RSS
 

Archiwum - Marzec, 2013

DZISIAJ POKAZ FILMU O GEN. PIL. STANISŁAWIE SKALSKIM

28 mar

Kolejny Rejs z dokumentem
W ramach najbliższego, czwartkowego spotkania z cyklu „Rejs z dokumentem”, zostaną pokazane dwa filmy: „Przeżyć Afganistan” oraz „Spętany anioł”.

W czwartek (28 marca) w ramach cyklu „Rejs z dokumentem” w stołecznym kinie Kultura zostanie wyświetlony film „Przeżyć Afganistan”. Jego reżyserem jest Małgorzata Imielska. Bohaterami tego obrazu jest piątka zawodowych żołnierzy. Dramaturgii dodaje fakt, że wśród nich jest para narzeczonych. Daleko od domu, w obcej dla nich kulturze i odmiennej rzeczywistości, pełnią swoją służbę. Codzienne patrole, padające strzały, wybuchające miny, gorąca atmosfera, obraz rozlanej krwi towarzyszący im każdego dnia, odciskają piętno na ich psychice. Mimo iż dwójka bohaterów brała już udział w podobnej misji (w Czadzie), to dla nich wszystkich było to wyzwanie, któremu towarzyszyły spore emocje i lęk przed utratą własnego życia.

Dokument rejestruje ciężkie szkolenia wojskowe, przygotowujące bohaterów by przetrwali misję w Afganistanie, ich wyjazd i pobyt w prowincji Ghazni oraz powrót do domu. Najtrudniejszy wydaje się być powrót do ‘normalnej rzeczywistości” i próba odpowiedzi na pytanie: jak dalej żyć? Obraz uniwersalny, pokazujący cenę jaką płacą zawodowi żołnierze za udział w misjach na frontach wojennych. (topdocfilm). Film został zaprezentowany na ubiegłorocznym Krakowskim Festiwalu Filmowym.

Drugim filmem, jaki w najbliższy czwartek będzie można obejrzeć w kinie Kultura, jest dokument „Spętany anioł”. Jego autorem jest Zbigniew Kowalewski. Film opowiada o Stanisławie Skalskim (1915-2004) generale brygady, pilocie i asie myśliwskim z czasów II wojny światowej, bohater Bitwy o Anglię, odznaczony Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militarii. Najlepszy Polski pilot myśliwski mający na koncie 240 lotów bojowych i 22 zestrzelone samoloty. Po powrocie do Polski w 1947 roku oskarżony o zdradę przez władze stalinowskie i skazany na karę śmierci, po czym wyrok zamieniono na dożywotnie więzienie. Zrehabilitowany w 1956 roku. W filmie Kowalewskiego pojawiają się okruchy wspomnień Jego Przyjaciół i bliskich. Również fragmenty wypowiedzi samego Skalskiego. Z tych strzępów historii, pożółkłych fotografii, dokumentów buduje się obraz bohaterskiego lotnika, patrioty, Polaka. Poznajemy Jego dramatyczne losy po powrocie do kraju. Aresztowanie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii i USA, więzienie na Mokotowie, w Rawiczu, we Wronkach. W sumie 8 lat, z czego 4 w celi śmierci. Tortury, bicie, głodzenie, całonocne przesłuchania. Wyszedł na wolność w kwietniu 1956 r. wycieńczony i schorowany. Nie obraził się jednak na ojczyznę, pozostał wzorem człowieka i obywatela.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Wielkanocny cud Odrodzenia

24 mar

Tuż przed Świętem Zmartwychwstania Pańskiego pamiętam, że większość chrześcijańskich świąt nakłada się z kalendarzem pogańskich obrządków, które miały dla ludzi podobne, a nawet o wiele szersze znaczenie. Również i dziś przed Wielkanocą snujemy osobiste refleksje związane z prawdą o tym, czy ten symboliczny akt zmartwychwstania Chrystusa jest dla nas osobiście. W Piśmie Świętym zawarte są wszystkie dogmaty wiary, bardzo poważne, egzystencjalne, ludzkie problemy, ale coraz bardziej oddalają się one od spraw duchowych, a coraz więcej jest dziś w tym obrzędu i folkloru. Na szczęście nie dla wszystkich… Wierni, agnostycy, innowiercy i pełni wątpliwości neofici uznają w Jego śmierci klęskę pokładanej w Zbawicielu nadziei. Wraz z ukrzyżowaniem Mesjasza umierało w jego wyznawcach chrześcijańskie miłosierdzie, siła wiary i moc przeznaczenia, o którym tyle słyszeli z jego ust. Mistrz – Nauczyciel, zaszczepił maluczkim nędzarzom i wielkim tego świata wrażliwość na los bliźnich. Nauczył ich, jak można wzajemnie sobie wybaczać to, że jesteśmy tylko marnymi ludźmi. Dziś nie wszyscy nawet wierzą w jego istnienie, a cóż dopiero mówić o powszechnym uznaniu jego nauk. Możemy jedynie docenić inspirację, jaka trwa od ponad dwóch tysięcy lat i nic nie wskazuje na to, aby ta iskra Boża kiedykolwiek zgasła. Odradza się ona każdej wiosny i budzi się wraz z rozkwitającymi krzewami i pąkami na młodych gałęziach drzew. To ekumeniczny, naturalny wymiar tego fenomenu, który ma metaforyczną wymowę i uniwersalny sens ponad teorią, systemami filozoficznymi i religiami całego świata. Każdy człowiek w tym okresie odnosi ponadczasowe sprawy śmierci i zmartwychwstania do siebie osobiście. Przeżywa je indywidualnie, niezwykle intensywnie i bardzo intymnie. Trudno to w jakikolwiek sposób opisać, bo treść tych prywatnych rozrachunków moralnych jest poza wszelkimi słowami. Oczywiście, chcielibyśmy, żeby tym razem, w jakiś cudowny sposób Zmartwychwstanie rzeczywiście ziściło się i przestało być dla nas tylko symbolem zwycięstwa życia nad śmiercią. Czasami wybitnemu Poecie uda się taktownie zwrócić naszą uwagę na bezlitosną naturę rzeczy nieuniknionych:

Daremne żale,
próżny trud
bezsilne złorzeczenia
przeżytych kształtów
żaden cud
nie wróci do istnienia

Umiera więc nie tylko Syn Człowieczy, ale bezpowrotnie mija w tym życiu miłość, a nawet pamięć o niej. Zapominamy o sobie i odchodzimy, a gdy już nas nie ma to jest właściwie tak, jakbyśmy rzeczywiście umarli… To jest bolesne i bezpowrotne. Ten nieodwracalny proces nie pozwala nawet łudzić się, że coś w nas odżyje i znów będziemy razem żyć w szczęściu, zgodzie, pokoju i miłości. Bez złudzeń, człowiek jest na to zbyt mały i słaby, żeby temu zaradzić i kiedy już to się stało, także nic na to nie poradzi. Ponad wszystkim rozpościera się zgoda i tylko uznanie swojej klęski może przynieść jakąkolwiek ulgę w cierpieniu. Sentencja Świętego Augustyna : „Cokolwiek zrobisz, będziesz żałował…” tylko z pozoru brzmi cynicznie, bo jej dopełnienie brzmi: „… więc nie martw się”. Przecież i tak nic naprawdę do końca od nas nie zależy. Trzeba zawsze ufać Bogu i ten akt chrześcijańskiej pokory daje nadzieję przetrwania najgorszych ciosów odrodzenia się po powrocie do normalnego życia. A na razie przed nami Wielkanoc – czas zmartwychwstania… Jeżeli nawet nie wszystko potoczy się po naszej myśli nie wolno się zrażać. Nigdy nie było tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Jutro, najdalej po świętach, przyjdzie odmiana i będzie lepiej. Ja w to usilnie wierzę… a przynajmniej, jak wielu innych, bardzo tego chcę. Dum spiro, spero… dopóki oddycham, mam nadzieję.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Benefis Juliusza Erazma Bolka

20 mar

To niesamowite i niepojęte, że w dobie wszechobecnej gospodarki rynkowej są jeszcze nisze, w której nie mówi się o pieniądzach, twardych prawach rynku, a zamiast o marketingu, rozprawia się o szlachetnej sztuce słowa. Działo się to w pierwszy dzień astronomicznej wiosny, w zabytkowej kamienicy literatów przy Starym Rynku w Warszawie. Nie po raz pierwszy uczestniczyłem w wieczorze literackim z zaproszoną do Klubu Księgarza elitą kulturalną Stolicy. Jednak tym razem naprawdę nie wiedziałem, jak mam się znaleźć podczas promocji wierszy Juliusza Erazma Bolka w najnowszym numerze miesięcznika „Poezja„. Wprawdzie na przestrzeni wielu lat, tu i ówdzie wydrukowano moje literackie drobiazgi, ale w tym numerze znanego periodyku zadebiutowałem w roli apologety i laudatora. Po prostu przedrukowano wpis z mojego bloga, gdzie staram się być szczery, bo to, co tu wypisuję, nie jest na sprzedaż. Wpisując swoje refleksje, doskonalę swój nieskładny język tak, jak Demostenes ćwiczył dykcję wkładając do ust oszlifowane falami Morza Śródziemnego, znalezione na plaży otoczaki. I oto znalazłem się w literackim salonie na Starym Rynku sam pośród miłośników poezji, wybitnych znawców literatury, znanych aktorów i autora, który od lat zaszczyca mnie swoją znajomością… W swojej laudacji nie ośmielam się oceniać autorskiego warsztatu Poety. Ograniczam się do przytoczenia subiektywnych wrażeń odbiorcy jego wierszy. W takich chwilach zawsze przychodzi mi na myśl cytat z wielkiego Poety Mazowsza, Władysława Broniewskiego:

Nie wiem, co to poezja
nie wiem, po co i na co
wiem, że czasami ludzie
czytają wiersze i płaczą

Na szczęście znaleźli się bardziej wykształceni i kompetentni znawcy, zdolni docenić i przetłumaczyć przybyłym widzom, klasę twórcy „Sekretów życia”, mnóstwa plakatów i tomików poetyckich. Przysłuchiwałem się tej, jakże imponującej elokwencją prezentacji entuzjastów poezji i aktorskiej interpretacji poematu, który cytowałem w swoim filmie: ” All the People’s World ” i kolejnych rozdziałach nie wydanej jeszcze książki: „Weronka, czyli serce… i nic więcej„. Ponieważ brak sponsorów na tak niszowe imprezy poetyckie, autor wierszy – bohater wieczoru, osobiście zadbał o wino i słodycze z winnym gronem na dodatek do Boskiego nektaru, który był podawany w obfitości bez ograniczeń. Spokojni o to, że niczego nam nie zabraknie przedłużaliśmy uroczystą prezentację poematu Juliusza Bolka popijając i zagryzając czerwone wino przepysznymi chrupkami i czekoladowymi ciasteczkami.

Notuję z pamięci ulotne momenty, bo te są dla mnie najcenniejsze. Oficjalną relacje opiszą zawodowi żurnaliści i wszyscy będą wiedzieć, że kolejna impreza literacka miała miejsce, kwota za wynajęta salę została opłacona i wszyscy zadowoleni rozjechali się do swoich ognisk domowych. Otóż nie, to zbyt mało, żeby oddać atmosferę prawdziwego święta, jakie na krótko, ale zaistniało na piętrze odbudowanej po wojnie kamienicy na Starym Rynku. Od osiemnastej z okładem prawie do dziesiątej wieczorem ucztowaliśmy spożywając wino z ojczyzną – polszczyzną, w której jesteśmy od lat, aż po szyję zanurzeni, kosztując słodycz winogron, porównywalną jedynie z frazą i melodią unikalnego metrum wierszy Juliusza Erazma Bolka. Miałem to szczęście być i obcować z ostatnimi Mokihanami, którym w epoce wszechobecnego Twittera, Facebooka i e – book ‚ów, chce się jeszcze wydawać i sprzedawać polską literaturę.

Wspomniałem jednemu z tych przedsiębiorczych, młodych ludzi o „Weronce„, nie mówiąc też nic o „Świętej Annie SamotrzeciejiMarcie – Hitler„. Uwagę Pana Tomasza z oficyny MANUSKRYPT zwróciło moje osobiste wspomnienie o moich rówieśnikach, sylwetkach Krzysztofa Lisowskiego, Andrzeja Kaliszewskiego, Jacka Bunscha, Włodka Jurasza, Piotra Łaguny, Bronka Wildsteina, Staszka Pyjasa, Urszuli Gałońskiej i Elżbiety Majewskiej ze Starego Gołębnika, filologów mieszkających w „Żaczku”, studiujących w gmachu przy ulicy Gołębiej 24, w Jagiellońskiej Almae Mater.
Starsi bywalcy Vieux Colombier to Jerzy Pilch, Zbigniew Bauer, Jerzy Stuhr, ale to już dla nas była legenda i talent pierwszej klasy, którą obserwowaliśmy, jak błyszczał pełnym blaskiem na deskach Teatru Starego przy Placu Szczepańskim. Wydawca uznał to wspomnienie, za godne druku, więc teraz myślę rozszerzyć dawno już opublikowany tekst „Czas niewinności„, który w redakcji rozrósł się do ponad stu stronicowego scenariusza filmowego. Wiadomo, że łatwiej wdrapać się na szczyt, niż z niego zejść. Muszę coś wybrać, koniecznie trzeba coś skrócić… tylko co skreślić? Oto jest pytanie!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wątpliwy fenomen Narratora

19 mar

lKażdy autor filmu dokumentalnego, oświatowego, promocyjnego, czy reklamy powinien zdecydować, czy napisany tekst komentarza wygłosi po prostu anonimowy lektor, czy wręcz przeciwnie, pokusi się o zainscenizowanie poszczególnych sekwencji dzieła i wydobyciu postaci Narratora na pierwszy plan.

Najłatwiejszą drogą do naśladowania gotowych wzorców jest zaangażowanie gwiazdora, jak to uczyniono w przypadku Burta Lancastera, czy jego, równie sławnego, czarnego brata w tej samej profesji. Morgan Freeman wystąpił z wielkim powodzeniem, w serii oświatowych filmów na temat zagadek Wszechświata i mikrokosmosu ludzkiego organizmu, pełnego medycznych zagadek. Ogromną popularność zdobył brytyjski dziennikarz ukazujący ciekawostki przyrodnicze zarejestrowane przez ekipę BBC na wszystkich kontynentach. Brat Davida, sir Richard Attenborough, był znanym reżyserem, autorem głośnego filmu o Gandhim.
On zaś niedawno popisał się oryginalnymi, choć wcale nie najmądrzejszymi poglądami na temat rzeczywistej kondycji psychofizycznej człowieka i kwestii jego rozmnażania. Porównując jakość osobistych wypowiedzi aktora i prezentowanych przez niego na ekranie komentarzy, wolę jednak te wyuczone, wcześniej napisane przez fachowców teksty. Narrator ( podobnie, jak reżyser) nie musi być wcale znawcą głównego tematu, jaki pokazuje i odkrywa przed widzami, ale bezwzględnie musi sprawiać na nas takie wrażenie.
Nie wystarczy, że aktor dobrze wygląda. Burt Lancaster wyglądał, co najmniej jak wódz, generał armii walczących w drugiej wojnie światowej. Dlatego słuchano go z wielkim zainteresowaniem, podobnie, jak udziela się nam widoczne zafascynowanie sztuką autora i narratora w jednej osobie. Realizujący serial o sztuce i jej autorach dla Channel IV, Waldemar Januszczak oprowadza widza po epokach, stylach artystycznych i wprowadza go w nieznane tajemnice, których darmo szukać w podręcznikach historii sztuki. Narrator powinien sprawiać wrażenie, że jest najbardziej właściwą osobą do odkrywania przed nami nieznanych światów i dzielenia się z odbiorcą swoją olbrzymią wiedzą.
Oczywiście, wszystko, co powie, zostało wcześniej zredagowane i sprawdzone przez, zatrudnionych przez producenta filmu, researcherów. Aktor w mundurze powinien wyglądać na ekranie, jak rasowy oficer, w kombinezonie lotniczym, jak urodzony myśliwiec – fighter, a jeśli jest w dezabilu, musi być prawie tak przystojny i sprawny, jak członek ekipy olimpijskiej kadry narodowej. Te pobieżne z konieczności uwagi dotyczą oczywiście obu płci, bo zupełnie zrozumiałą decyzją obsadową jest zatrudnienie narratorki do opowieści o losach brytyjskich królowych, tym bardziej, że relacjonująca tajemnice historii kobieta sama napisała cały tekst i znała temat filmu, jak nikt inny. Taki znawca jest skarbem każdego realizatora.
U nas kimś takim był Bogusław Wołoszański, chociaż od razu naraził się historykom, którzy lubują się w wyszukiwaniu niekonsekwencji, nieścisłości i przeinaczeń w programach sygnowanych jego nazwiskiem.
Kiedyś wydawało mi się, że nie ma nic prostszego, niż wziąć mikrofon do ręku i powiedzieć, co najważniejsze w moim filmie. Wprowadzający nas do podstaw i tajników wiedzy o mediach, mistrzowie reportażu powtarzali po wielokroć, że najważniejszy w programie jest temat i bohater, a nie autor. Dlatego w tym osobistym cyklu refleksji o komentarzu, tak ważny jest wątek narratora.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

No more about comments

18 mar

Last but not least, o komentarzu można by rozprawiać w nieskończoność, albo zupełnie zamilknąć i polegać na własnej intuicji. Moje poprzednie rozważania na temat jego miejsca w filmie i rozmaitych odmianach tego niezwykle ważnego składnika każdego utworu, dotyczą jedynie tych, którzy cierpią na brak inwencji. Natomiast Ci, którzy mają mnóstwo pomysłów i ponosi ich fantazja, mogą w ogóle darować sobie lekturę moich kilkunastu stron na temat komentarza. Sami napiszą go tak, jak uważają za stosowne i tak, jak im serce dyktuje. Nie napisałem jednak wszystkiego zachowując tajemnicę dobrego tekstu dla siebie tak, jak każdy kucharz nie zdradza właściwych proporcji składników wyśmienitego dania, z którego słynie jego restauracja. To samo radzę piszącym komentarz autorom. Nie należy ujawniać całej swojej wiedzy na temat poruszany w filmie, chociaż nie wątpię, że zanim przystąpił on do pisania zgłębił go równie szczegółowo, jak wszyscy eksperci zatrudnieni na etapie powstawania i podczas produkcji dzieła. Widz nie powinien być informowany o całości spraw stanowiących kompozycję książki, scenariusza, ostatecznie filmu. Tylko w pracy naukowej wyłuszczamy je w komplecie, co do najdrobniejszego szczegółu. W filmie wystarczy zaprezentować jedynie najistotniejsze tezy, błysk diamentu, bez mikroskopijnego zbliżenia jego wewnętrznej struktury. W tym wypadku ta pozorna powierzchowność w ujęciu tematu nie oznacza jego spłycenia. Trzeba bowiem wyzwolić w widzu ciekawość i jemu samemu pozwolić nadal drążyć poruszane przez nas zagadnienia. Ludzie po wyjściu z kina powinni cierpieć na niedosyt wrażeń oraz wiedzy, dyskutować ze sobą o tym i wzbudzać zainteresowanie w środowisku swoich znajomych. O tym wspominał Zbigniew Herbert, który rolę artysty i jego sztuki widział nie w wyjaśnianiu tajemnic, a w odkrywaniu ich przed ludźmi i stawianiu zasadniczych pytań, które są dopiero wstępem do zrozumienia zagadki Wszechświata. Oczywiście ukazywanie ludziom uroków naszego świata, tu, na Ziemi jest najważniejszą rolą Poety, który sławi jego niepowtarzalne piękno. Wspaniałe filmy o gwiazdach i planetach nie są w stanie pokazać nam tego, co się dzieje wewnątrz Słońca, czy nawet naszej Ziemi, ani na Marsie. Wszystko, co wiemy i przypuszczamy podajemy jako zbiór hipotez i pojęciowy model naszych wyobrażeń o tym, co wielokrotnie przerasta możliwości ludzkiego pojmowania. Realizatorzy tych filmów posługują się trójwymiarowymi ilustracjami pojęć, które stara się nam przybliżyć autor komentarza i astronomowie. Gdyby telewidzowie otrzymali wszystko na tacy, poczuliby się zaspokojeni i po prostu poszliby do domu przekonani o tym, że świat jest tak prosty i wytłumaczalny, jak im to pokazano na ekranie. A przecież wszyscy doskonale wiemy o tym, że tak wcale nie jest. Wychowałem się na rewelacyjnych filmach o teoriach Erika von Daenikena, przed którymi wydawało mi się, że w kinie dokumentalny film nie ma racji bytu, bo nikt na to nie pójdzie. Tymczasem na takie rewelacje, jak „Pieski świat – Mondo Cane” z minimalną ilością komentarza, „ Koyannis Katsu„, który jest zupełnie jego pozbawiony, z wyjątkiem motta i końcowej informacji, waliły tłumy widzów z całego swiata. Film dokumentalny osiąga niekiedy lepsze wyniki finansowe, niż niejeden film fabularny, czy musical, bo widzowie często powracają do kina, albo życzą sobie powtórnych emisji w telewizji, aby powtórnie przyjrzeć się ciekawie pokazanej rzeczywistości… tej, w której żyją i wydawało im się, że ją doskonale znają, ale po obejrzeniu filmu patrzą na nią już zupełnie inaczej, jakby to był zupełnie inny świat. Wcale nie twierdzę, że olbrzymie powodzenie tego gatunku jest spowodowane celnym komentarzem. To wcale nie musi być sążnisty, uczony elaborat. Niekiedy tekst komentarza jest literackim majstersztykiem i arcydziełem samym w sobie. Czasem wystarczy jednak o wiele mniej. Właściwie dobrane motto, umiejętnie zredagowane pytanie, a już jest to element wywołujący niepokój, intelektualny ferment, zaczyn dłuższego procesu rozwoju zainteresowania dziełem, o jakim dzisiaj marzy niejeden dystrybutor filmów na świecie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS