RSS
 

Archiwum - Listopad, 2011

pogrzeb polskiego pilota

27 lis

Ileż to razy, nie tylko nasi, historycy zachwycali się nad wyczynami pilotów tworzących chlubną tradycję tzw. "polskiej szkoły latania". Urodzony w Warszawie Tadeusz Sawicz bronił Stolicy przed atakami niemieckich samolotów myśliwskich i bombowych. Ukończył słynną Szkołę Orląt w Dęblinie, po czym w czasie obrony warszawskiego nieba uratował od śmierci słynnego asa przestworzy, późniejszego dowódcy polskiego dywizjonu RAF – Aleksandra Gabszewicza. Zaczął po prostu strzelać do Niemca, który usiłował zabić opadającego na spadochronie kolegę. Miałem honor spotkać w Toronto Pana Sawicza jeszcze w dobrej formie i zarejestrować na taśmie długą rozmowę o jego udziale w walkach powietrznych, o przyjaciołach z dywizjonu i kobietach jego życia. O wszystkim mówił szczerze, bez ogródek opowiadając o popularności polskich lotników wśród opuszczonych przez ( poległych i służących w odległych krajach Brytyjskiego Imperium) mężów kobiet. Jego małżeństwo z przyjaciółką matki 315 dywizjonu Dęblińskiego nie przetrwało z racji ekonomicznych, ale podobny związek pilota Franciszka Gabryszewskiego przetrwał przez długie lata. As lotnictwa amerykańskiego zasłynął potem w wojnie koreańskiej jako Frank Gabresky. W Nowym Jorku oglądaliśmy okolicznościową wystawę urządzoną przez Stowarzyszenie Polskich Kombatantów ku jego czci. Nie żyje już Gabresky i jego śladem podążył Tadeusz Sawicz. Urna z jego prochami zostanie złożona na miejscu wiecznego spoczynku w rodzinnym mieście. Wielki pilot i dowódca zostanie honorowo pożegnany przez lotników i miłośników historii polskiej awiacji. Myślę, że warto uwiecznić tę wspaniałą postać tak, jak udało się przed laty ocalić od zapomnienia postać gen. pil. Stanisława Skalskiego. Dysponujemy wystarczającą ilością nakręconego materiału i nie musimy czekać, aż zrobi to za nas jakiś angielski czy amerykański dziennikarz. Jesteśmy w stanie własnym sumptem tego dokonać, a wiemy, że to nasz wielki duchowy dług wobec zmarłego bohatera i oczywista powinność. W poszukiwaniu sojuszników tego przedsięwzięcia zwróciłem się do posiadającej środki produkcyjne i odpowiedni budżet, Telewizji Polskiej. Mam nadzieję, że ta nazwa zobowiązuje redaktorów do podejmowania odpowiednio słusznych decyzji. Drugim źródłem powinien być Mazowiecki Fundusz Filmowy, bo to przecież film o urodzonym warszawiaku.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

kolejny Zjazd SFP

27 lis

W sobotę, na parterze warszawskiego hotelu Sofitel Victoria odbył się zjazd, obchodzącego jubileusz czterdziestopięciolecia istnienia, Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Nie będzie dla nikogo niespodzianka, że delegaci znów zaufali Jackowi Bromskiemu wybierając go na Prezesa SFP. Skład Zarządu także jest podobny ulegajac jedynie kosmetycznym przetasowaniom personalnym. Jest to jednakże ten sam zespół ludzi twardo walczący o prawa filmowców do tantiem za emitowane na ekranach telewizji filmy. Dla mnie osobiście coraz bardziej ważna jest poparta konkretami deklaracja opieki nad seniorami, bo mój debiut odbył się jeszcze w dawnych, mrocznych latach komunizmu, pod koniec XX wieku. Coraz mniej mnie interesuje praca, za którą żaden filmowiec nie obłowił się i nie może spokojnie egzystować. Jeżeli czytam oświadczenia majątkowe posłów, którzy po jednej kanedcji w polskim parlamencie mają majątek wartości kilkunastu milionów złotych, to jestem ciekaw, gdzie tak szybko można się dorobić… na pewno nie w sztuce, a w kinematografii juz na pewno nie, bo ona jest w stanie zastoju od kilkunastu lat po przełomie wieków. Nic się takiego nie stało też po wstapieniu Polski do rodziny nowoczesnych państw europejskich. Wbrew optymistycznym zapowiedziom miód i śmietanę zbiera kilku baronów filmowych nie dopuszczając do skromnego budżetu PISF ani młodych, ani rówieśników, ani tym bardziej nestorów polskiego kina. Od czasu do czasu dla dobrego wrażenia władze kinematografii finansują kilka wybranych scenariuszy, ale to nie daje pracy większości bezrobotnych twórców. Obserwowałem tę elitę umysłową kraju w podniszczonych kurtkach, wytartych butach, z ogniem w oczach opowiadających sobie nawzajem o dawno zapomnianych dokonaniach i zdobytych nagrodach. Trzymają je na półkach w swoich skromnych mieszkaniach, za które coraz trudniej jest im teraz regulować czynsz i opłaty eksploatacyjne za dostarczane media. Skoro tym członkom intelektualnej śmietanki Warszawy i Polski, z trudem przychodzi walka o przetrwanie, to jak można sobie wyobrazić ich możliwości pozostawania na bieżąco z życiem literackim, teatralnym a nawet filmowym, skoro zlikwidowano darmowe dla nich bilety do kin. Pałaszujący z apetytem darmowy barszcz ukraiński i wyborne dania obiadowe nie myśleli w takiej chwili o swoich codziennych problemach. To było ich święto. Kandydaci do Prezydium SFP liczyli na ich głosy, dlatego tak wspaniale ich ugościli. Na pożegnanie każdy otrzymał firmowy kalendarz i jubileuszową księgę pamiątkową, w której mógł odnaleźć swój własny wizerunek na fotografii zrobionej w chwili przyjęcia w poczet członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Też się tam odnalazłem… taki młody i ufny w siłę swojego talentu… Dziś wiem o wiele więcej, ale czy przez to straciłem złudzenia?… Chyba nie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stereo, w kolorze i na wyciągnięcie ręki

25 lis

Zorganizowane przez  biuro MEDIA DESK Poland warsztaty z technik Stereo 3D cieszyły się tak wielkim powodzeniem, że dla chętnych zabrakło sluchawek i aparatów umożliwiających korzystanie z rezultatów pracy tłumaczy. Wyglądało to komicznie, bowiem para lektorów pracowała na zmianę w pocie czoła, ale ich pracę mogła docenić nieliczna garstka szczęśliwców, którym udało się otrzymać urządzenia odbiorcze. Jest to o tyle ważne, że terminologia techniczna ściśle wyjaśnia mechanizmy rejestracji i emisji trójwymiarowego obrazu filmowego. Nie da się tego wyeksplikować językiem potocznym, który można intencjonalnie pojąć znając większość słów w obcym języku. Akurat tutaj operowano angielskim, więc piąte przez dziesiąte rozumiałem, ale patrząc po twarzach sąsiadów zauważyłem, że nie tylko ja poczułem się po pewnym czasie zagubiony. Ten organizacyjny niewypał nie znaczy jednak, że warsztaty Mastering 3D i wprowadzenie do międzynarodowego programu Dimension 3 było całkowitą porażką. Oglądając przykładowe realizacje barwnych teledysków w technice stereo 3D i fragmentów programów telewizyjnych wyobrażałem sobie trójwymiarowe relacje z meczów Euro 2012 rozgrywanych w Polsce i na Ukrainie. Wykładowcy zapoznali nas z historią tej wspaniałej techniki wizualizacji, która sięga początków XX wieku. Przezwyciężano trudności technologiczne i bariery odkrywając po drodze inne sposoby prezentacji dzieła filmowego na ekranie. Okazuje się, że głośny "Avatar" jest zupełnie inaczej montowany w wersji trójwymiarowej w porównaniu z dynamiczniejszą wersją nie wymagającą oglądania przez specjalne okulary. Publiczność ich nie znosi i dopóki nie zostanie wynaleziony sposób na rezygnację z nich podczas seansu, kino trójwymiarowe pozostanie jeszcze niszą na rynku multimediów. Oczywiście, wdziera się ono ekspansywnie poszerzając pola eksploatacji dzieł uznanych reżyserów z gwiazdami światowego formatu na ekranie S3D. Wiele już zrobiono w tej dziedzinie, ale przed nami wielka niewiadoma. W kinematografii technologia, sztuka i nauka zawsze szły ze sobą w parze. Nie inaczej dzieje się to we współczesnych mediach. Telewizja chętnie by przejęła technikę, jaką już stosuje kino, ale mniejszy rozmiar ekranu utrudnia korzystanie z wynalazku, który na razie niedostepny jest do powszechnego użytku przez posiadaczy telefonów komórkowych. One mają po prostu za mały ekran.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nadmiar obfitości

24 lis

Aż dziw bierze, jak wiele w Stolicy możliwości ciekawego spędzenia czasu. Pisał kiedyś o tym skompromitowany mniej czy bardziej chlubną przeszłością Zygmunt Broniarek. Uginajace się pod ciężarem metalowych pojemników z gorącą karmą stoły sprawiedliwości czekają, aż głodny tłum dziennikarzy spałaszuje ich zawartość. Dla kawoszy i miłośników herbaty wystawione są ciasteczka i zimne soczki dla odmiany. Szczerze mówiąc, dziś już nikt nie przyjdzie na organizowane zebranie, uroczystośc czy środowiskowy zjazd, jeżeli nie ma tam bufetu z czymś dla ciała. Wiadomo, że przez żołądek trafia się do serca. Na dobrą sprawę, można w ten sposób (bywając we właściwych miejscach o właściwej porze) sporo przytyć nie wydając ani grosza na jedzenie. Należy tylko nosić stosowne ubranie i mieć w kieszeni odpowiednią legitymację. Tyle o atrakcjach, zaś druga strona medalu wygląda trochę mniej wesoło. Cóż bowiem sądzić o europejskich programach pomocowych, jeżeli gros przeznaczonych środków przejadają uczestnicy ogromnej liczby szkoleń. Uczestnicząc w kilku z nich zaobserwowałem, że wielu kandydatów bierze w nich udział głównie dlatego, że może się po prostu najeść. Przypuszczam, że droga do uzyskania funduszy jest tak zawiła i najeżona trudnościami, że otrzymują je naprawdę nieliczni. Wiem, o czym mówię, bo sam próbowałem wziąć udział w takiej próbie zakładając firmę i przymierzając się do złożenia wniosku o dofinansowanie działalności. Gdybym miał namawiać właścicieli nowo otwartych firm do powtórzenia mojej drogi przez mękę, to nie miałbym czystego sumienia. To samo dotyczy programów stypendialnych i konkursach ofert, w których uczestniczą artyści kina, twórcy radiowi i telewizyjni. Obejdą się smakiem, bo konfitury dawno już są zjedzone, a na pewno napoczęte przez tych, którzy zawsze są bliżej pańskiego stołu. Obym nie miał racji, ale planowane w ostatnim dniu listopada spotkanie kierownictwa telewizji publicznej z dokumentalistami jest raczej próbą wygaszenia nastrojów środowiska filmowego, które wrze i jest prawdziwą grupą oburzonych. Oni już po prostu nie mają z czego żyć, bo wciąż czekają na otwarcie kiesy ze strony głównego Mecenasa. On zaś nie chce przyznać, że król jest nagi i na pogrążającym się w odmętach absurdu "Titanicu" może tylko wykonywać teatralne gesty. Przypomina to dyrygowanie, ale zabrakło armat i orkiestry.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS