nową władzę agent, który ma go zdemaskować – jego, byłego

milicjanta, który robił, co mu kazano. Głęboko zresztą

wierzył w słuszność tych działań. Komunista z przekonania

nie ma słów na wyrażenie swej nienawiści do kapitalizmu i

kapitalistów, którzy – jego zdaniem – zniszczyli dorobek

wielu pokoleń, rozkradają kraj, wysługują się obcym rządom

i nieprzyzwoicie bogacą. On nigdy nie robił nic z chęci

zysku, był wierny idei i taki pozostał. Z maniackim uporem

powtarza, że gość musiał go z kimś pomylić. Ku rozpaczy

dorosłej córki, która wpadła do rodziców z krótką wizytą,

tylko po to, by wziąć przygotowane przez matkę jedzenie,

oświadcza, że nic od niego nie chce: ani pieniędzy, ani

ofiarowanego mu samochodu, ani zaproszenia do Ameryki. Nie

chce, bo – jak w końcu niemal mimowolnie wyjawia – wstydzi

się tego, co zrobił. Nie zdradził wtedy, gdy przywdział

milicyjny mundur, ale gdy w chwili słabości zastukał nocą

w okno młodego chłopaka. I wciąż nie może sobie tego

darować.

 

Treść                 Dramat wojenny, którego bohaterami są dzieci. Sosnowiec

1939 rok Syn polskiego robotnika przyjaźni się z córką

aptekarza Niemca i z żydowskim chłopcem. Zabawy dzieci

przerywa wybuch 2 wojny światowej.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

WIADOMOŚCI LITERACKIE nr5

13 maj

WIADOMOŚCI LITERACKIE

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

JEZDA Z NIEPOKALANOWA NA URSYNÓW

13 maj

zkZastanawiające było to, co usłyszałem od jednego z laureatów Międzynarodowego Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie. Dziękując za nagrodę powiedział on, że nie lubi festiwali, a nawet zwalcza je, bo członkowie jury pod naciskiem sponsorów przyznaje większość trofeów wytypowanym z góry faworytom. Niebawem kolejny festiwal w Krakowie, gdzie pojawiam się już raczej jako obserwator, gość, a nie uczestnik tego wyścigu do nagród. Czy tam również ma zastosowanie wyrażona w Niepokalanowie teza o tym, jak niewymierne są oceny filmów przez nawet najbardziej utytułowanych jurorów ?… Nie wiem i nie chciałbym o tym myśleć w ten sposób, bo wtedy większość imprez tego typu, traci sens. Nie mógłbym się także cieszyć z zaproszenia Bogdana Kozyry do grona laureatów niepokalańskiego festiwalu. Byłem skromnym operatorem przedsięwzięcia, które on sam zainicjował, pokazał światu. Zostało to wreszcie przez kogoś zauważone i właściwie docenione. Jest to powód do osobistej dumy autora.

Wyjeżdżając z Warszawy do Niepokalanowa, kluczyliśmy szukając właściwego zjazdu ze ślimaka i jakiegokolwiek drogowskazu z nazwą docelowej miejscowości. Zaczęło mżyć i wkrótce szara, brudna od spadającego z ciężarówek kurzu, powierzchnia asfaltowej szosy zaczerniła się od padających z nieba strug majowego deszczu. W weekendowy poranek dla każdego kierowcy wyjazd ze Stolicy jest prawdziwym wyzwaniem. Nie wiedzieliśmy z Bogdanem, że w tym samym czasie ktoś o wiele młodszy od nas zbudził się z myślą, że to jest jego ostatni dzień… dłużej nie ma zamiaru już się męczyć. Nie mogliśmy przypuszczać, że oddaleni od siebie kilkadziesiąt kilometrów, stopniowo będziemy się ku sobie zbliżać, chociaż nie zobaczymy się nigdy… Modliłem się bezgłośnie w niepokalańskiej świątyni, prosząc dobrego Boga o łaskawe wsparcie moich zamiarów. Kościół był prawie pusty. Jedynie mała grupka młodzieży uklękła pomiędzy amboną i ołtarzem wypowiadając wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Pozwoliłem sobie na chwilę przyłączyć się do nich pomrukując końcówkami sylab i wybranych słów . W ten sposób starałem się wyprosić miłość, której nie da się wybłagać. Właściwie miałem w tej chwili ochotę zaśpiewać „Wiem, że nie wrócisz„, bo kto śpiewa nie grzeszy i na pewno nie narusza spokoju nawet w takim miejscu. Świętej Pamięci Czesław Niemen zawarł w tej prostej piosence o wiele więcej, niż jest zapisane w niejednej modlitwie z brewiarza. Śpiewając modliłbym się o cud miłości niemożliwej do spełnienia, która przerosła mnie pod każdym względem, bo w tym świecie, tu i teraz, inaczej nie mogło się stać. Dziś już o tym wiem i jest mi smutno, bo czuję, że to wszystko przede wszystkim moja wina, moja wina… moja bardzo wielka wina. W tym samym czasie w zrozpaczonym sercu młodzieńca dojrzewała decyzja o ostatecznym rozstaniu się z tym światem. Ja miałem jeszcze jakąś nadzieję na odmianę swego losu, lecz on nie miał już sił, aby kogokolwiek z bliźnich, o cokolwiek prosić. Miało być w tym dniu świątecznie, uroczyście, spowiedź, msza, nagroda za docenione dzieło… I rzeczywiście, gdy dotarliśmy w deszczową sobotę z Warszawy do celu, Bogdan Kozyra otrzymał III Nagrodę na 28 Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Niepokalanowie. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze koperty, z jakąś finansową gratyfikacją, ale w życiu nie można chcieć wszystkiego. Innym wiedzie się o wiele gorzej, jakkolwiek byśmy źle nie oceniali swojego, podłego losu. . Kiedy w powrotnej drodze do Stolicy, zajechaliśmy opić ten sukces do Galerii Ursynów, zastaliśmy pusty lokal z włączonymi monitorami. Ani żywej duszy… Wszystkich gości wymiotło razem ze sprawującą w tym miejscu rządy kruczowłosą Arlettą. Na jej życzenie zawiozłem na Ursynów kilka wydrukowanych cyrylicą książek, które ona pracowicie rozczytywała studiując tak pochopnie wycofany ze szkół język wielkiego, sąsiedniego kraju. Dziewczyna prowadzi w galerii bardzo stylową knajpę, w której panuje specyficzna atmosfera swojskości i czegoś przypominającego do złudzenia dom. Schodzą się tam, ku niej wszyscy popaprańcy, którzy we własnych mieszkaniach czują się na tyle źle, że szukają właśnie takiej magicznej przestrzeni, w której by mogli jakoś się odnaleźć i poczuć pewną wspólnotę z podobnymi sobie ludźmi. Tacy są wszyscy kibice i piwosze. Stopniowo powracali oni do FARAONA i zapełniali opuszczone stoliki z pozostawionymi kuflami złocistego napoju. W końcu przyszła Arletta, lecz przez dłuższy czas zamyślona milczała. Dopiero potem usłyszeliśmy z jej ust przerażająco smutną wieść o samobójstwie młodego człowieka, który skoczył z dachu wysokiego budynku wprost pod koła samochodu jadącego nieopodal metra i przystanku autobusowego. Pozbawiający się życia desperat miał, zaiste spore grono mimowolnych świadków przedstawienia, ostatniego występu publicznego na tej Ziemi… Uderzenie spadającego z najwyższych kondygnacji ciała było tak potężne, że mężczyzna został wprost rozczłonkowany na kilka części, a wszędzie czuć było zapach krwi i wnętrzności. Całe szczęście, że tego nie widzieliśmy i nieświadomi cudzej tragedii sączyliśmy podane nam w tawernie FARAON napoje. Inni klienci Galerii tłumnie podążyli na dół dołączając do zaciekawionych widokiem trupa, gapiów wypatrujących zwłok samobójcy, za żółtymi taśmami POLICE LINE. Od razu wezwano koronera, ( bo żaden lekarz nie miał tam nic do roboty) ale na miejscu wypadku stał jedynie patrolowy wóz policyjny. Ostre, niebieskie, obrotowe światła na kogucie policyjnego radiowozu sygnalizowały złowieszczą wieść o nieszczęściu, jakie spotkało jednego z nas. Mogłoby ono przecież spotkać każdego… i mnie również. Nie mogłem uwolnić się od myśli o tej niepotrzebnej śmierci. Powracały one mimo woli i krążyły wokół mojej głowy. Odniosłem nawet przez chwilę wrażenie, że i ja wraz z tym nieznajomym mężczyzną umarłem. Leżałem bezwładnie tam, tuż obok niego, na zakrwawionym betonie i mokrym asfalcie, przed maską jednego z samochodów. Miałem równie wiele powodów, aby nie wahać się czyniąc to samo, na co on się odważył, a ja ze zwykłego strachu, nigdy się na to nie zdecydowałem.

Gdy utraciłeś wiarę i nie masz już żadnej nadziei na odwzajemnioną miłość nic Cię nie trzyma na tej planecie łez. Możesz podążyć w ślad za chłopcem, którego to życie przerosło i po prostu wycofał się. Co najbardziej zaskakujące, On nie miał przy sobie nic, co by pozwoliło służbom rozpoznać go i stwierdzić jego prawdziwą tożsamość. Być może wolał zostać pochowany bez rozpaczających członków rodziny i przyjaciół, jakich garstka gdzieś, być może jeszcze pozostała. Mnie pozostał jeden, za to prawdziwy i bezgranicznie oddany, zaufany człowiek. Zawiodłem się na wszystkich kobietach, oczywiście przede wszystkim z własnej winy. Czy to jest wina kobiet, że widzimy w nich cały Wszechświat…? Jednym go one otwierają, zaś przed innymi zasuwają tę ogromną, gwiaździstą kotarę milczenia. Kochałem je jak szaleniec, oczekując od nich tego, czego w żaden sposób nie mogły mi dać… nawet, gdyby i one bardzo tego chciały. Dzisiaj wydaje mi się, że już nieco lepiej je rozumiem i nawet jestem im wdzięczny za brutalne odarcie mnie ze złudzeń. Z uporem godnym lepszej sprawy przez całe życie poszukiwałem w moich ukochanych tego, czego nie miałem najmniejszych szans znaleźć. Jestem niewypłacalnym dłużnikiem wszystkich moich nie spełnionych tęsknot, wielkich, zawiedzionych nadziei na miłość i rozwiedzionych związków. Myśląc, że taka jest prawda, kontemplowałem złocisty kolor napoju, konsystencję śnieżno białej piany i ruch bąbelków w kuflu z cieniutkiego szkła. W tym samym czasie większość znanych mi mężczyzn bezmyślnie uganiała się za tym, co mnie akurat zupełnie teraz już nie obchodziło. Mimo to, przeżyłem kilka osobistych tragedii, mnóstwo rozczarowań, czarną rozpacz, śmierć, a także coś w rodzaju miłości. To wystarczy na sześćdziesiąt długich, ciężkich lat walki o godziwą egzystencję i te kilka, może kilkanaście, które mi jeszcze, być może pozostały. Co mnie jeszcze w tym czasie czeka… kogo jeszcze spotkam i czy poznam w nim przyjaciela…? Co będzie, to będzie! Wychyliliśmy toast za sukces i następne, które z wielką chęcią przyjmiemy na swoje konto. Ustawiliśmy właściwy kanał odbioru i dostroiliśmy sygnał. Legia grała z Jagiellonią Białystok. Pokonała ją na wyjeździe trzema bramkami nie tracąc żadnej. To było całkiem niezłe widowisko pod koniec sezonu piłkarskiego. Wróciła do nas właścicielka naszego miejsca spotkań podczas transmisji sportowych i musiała wyrzucić z siebie wszystko, co zobaczyła na dole, tuż przy wejściu do gmachu ursynowskiej galerii. Opisywała wszystko z detalami, a sąsiedzi przy sąsiednich stolikach komentowali to przyznając, że w tych ciężkich czasach jest coraz więcej samobójstw… Tylko się deską zabić! Czy ja wiem? Nigdy nam w tym parszywym i błogosławionym kraju nie było lekko. Zawsze zjawiał się ktoś, czy coś , co bardzo przeszkadzało w osiągnięciu celu, czy wręcz uniemożliwiało realizację marzeń. Najważniejsze, to nie stracić ich i nie zapomnieć, na czym nam najbardziej zależało w tym życiu. Mamy je dane tylko raz i naprawdę, nie wolno go zmarnować. Rozumiem ludzką rozpacz i ostateczność, która może w pewnym stopniu nawet usprawiedliwiać samobójstwo… Ale po tym nieodwracalnym kroku, już nie da się niczego cofnąć, ani poprawić.

Do dzisiejszego dnia stoi mi przed oczami widok leżącej na ziemi, ciężarnej kobiety, która rzuciła się, czy spadła pijana z jedenastego piętra świeżo zasiedlonego bloku mieszkalnego na Tarchominie. To było nasze pierwsze mieszkanie i masz Ci los!… takie złowróżbne memento na sam początek. Okazało się poniewczasie, że istotnie, przyszłość na tej betonowej pustyni malowała się w dość ponurych barwach. Oczywiście, człowiek nie dopuszcza do siebie najgorszej możliwości i pociesza się mając nadzieję, że to innych dotykają nieszczęścia… nie nas! Bóg jest sprawiedliwy i rozdziela po równo dobro i zło, mądrość i głupotę, uśmiechy Fortuny i utratę wszystkiego, co posiadamy. Cieszmy się więc każdym dniem, bo to jest skarb, którego nikt nam nie odbierze, dopóki żyjemy na tym świecie. Nie przywiązujmy się do rzeczy, ani szczególnej wagi do siebie samych. Wydaje się, że jedynym skutecznym sposobem, aby w tym szaleństwie nie dostać obłędu, jest zatracenie się w wirze otaczających nas wrażeń, zdarzeń, sygnałów i ludzi. Przestałem już poważnie przejmować się tym, czym nas codziennie straszą docierające z mediów komunikaty o kryzysie. Trudno to wszystko oczywiście zignorować, ale skoro jest kryzys, musimy się ograniczać. Wyłączam więc telewizor, radio i zasypiając wsłuchuję się w śpiew słowika, a budząc się o świecie w poranny gwar tokujących do siebie ptaków. Im pewnie też nie jest lekko na tym świecie, ale to dzięki nim on jest bardziej znośny i wydaje się mniej przerażający, niż w istocie jest.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Glossa do biografii Andrzeja Romana

09 maj

Andrzej RomanPodobno nie ma ludzi niezastąpionych. Nie zgadzam się z tym twierdzeniem, bo każdy człowiek jest kimś wyjątkowym. Jak pisał Andrzej Kijowski, nie ma tak zwanych szarych ludzi a w tłumie mozna znaleźć zarówno wrogów, jak przyjaciół. Mnie się udało spotkać starszego o całe pokolenie przyjaciela, który już mnie, niestety na zawsze opuścił.  Zanim redaktor, pisarz i reporter spłonął tuż pod koniec roku nie doczekując kolejnego, wystąpił w wielu moich programach, a przedtem był narratorem w dokumentach niezależnej oficyny KONTAKT TV Mirosława Hojeckiego. W jego mieszkaniu Marek Mądrzejewski przeprowadzał pierwszy w Polsce wywiad z profesorem Zbigniewem Brzezińskim. andrzejAndrzej Roman służył jako skrzynka kontaktowa w dobie pionierskich działań nowego sektora odmienionej gospodarki rynkowej. Łączył polonijnych i amerykańskich biznesmenów z krajowymi. Dla mnie osobiście był bezcennym kontaktem do Jana Nowaka Jeziorańskiego. Bez niego nie powstałby „Ojciec i syn„, „Gra o Polskę„, „Kurier nadziei” i dziesiątki programów historycznych o honorowym kodeksie oficerskim, czy rycerskich tradycjach w Rzeczpospolitej. Po jego nagłym odejściu pozostała ogromna wyrwa w pamięci i sercu. Obraz jest wart tysiąca słów, więc przed promocją książki o Andrzeju Romanie warto spojrzeć na dokumentalny zapis rozmowy, jaka udało mi się przeprowadzić z nim przed jego tragiczną śmiercią.
andrzejZrealizowałem z nim dziesiątki filmów dokumentalnych, programów oświatowych, ale nic nie zastąpi bezpośredniego obcowania z tym wspaniałym mężczyzną. Nic dziwnego, że zafascynowane był nim kobiety, ale Pan Andrzej miał równie wielu fanów wśród mężczyzn, chociaż powinni być zawistni o to ogromne powodzenie u płci pięknej. Pozostanie w moim sercu kimś bardzo ważnym, mistrzem, mentorem, nauczycielem życia, który z wielkim taktem wskazywał mi moje błędy, proponował właściwą drogę i cel. Zapraszam miłośników książki i kultury wysokiej, za tydzień do klubu SPATiF ZASP we czwartek o godzinie 18.00

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

PI… ludzki los i metafora życia

08 maj

zkJeśli jest prawdą, że każdy ma swoją opowieść, to „Życie Pi” jest ludzką prawdą i przypowieścią na miarę historii biblijnej. Bohater tego filmu nie jest wcieleniem ekranowego idola. To, co w tej chwili piszę nie jest także recenzją, bo dawno już to dzieło oceniono i właściwie uhonorowano cennymi nagrodami . W barwnym, trójwymiarowym arcydziele sztuki filmowej ujrzałem rzadko, coraz rzadziej obecną w kinie refleksję nad marnością naszej kondycji i natury przemijania. To, co dziś jest piękne i wspaniałe, wkrótce zniknie i stanie się udziałem innego człowieka. Z kolei spotykające nas zniewagi i prześladujący pech też nie są wieczne. Pogardzany i wyśmiewany uczeń, znany  w klasie raczej jako „pisuar” zyska uznanie rówieśników po udowodnieniu, że potrafi zapisać na tablicy liczbę „pi” z dowolną ilością cyfr po przecinku. Mimo to, w przeciwieństwie do klasycznych bohaterów kina, jest on raczej uosobieniem ludzkiego nieszczęścia i ofiary losu. W dzieciństwie ojciec starał się wpoić mu potrzebę racjonalnego postępowania i myślenia o świecie. Kiedy zobaczył, że chłopiec podaje gołą ręką mięso tygrysowi w porę przerwał niebezpieczną zabawę i pokazał dziecku, jak ta bestia zabija jednym uderzeniem łapy, wciąga i pożera przywiązane do kraty koźlątko. Gdy podczas kolacji syn modli się nad misą jedzenia zamiast spożywać przygotowaną przez matkę potrawę, uzmysławia mu, że nie można modlić się jednocześnie do Jahwe, Allacha, Chrystusa i hinduskiego Boga Wisznu. Uważa, że w życiu należy nauczyć się sztuki właściwego wyboru. Te nauki z pozoru przechodzą koło ucha upartego młodzieńca, ale gdy on jeden z całej załogi statku przeżyje sztorm i  znajdzie się w szalupie z dzikim tygrysem, dopiero wtedy okaże się, jak zbawienne były ojcowskie rady. W czasie szalejącego sztormu przychodzi mu się zmierzyć z wyzwaniem, któremu nie każdy, nawet bardziej doświadczony człowiek, mógłby sprostać. Nie wdając się w szczegóły akcji, dramaturgii oraz intrygi, zdradzę pomyślny finał niezmiernie długiej i okrutnej walki rozbitków na bezkresnych wodach Oceanu. Tygrysa, który pożarł wszystkie zwierzęta w szalupie nazwano męskim imieniem i nazwiskiem jego pierwszego właściciela. Jednak relacja między dziką bestią a o wiele słabszym człowiekiem przypomina widzom odwieczną walkę przeciwieństw. W finałowym dialogu z agentami ubezpieczeniowymi wychodzi na jaw, że równie dobrze w tej historii mogliby uczestniczyć ludzie, jak zwierzęta. Zamiast mężczyzny naprzeciwko tygrysa, można by pokazać przed jego oczami równie wrogą i nieufną kobietę. Kontakt z nią jest czasami równie trudny a nawet niemożliwy do nawiązania. Kiedy bohater usiłuje porozumieć się z Tygrysicą, słyszy jedynie groźne, gardłowe charczenie. Widzi szeroko otwartą paszczę bestii i gotowe do zadania ran, ostre zęby. Ponieważ taki dialog jest niemożliwy do nawiązania, przed zbliżeniem się do niej człowiek musi ją wytresować. Wymaga to oczywiście wielkiej cierpliwości i konsekwencji. Zupełnie tak, jak w świecie ludzi. Sytuacja, w której znalazło się dwóch śmiertelnych wrogów dryfujących na falach Oceanu, jest przerażająco beznadziejna. Szczęściem w nieszczęściu jest właśnie strach, który mobilizuje człowieka do działania i ostatecznie go ocala przed zniechęceniem i zapadaniem w czarną przepaść depresji.. Mężczyzna opiera się gotowej do ataku bestii inteligencją i sprytem. Jest w nim ogromna wola życia i chęć przetrwania za wszelką cenę. Musi być i jest aktywny. Inny zapewne dawno już dałby za wygraną, ale młodzieniec nie walczy tylko o swoje życie. On bardzo dobrze wie, że bez niego dzika bestia też by została pokonana przez żywioł rozszalałego Oceanu. Zależy mu na ocaleniu istoty, która czuje tylko strach i respekt nie słuchając i nie rozumiejąc słów, jakie wypowiada do niego zrozpaczony człowiek. Zdaje sobie z tego sprawę, więc dla siebie samego spisuje własne myśli na kartach znalezionej w szalupie instrukcji dla rozbitków. Inaczej podzieliłby los znanego z opisów Tadeusza Borowskiego „muzułmanina” w obozie koncentracyjnym, który ostatecznie szedł na druty pod wysokim napięciem, aby popełniając samobójstwo zakończyć nieustanną mękę beznadziejnej walki o przetrwanie. Na środku Oceanu wystarczyło zsunąć się jego głębiny, aby zostać pożartym przez rekina. z Paradoksalnie, walczący z żywiołem śmiertelni wrogowie, nie mogą już bez siebie żyć. Oni są dla siebie nawzajem jedyną podporą psychiczną. Tym bardziej zaskakującą pointą tej historii jest obojętne i nieczułe pożegnanie bestii, która znika w zielonych gęstwinach tropikalnej puszczy nie oglądając sie za siebie. Młody bohater miał płonną nadzieję, że tak dramatycznie silne i wspólne przeżycia, w końcu połączą ich czymś w rodzaju przyjaźni. Niestety, to kolejne jego mrzonki i złudzenia. Nic z tego nie mogło się w rzeczywistości ziścić. Wysłuchujący tej zupełnie nieprawdopodobnej opowieści rozbita, agenci firmy ubezpieczeniowej nie mogli mu uwierzyć. Nie mieściło się to w ich najśmielszych wyobrażeniach. Urzędnicy domagali się bardziej prawdopodobnej wersji, którą by mogli zapisać w raporcie bez obaw o jego odrzucenie. Zamiast wspomnianych zwierząt, w szalupie siedzieli pasażerowie statku, kucharz, matka bohatera… Wysłannicy ubezpieczyciela wreszcie mu uwierzyli i odetchnęli z ulgą. Na tym szalonym świecie, gdzie często nic nie ma sensu, można uwierzyć we wszystko. Cóż z tego, że bohater oddaje cześć kilku bogom, skoro w Indiach jest ich około trzydziestu milionów. To mniej więcej tyle, ile po drugiej wojnie światowej liczył kraj wielkości Polski, a każdy obywatel miał w sobie boską moc i nadprzyrodzone właściwości. Bohater filmu, ”Zycie Pi” ,  to chrześcijański Hindus o rzadkich umiejętnościach współistnienia z wrogimi istotami. Jest on w swoim kraju kimś wyjątkowym, bo jednocześnie Europejczykiem, Żydem i Arabem.”Zycie Pi” daje nadzieję, że dzisiaj możliwe jest zarówno wspólne życie człowieka i tygrysa na niewielkiej szalupie, jak Palestyńczyków i Izraelczyków na nieco większej przestrzeni. Na szczęście ustały już krwawe, wieloletnie wojny religijne i nie ma na świecie wypraw krzyżowych. Przepiękne, trójwymiarowe zdjęcia ukazują Ocean w pełnej krasie, podczas groźnego sztormu i słonecznego dnia. W czasie ponad dwugodzinnego seansu widzimy, jak piękny mógłby być nasz wspólny świat bez konfliktów, nienawiści, plag i nieszczęść, z których większość ludzkość zawdzięcza przede wszystkim sobie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

refleksje filmowego nestora

07 maj

Stanisław Jędryka

POCZĄTEK PRACY Z DZIEĆMI NA PLANIE U STANISŁAWA RÓŻEWICZA:

- Mogę nawet powiedzieć, że jakiś tam udział w tym miałem, bo powiedzmy sobie, że w pierwszej noweli zagrał chłopak, który trafił z takiego naboru, bo wtedy to się różnie szukało, poprzez ogłoszenia w prasie, w radio, przede wszystkim chodzenie po szkołach i nie mógłbym z czystym sumieniem powiedzieć, że to ja zwróciłem uwagę na niego… W drugim filmie fantastycznie zagrała tą żydowską dziewczynkę  Mireczka… już nawet nazwiska nie pamiętam, bo potem chyba już nigdzie nie zagrała, a jeżeli, to może raz,  jakiś mało znaczący epizod. Ona była z Katowic i też nie ja miałem udział w odnalezieniu jej. Nie wiem, jak to się stało, że ona trafiła do filmu. Natomiast przy trzecim filmie, tam była trójka chłopców, to rzeczywiście dwóch z nich, to byli chłopcy z mojej, że tak powiem poręki. Ja ich odkryłem. Natomiast trzecim był syn reżysera, Różewicza, dobry chłopak, a dzisiaj wspaniały plastyk, wybitny grafik. Tak to wyglądało. Wtedy rzeczywiście tam się z tymi dzieciakami zetknąłem i muszę powiedzieć, że jeżeli chodzi o jakieś takie kontakty między ujęciami, to bardziej ja byłem aktywny, niż Staszek Różewicz. Ale to nie miało tak wielkiego znaczenia, że potem tak wiele filmów zrealizowałem z tymi młodocianymi aktorami. Chociaż muszę powiedzieć, że już wcześniej dzieci się pojawiały. Bo na przykład w filmie absolutoryjnym, który się kręciło na czwartym roku, ja realizowałem fragment „Starej Cegielni” Iwaszkiewicza. Zresztą miałem wspaniałą obsadę, bo grał Stanisław Milski, takiego starego dozorcę starej cegielni. Także niedawno zmarła Urszula Modrzyńska… więc ja miałem do aktorów olbrzymie szczęście. W moich filmach można się doliczyć dziesiątek wybitnych aktorów, którzy grali. Bywa tak, że gdyby dwa z tych nazwisk pojawiło się w czołówce jakiegoś filmu, to wtedy recenzenci pisali, że „… z udziałem doborowej, wybitnej, że tak powiem, obsady”… A u mnie w każdym filmie takich nazwisk było pięć, sześć… Więc to jest jedna z moich największych satysfakcji, to znaczy Ci wybitni aktorzy, którzy grali w moich filmach. A jak się jeszcze weźmie pod uwagę, że większość z tych filmów było o problemach dzieci, z dziećmi… To zawsze troszeczkę tak peszy, bo to się od razu stąpa na jakiś taki grunt uznawany za coś drugorzędnego. A jednak Ci wybitni aktorzy, chociażby Romek Wilhelmi, chętnie w tych moich filmach grali, co sobie poczytuję za wielki zaszczyt i osobisty powód do satysfakcji. Jeśli chodzi o Stanisława Różewicza, tak się stało, że byłem tym zespole RYTM. Wobec tego skoro on zaczynał „Wolne Miasto”, zaproponowano mi tam asystenturę, właściwie rolę Drugiego Reżysera.

SJ

ZAWIŁA HISTORIA DEBIUTU REŻYSERSKIEGO

Ja chciałem robić na swój debiut film w oparciu o nowelę wybitnego pisarza, Adolfa Rudnickiego: „Wniebowstąpienie”. I nawet byłem po rozmowach z autorem, miałem jego zgodę na to, żebym mógł realizować ten film. On sam nie deklarował się, że napisze scenariusz, ale oddał to wszystko w moje ręce. No, ale ponieważ to była tematyka żydowska, bo to jest historia takiego małżeństwa żydowskiego w czasie okupacji. Ona ma taki semicki wygląd, a on typowo, więc ona jest jakimś łącznikiem ze światem zewnętrznym. Więc on żyje przez cały czas w ukryciu. Nie wytrzymują tej presji, nawet w pewnym momencie ona go tam gdzieś otruje. Wtedy w zespole u Rybkowskiego wybito mi z głowy ten pomysł. To był 1960 rok… że w ogóle nie ma szans ta tematyka, żeby to przeszło! No i jak mi tak powiedziano, musiałem w związku z tym zrezygnować. Nawet nie doszło do pisania scenariusza. Paręnaście lat potem Rybkowski zrealizował ten film. I to był jeden ze słabszych jego filmów. Ale ja do tej tematyki potem także wracałem w swoim trzeci, filmie: ”Powrót na Ziemię”. Ponieważ mi to wybito z głowy, to ja trafiłem na książkę Adama Bahdaja: „Do przerwy 0:1”. Ona się nam bardzo spodobała, między innymi dlatego, że ja sam oprócz zainteresowania filmem, w ogóle kopałem piłkę nożną. Kopałem tak dobrze, że w wieku 18 lat będąc jeszcze juniorem, już grałem w pierwszej drużynie drugoligowej Stali Sosnowiec… Obok takich sław piłkarskich, jak Majewski, Uznański, Powąska, Masłoń, Strzykalski, reprezentantów Polski. Przede mną otwierała się kariera i gdyby to było dzisiaj, to ja nie wiem, czy nie wybrałbym piłki nożnej… bo to jest sposób na życie, na zabezpieczenie się na starość… diabli wiedzą co! Dzisiaj można z piłki wspaniale wyżyć, oczywiście jak się reprezentuje jakiś poziom. A ja niby ten poziom reprezentowałem, skoro będąc 18 – letnim juniorem grywałem w drugoligowej drużynie  i w reprezentacji Polski juniorów. Zresztą, szczerze mówiąc, nie w jakimś międzypaństwowym meczu, ale będąc na obozie kadry juniorów jako reprezentant rozgrywałem różne mecze. Więc jak tutaj zobaczyłem nagle, że to jest troszeczkę o tym, co jest mi bliskie, a jednocześnie to bardzo dobra książka, więc pomyślałem sobie, że nie ma nic lepszego, niż zadebiutować takim filmem. Przy czym, wie Pan, wtedy jeszcze to były takie porządki, że debiuty liczyły się takie, jeżeli ktoś zrobił jakiś niezwykły film o jakimś ważkim problemie, prawda… To wtedy się nad tym pochylano, albo chwalono, albo deptano… Natomiast zrobić taki film, który by wykazał tylko jakąś sprawność warsztatową, rzemiosło i nie dotyczył wielkich spraw, albo jakichś małych, ale ważnych, w moim przypadku – wzruszających, bo dla mnie w filmie najważniejsze jest wzruszenie… Za co zresztą dostałem po głowie, bo mi się mówi, że to jest takie żerowanie na uczuciach. Nie wiem, to już jest kwestia odbioru ze strony widzów. I stanął scenariusz „Do przerwy 0:1”do oceny . I o dziwo komisja nie przyjęła. Wtedy była taka komisja składająca się z szefów zespołów, pana Kraśki z KC i oni decydowali. Niby byli ciałem doradczym wówczas ministra Zaorskiego, ( ojca wybitnych braci : aktor i reżysera ), ale odrzucili ten scenariusz. No, ale ja już byłem przygotowany do debiutu. I w tym momencie stwierdzono w zespole, że jest scenariusz napisany przez wybitnego scenarzystę Ścibora – Rylskiego, w tamtym okresie być może najwybitniejszego – „Dom bez okien”… że może ja tym bym się zainteresował.  Oczywiście ja przeczytałem scenariusz i zachwyciłem się, między innymi dlatego, że cyrk to była właśnie ta trzecia dziedzina, która mnie jako małego chłopca bardzo fascynowała. Więc stąd nagle wyszła ta propozycja „Domu bez okien”… i tak to się stało. A już na starcie miałem przedsmak wszystkiego, co potem przez te lata i trzydzieści parę filmów mnie czekało, to znaczy praca z wybitnymi aktorami: Tadeusz Fijewski, Ignacy Machowski, Jan Świderski, Wiesław Gołas, Ewa Czyżewska, Danuta Szaflarska, Hanka Bielicka, Jadzia Andrzejewska, przedwojenna gwiazda filmowa, Bolesław Płotnicki, no wspaniały zespół wybitnych aktorów, którzy zagrali w tym filmie. Potem już przy każdym z filmów udawało mi się mieć jakiegoś wybitnego, może dwóch, trzech znakomitych, wybitnych aktorów. Osobiście zaimponowało mi zaangażowanie Elżbiety Czyżewskiej, która była tak przejęta swoją rolą. Nie tyle może nawet chodzi o samą kreację postaci, ile o te umiejętności cyrkowe bohaterki, bo ona była trapezistką… Ona starała się jak najwięcej na tym trapezie zrobić sama. Oczywiście były takie momenty, kiedy nie było wyjścia i trzeba było korzystać z dublerki, ale ona chciała zrobić nawet więcej, niż żeśmy jej pozwalali. W związku z tym na przykład wracając na sobotę i niedzielę do Warszawy, jechała do Julinka tam ćwiczyła, ćwiczyła, ćwiczyła… żeby po prostu wypaść jak najlepiej. I to było nadzwyczajne,  imponujące.

SJ

WSPÓŁPRACA Z KOMPOZYTORAMI

Różni byli kompozytorzy… i różnie to wspominam, bo byli kompozytorzy dziś wybitni, jak Kilar, czy Preisner i boję się, czy gdybym dzisiaj zaproponował Kilarowi współpracę przy jakimś moim filmie, to może spotkałbym się z odmową. Na pewno nie powiedziałby wprost, że nie chce… Na pewno ma jakieś tam terminy itd… Ja zdaję sobie z tego sprawę, że po prostu wtedy, kiedy oni  ze mną współpracowali, to byli też na dorobku. Kilar robił dwa filmy: „Wyspę złoczyńców” i „Powrót na Ziemię”. Oczywiście wspominam to bardzo dobrze, bo już u zarania to, co Kilar prezentował, było już na bardzo wysokim poziomie. Potem już się z nim nie spotkałem. Pierwszym moim filmem zawodowym nie był „Dom bez okien”. To był „Stadion”. Była to dwudziestominutowa impresja poetycka, która w 1959 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych i Eksperymentalnych w Wenecji dostała wyróżnienie. A ten film powstał z takiej dość niezwykłej idei… bo miano kręcić „Krzyżaków”. Sprowadzono taśmę Eastman Color po raz  pierwszy w Polsce i dla prób operatorskich, które miał zrobić Mietek Jahoda przewidziany jako operator do „Krzyżaków”. Szefem organizacyjnym zespołu RYTM był przedwojenny filmowiec Zygmunt Szyndler, taki z bardzo praktyczną głową… W tych czasach, kiedy pluli na Bareję na wszystkie sposoby, on był jego wielkim orędownikiem. Jak przychodziło do wyboru, czy lansować jakiś nowy film Różewicza, czy Barei, to jednak Szyndler był za Bareją.I on wpadł na pomysł. Mówi do mnie:

- Panie, robi się te próby operatorskie… Niech Pan wymyśli jakiś scenariusz i przy tej okazji zrobi film!.

 Ja rzeczywiście wymyśliłem scenariusz i zrobiliśmy z Jahodą dwudziestominutowy film. To jest historia na pustym Stadionie Dziesięciolecia, do którego mam sentyment. Ten stadion występuje w wielu moich filmach: „Paragon gola!”,Sami dla siebie”, „Stawiam na Tolka Banana”… I na tym stadionie siedzi samotnie piękna dziewczyna. Słyszy gwizd i pod wpływem tego gwizdu wyobraża sobie, że to będzie jakiś jej chłopak i całe jakieś życie z nim przeżywa, zakończone jakąś samobójczą próbą. W końcu na wraca na ten stadion, do rzeczywistości, słychać gwizd i z ciemnego tunelu wychodzi chłopak i  to jest ten chłopak z jej marzeń. Przysiada się do niej i ona go akceptuje. I muzykę do tego mojego pierwszego filmu napisał Kaszycki, który był po sukcesie ze swoją muzyka do filmu Wojciecha Hasa „Pożegnania”. Ja mu zaproponowałem muzykę, on napisał i bardzo dobra to była muzyka. Jak zacząłem „Dom bez okien”, to jemu zaproponowałem oprawę muzyczną filmu. Moim zdaniem napisał bardzo dobrą muzykę, zresztą ja pamiętam taki moment, jak po projekcji filmu w Cannes, wychodziłem z ludźmi i nagle słyszę, że ktoś idący przede mną nuci motyw z tego filmu, wiec było to bardzo dobre… I potem jeszcze tylko raz napisał mi muzykę do „Katarynki”. Potem była „Wyspa złoczyńców” i to był Kilar. Potem „Powrót na Ziemię” i to był też Kilar. Kiedy zaczęły się te seriale to: ”Do przerwy 0:1” muzykę napisał Kazanecki. Bardzo dobra muzyka, zresztą ja uważam, że to jest niedoceniony kompozytor. Bo tam, jak pamiętam, kiedyś to się mówiło, że Kazanecki to jest kompozytor jednego akordu, czy jednej nuty… jakoś tak nieżyczliwie. A ja uważam, że to jest jeden z bardziej wybitnych twórców muzyki filmowej. Już nie mówię o tym sławetnym walcu z filmu: „Noce i dnie”. To tak się stało… Do „Wakacji z duchami” muzykę napisał Piotr Marczewski z Łodzi… bardzo dobrą, ale jak już chciałem, żeby pisał do „Podróży za jeden uśmiech” okazało się, że on już się zaangażował w muzykę do serialu Huberta Drapelli. Trochę się poczułem taki dotknięty… Bez powodu. Zrezygnowałem z niego i poprosiłem Dudusia Matuszkiewicza, który napisał bardzo dobrą muzykę. Potem napisał muzykę do „Stawiam na Tolka Banana”. Ja ciągle szukałem, bo ja lubię pracować z tymi samymi ludźmi, z aktorami, z ekipą, z operatorem… myślałem, że Duduś będzie moim kompozytorem. No, ale przestał nim być w momencie, kiedy z „Podróży za jeden uśmiech” zrobiłem wersję kinową i on dostał jakieś dodatkowe pieniądze, więc był zadowolony i w jakimś wywiadzie w ogóle nie wspomniał ani o jednym, ani o drugim filmie, jak gdyby wstydził się tych filmów. Ja tak to odebrałem. Wtedy sobie powiedziałem, że nie ma powodu, aby dalej współpracować. W następnym filmie: „Koniec wakacji” pracowałem z Małeckim. Bardzo dobrą muzykę napisał i do „Szaleństwa Majki Skowron”, ale już tam się pojawiły jakieś tam drobne rysy, różnice zdań i też tak jakoś… Byłem wtedy strasznie młody i taki bardzo gwałtowny, że nie tylko liczyła się wartość artystyczna tego, co oni proponowali, ale również człowiek… jego jakaś lojalność. Jak zobaczyłem jakieś tam pęknięcie, to się wycofywałem. Była też taka śmieszna historia, bo do „Najlepsze w świecie” muzykę miał mi napisać Loranz. Są w środowisku takie dwa bardzo podobne nazwiska kompozytorów, zawsze ich mylę. Był taki od „Kwiatu jednej nocy”… paproci i jemu zaproponowałem muzykę. On się oczywiście zgodził, obejrzał film, no i jak przyszło do nagrania muzyki, to pierwszego dnia cały ten limit ośmiu godzin z orkiestrą wykorzystaliśmy dla nagrania półtoraminutowej czołówki. No i po tej czołówce doszedł do wniosku, że na dzisiaj to już dosyć… Jutro będziemy dalej. Jutro się nie zjawił i nie zjawił się przez trzy następne tygodnie. Współpracowałem później z panem Sławińskim, to kompozytor „Chłopów”… Dobra muzyka, nawet bardzo dobra, ale nie czułem go tak, żeby to był właśnie ten mój kompozytor. I wtedy pojawił się Korzyński, z którym zrobiłem najwięcej filmów. W międzyczasie do jednego filmu telewizyjnego jeszcze zrobił mi muzykę Seweryn Krajewski, „Przypadki Piotra S.”… W jego stylu, bardzo piękna muzyka, ale jakoś tak… nie filmowa po prostu. No tak troszkę to potem wychodziło tak – z metra. I tak właśnie wyglądały sprawy tych kompozytorów różnych, którzy przy tych moich filmach pracowali…

Stanisław JędrykaMETODY PRACY Z DZIEĆMI

Metody pracy nie ma, bo z tymi metodami, to jest wie Pan… Zawsze to wydaje mi się podejrzane, jak się o tych metodach mówi. Albo opowiada się, jak ciężko się nad tą rolą pracowało,  przygotowywało… Ja troszeczkę z jakąś taką rezerwą do tego podchodzę.  W ogóle we współpracy z dziećmi, z tym wszystkim przywiązuję wielką wagę … ( bardzo często używam tego sformułowania) do intuicji, bo decydujący jest moment intuicji i on o wszystkim decyduje. I w wyborze tych aktorów właśnie intuicja była decydująca i jakoś mnie nie zawodziła, chociaż na początku wskazywała na to, że to jest jakaś wielka pomyłka. Tak było z Paragonem, tak było z Markiem Sikorą, nieżyjącym już od lat może nie tyle aktorem, co reżyserem teatralnym, telewizyjnym. Po prostu, coś mi tam daje do myślenia i gdzieś się przy tym upieram, ja na razie to się wszystko sprawdza. Tu było mi o wiele łatwiej, bo jak mówię o tej mojej przeszłości piłkarskiej… W przerwach między ujęciami mogłem z nimi na planie kopać piłkę. To mnie zbliżyło do nich, czy oni zobaczyli we mnie jakiegoś partnera. Tak, że to było to… jakieś wspólne zainteresowania. A poza tym, jak mówię… wszystko robię z jakimiś wielkimi emocjami. I niedobrze, bo rzeczy wielkie robie z wielkimi emocjami i rzeczy małe też… z emocjami. A w pewnych momentach bezradności to gdzieś wybucha. Ale nie zdarzyło mi się… może jeden raz przy „Zielonych latach”. Tam główną rolę grał Tomek Jarosiński, wtedy bardzo zdolny dwunastolatek chyba… może 11… Nie wytrzymałem w pewnym momencie, nie wiem co się działo… Chłopak się rozpłakał. I rzeczywiście, jakoś to załagodziłem, ale we wszystkich innych wypadkach, to nie było jakichś takich sytuacji konfliktowych. Oni widzieli we mnie, nie wiem, partnera, to może za dużo powiedziane, starszego kolegę… No w każdym razie to się tak układało na zasadzie takiej koleżeńskiej po prostu. A nie miałem żadnych takich metod, jak na przykład (nie powinienem o tym mówić) to jest zasłyszana jakaś taka anegdota, czy teoria współpracy… Może nawet nazwiska nie wymienię, łatwo się domyśleć, bo to wybitny reżyser, wybitnych filmów. Żeby osiągnąć jakieś rezultaty uciekał się zawsze do tego, że podchodził do chłopaka i mówił: – „Słuchaj, ty, mama Ci dzisiaj umarła”. Mama wcale nie umarła. Ja do takich rzeczy po prostu się nie uciekałem. Może dlatego, że nie było takiej sytuacji, że trzeba było doprowadzić do jakiegoś wstrząsu. W każdym razie to są dla mnie jakieś obce metody… po prostu. Ja ciągle to powtarzam. Heniek Gołębiewski, Filip Łobodziński, to nie jest moje odkrycie. Zresztą wśród tych stu debiutantów, których miałem, odkryłem wielu… Między innymi Wojtek Klata – „300 mil do nieba”… Zawsze to mówię: odkrył – wielkie słowo… nie najwłaściwsze. Trafił na nich Janusz Nasfeter. Oni u niego zagrali w filmie „Abel, twój brat”, bardzo pięknym zresztą filmie. I ja po obejrzeniu tego filmu ja zdecydowałem się zaangażować ich do „Wakacji z duchami”. To nie ja, oni nie u mnie zagrali po raz pierwszy. Natomiast można mówić, że u mnie już ( na przykład Henio Gołębiewski w tych trzech serialach „Podróż za jeden uśmiech”, „Wakacje z duchami”, „Stawiam na Tolka Banana”, ) to już była sprawa kreacji aktorskich na ich miarę. Po prostu, to już nie byli oni, jako oni, tacy… tylko, że już coś kreowali, coś tworzyli. A poza tym „Abel, twój brat” jest pokazywany w telewizji raz na dziesięć lat. Seriale, te Bahdajowskie są, jeżeli nie raz, to dwa razy w roku. Więc stąd się ich pamięta. I ja ich nie odkryłem. Kiedy ja chciałem ich zaangażować do „Wakacji z duchami”, postanowiłem porozmawiać na ten temat z Nasfeterem, że tak chcę. On oczywiście zaprotestował. Powiedział, że on się nie zgadza, bo oni się w innych filmach, u innych reżyserów zmanierują. On pisze scenariusz i chce, żeby oni u niego zagrali. Ja sobie pomyślałem, że to trochę nie tak, bo przecież on nie jest ich właścicielem… Niech oni sami, a przede wszystkim ich rodzice, zdecydują o tym. On nie ma do nich prawa, to jest moja dobra wola, że ja chcę z nim porozumieć, skonsultować, czy o tym powiedzieć. A nie muszę się stosować do tego zakazu. Porozmawiałem z rodzicami, rodzice absolutnie TAK, chłopcy absolutnie TAK… W wypadku Henia Gołębiowskiego, to przecież on, jak zagrał w tym filmie, to zarobił na tym filmie więcej, niż ojciec przez rok. Nie było za dobrze, nie powodziło się, więc na pewno ten element materialny odgrywa jakąś rolę. Oni się zgodzili, zagrali u mnie… Nie wiem, czy Nasfeter ten film oglądał, co o nim sadził. W każdym bądź razie tak się to dalej potoczyło. A potem w innych filmach, to Ptaszyński w „Jesienią o szczęściu”, czy Zuzanna Antoszkiewicz w „Szaleństwach Majki Skowron”, to wszystko byli debiutanci. Na przykład debiutantami była cała obsada „Do góry nogami”, wspaniali chłopcy, niebywali. Potem ktoś z nich gdzieś tam jeszcze zagrał… Bo ja, w odróżnieniu od Nasfetera raczej chciałem i cieszyłem się, jeżeli ci chłopcy debiutujący u mnie, w innych filmach grali. To dla mnie było też jakąś odrobiną satysfakcji… W odróżnieniu od Nasfetera, który uważał, że nie, to jest jego własność, on to rzeczywiście wynalazł… Wynalazł, bo Henio Gołębiewski  mieszkał na tym samym osiedlu i Nasfeter z okna widział Henia biegającego po podwórku, ale to nie znaczy, że to ujmuje jego zasługę w tym odkryciu. A Henio po latach… Ja zrobiłem taki dokument: „Tolek Banan i inni” o tych dzieciach grających w serialu po dwudziestu paru latach, co się z nimi dzieje. Obejrzał to Gudejko, dyrektor agencji aktorskiej. Film mu się bardzo podobał, dojrzał talenty, bo Henio to jest taki samorodny talent i ja Trzaskalski szukał bohaterów, to trafił do niego. Zresztą ja pół roku wcześniej zrobiłem taki spektakl Teatru Telewizji dla młodych widzów, a właściwie film kameralny, gdzie Henio Gołębiewski  zagrał takiego śmieciarza. To akurat nie miało znaczenia, ale przez ten film on trafił do Gudejki, przez Gudejkę do Trzaskalskiego, zagrał i nagle dostrzeżono w nim jakiś wielki talent.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS