RSS
 

Archiwum - Październik, 2010

FILMOWA PUSZKA PANDORRY

31 paź

Jakie to szczęście, że nie opowiadam swoich historii na deskach scenicznych, ani też bezpośrednio podczas spotkania z publicznością… Film ma tę ogromną zaletę, że po zamknięciu wszystkich prac montażowych stanowi on stałą, niezmienialną strukturę, w której nie zachodzą żadne zmiany. W teatrze jest przeciwnie, bo aktorzy się starzeją, umierają, zespół się rozpada, a w każdym filmie pozostaje to, co zostało zarejestrowane na taśmie. Nieustanne obcowanie z osobami, które choć przez moment przewinęły się w okolicach kamery powoduje ich coraz większe zbliżenie ze wszystkim o czym myślę, chociaż one same nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Wpatruję się uważnie w ich twarze i sylwetki analizując każdy ruch i mimikę. W tym nie ma nic nadzwyczajnego, bo z każdego nakręconego ujęcia trzeba wybrać najpiękniejsze, a przynajmniej to, które wolne jest od błędów technicznych. Przypomina ten proces głęboką kontemplację pogrążonego w modlitwie mnicha. Montażownia jest taką pustelnią i rozmównicą, gdzie nie da się ograniczyć do wymiany opinii i uwag technicznych. Szczera rozmowa o scenariuszu, komentarzu i nakręconym materiale jest podstawowym warunkiem zrozumienia filmu przez pierwszego widza, jakim jest montażysta. Jeżeli on nie przejmie od autora pomysłu jądra idei i nie podchwyci jego osobistych zamiarów, to trzeba się przyznać do porażki. To samo dzieje się w relacjach z operatorem filmowym, a przede wszystkim z aktorami, którzy przez pewien czas są wymyslonymi postaciami ze scenariusza. Podtrzymuję tę delikatną więź porozumienia, jakie wyczuwałem podczas kręcenia zdjęć na planie. Staram się w podobny sposób budować relacje z wolontariuszkami zaangażowanymi w dość intymny proces ilustracji muzycznej prawie godzinnego filmu. Po wysłuchaniu pierwszych próbnych plików przekonałem się, że obie debiutantki poradzą sobie ze skomplikowaną materią dźwiękową. Oprócz muzyki mamy mnóstwo efektów do synchronicznego podłożenia i tonu starych kronik filmowych z przedwojennego Iluzjonu. Bez porozumienia w trakcie żonglowania tak różnymi partiami dzieła, ilustracja jest zaledwie prozaicznym wypełnianiem ciszy technicznej. W filmie o Janinie Lewandowskiej chodzi jednak o przywołanie z przeszłości świata tragicznie zmarłej bohaterki. Poświęcam tłumaczeniu tej historii sporo czasu na korespondencję, bo rozmowa nie zawsze jest możliwa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

czas nieustannej próby

30 paź

Miałem już nie wspominać o niesamowitej montażystce, ale pozwolę sobie jeszcze ten jeden, jedyny raz wspomnieć o niej reasumując swoje odczucie po wstępnej wersji filmu. Zaprezentowałem ją kompozytorce, ale usunąłem się w cień, aby sama obejrzała obraz i ton. Mam tendencje do rozgadywania się, co nie ułatwia pracy montażystce, która słusznie mówi, że nie słyszy wtedy własnych myśli. Staram się wyjaśnić swoje oczekiwania, ale dziewczyny pojmują w lot to, co jest poza wszelkimi słowami. Montażystka wolała by, aby autor znał swoją koncepcję i trzymał się jej podczas układania kolejnych scen filmu. Chociaż mam to dokładnie spisane na papierze i we wszelkich dostępnych bankach pamięci, trudno się ustrzec od zmiany pierwotnego planu. Z pamięci przywołuję usłyszaną przed laty uwagę aktora Teatru STU w Krakowie, który podczas jednej z prób zwierzył mi się, że im bliżej premiery, tym bardziej dojrzewa konieczność zmiany koncepcji spektaklu. To głęboko przemyślana prawda i ma zastosowanie, zarówno w teatrze, jak we wszelkiego rodzaju programach, widowiskach, a na pewno we wszystkich moich filmach. Stopniowo zacząłem sobie zdawać sprawę z faktu, żenie ma chyba innej metody dochodzenia do finalnego kształtu dzieła, jak metoda prób i błędów. Wciąż marzę o takiej chwili, kiedy wreszcie nie będę musiał znosić pytającego spojrzenia moich współpracowników, którzy oczekują mojej decyzji. Myślą, że ja wiem, co zrobić, żeby scena poruszyła tłumy widzów, a o tym człowiek nie ma pojęcia. Nie jest przecież Demiurgiem, najwyżej świetnie go udaje… Bez wielkiej przesady stwierdziłem swoją niekompetencję w kwestii przewidywania reakcji i nastrojów przyszłego audytorium, ale to nie znaczy, że nie ufam intuicji. Dzięki niej potrafię robić piękne, wzruszające filmy dla wrażliwych ludzi. Inne zlecone mi prace przychodzą mi z trudnością i wtedy okrutnie się męczę nie wspominając o tym, co czeka widzów, kiedy przypadkowo włączą telewizor aby obejrzeć coś ciekawego. Bez przesady, ludzie oglądają wszystko, co emitują nadawcy, ale każda zmiana kanału jest artystyczną porażką autora. Juliusz Erazm Bolek wydaje się być odmiennego zdania ćwicząc wszelakie formy prezentacji swojego najgłośniejszego poematu: "Sekrety życia". Jest tak zaaferowany doczesnymi problemami związanymi z dystrybucją, że nia ma czasu na podobne dywagacje, na jakie czasami sobie jeszcze pozwalam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

we własnym i bratnim imieniu

29 paź

Ponieważ moja niezastąpiona montażystka mogłaby być zdziwiona przypisywanymi jej myślami postanowiłem nie kryć się za poglądami ludzi, którzy ciekawią mnie i na swój sposób fascynują. Z drugiej strony wydaje mi się dużo ciekawsze od wpisywania własnych refleksji to, jak o świecie wypowiadają się inni nasi bliźni. Wcale nie musimy się z nimi zgadzać, ale różnorodność opinni sprawia, że nasze życie nabiera kolorów. Właśnie dlatego dzielę się ze swoim bratem i siostrą wszystkim, co mam do zaoferowania, a ponieważ niewiele mam, to stać mnie na hojność a nawet rozrzutność. Mogę podzielić się, a nawet ofiarować nędzne resztki iluzji sławy, bogactwa i chwały, której na tej Ziemi doświadczają nieliczni wybrańcy. Już teraz o tym wiem, ale dawno temu nie mogłem pogodzić się z niesprawiedliwością tych decydentów, którzy w czasach zamierzchłej "komuny" rozdzielali nagrody, talony, apanaże i tym podobne zaszczyty. Przywiązywały one obdarowanego do swojego łaskawcy na długie lata… niekiedy na całe życie. Z dawno minionego okresu pozostała we mnie osobista zadra i niezgoda w jednej zasadniczej sprawie. Zapoznałem się z historią najnowszą na tyle dokładnie aby zrozumieć, że kłamstwo było przed laty koniecznością. Inaczej nie dało się żyć w zakłamanym ustroju, pełnym fałszywych bohaterów i bezwartościowych "wartości". Moralność socjalistyczna była zaprzeczniem chrześcijańskiej moralności, a słowo – demokracja wypaczało klasyczny sens tego pojęcia. Miałem nadzieję, że po przewrocie i zwycięskich wyborach czerwcowych nastanie wreszcie bratnia miłość i powróci w nas wiara w potrzebę normalnych międzyludzkich relacji. Niestety, żadne z tych marzeń nie ziściło się nawet częściowo. Zła sztuka po premierze otrzymuje wspaniałe recenzje, zły minister jest chwalony, zamiast iść do więzienia za przekręty, a niekompetentny polityk nadal rządzi pogrążając kraj w gospodarczej ruinie. Ktoś słusznie mógłby zaprotestować przeciwko ogólnikom domagając się konkretów… Ja jednak posłużę się analogią Mistrza biskupa Krasickiego, który we wstępie do bajek opisywał idealne charaktery pierwszych osób w państwie. Tam również padł zarzut: "Cóż to za bajka, wszystko to być może"… Odpowiedź: "Prawda, ja to jednak między bajki włożę". Minęły ponad dwa wieki od zapisania sceptycznej opinii o elitach. Po tylu latach wypada mi się tylko pod nią podpisać obiema rękami i palcyma.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

TECHNOLOGIA I SZTUKA

28 paź

Przed przystąpieniem do sesji nagraniowej montażystka sporządziła dysk z pierwszą, roboczą wersją filmu. Tytuł "Z nieba do nieba" zastąpił pierwotną "Lotniczkę z Katynia". Wcześniej nie miałem pojęcia, jak zastąpić nie najlepszą zbitkę słów i nagle olśniło mnie podczas jednej z przerw w montażu obrazu i tonu. Janka Lewandowska, jak każda zachwycona kobieta, bywała w siódmym niebie szybując pod obłokami w wyobraźni i w rzeczywistości. Jeśli chrześcijańskie niebo naprawdę istnieje, to po tragicznej śmierci ona trafiła tam z całą pewnością. Do dzisiaj nas zresztą zadziwia inspirując w czasie pracy nad filmem. Niespodziewanie, w jej trakcie pojawia się mnóstwo problemów technicznych. Wiążą się one z potrzebą nieustannego sprawdzania powstającego komentarza z materiałem, jaki mamy do dyspozycji. Nakręcone ujęcia nigdy by nie wystarczyły do zilustrowania treści i metafor, jakie mamy zamiar wyeksponować. Muszą one mieć odpowiednią jakość, bo film jest kręcony w formacie High Definition. Nie wystarczą więc fotografie ściągnięte z sieci. Trzeba je wykonać samemu, bo staranne skanowanie reprodukcji daje obraz w zbyt dużej rozdzielczości. Komputer nie radzi sobie zmuszony do przyjmowania zbyt dużych plików i wielkich formatów. Na szczęście współczesna technologia dostarcza nam niezwykłych możliwości rejestracji w bardzo przyzwoitej jakości. Nawet wykonane zwykłym aparatem komórkowym zdjęcie nadaje się  do użycia podczas profesjonalnego montażu dźwięku i obrazu. Ton zresztą także… Po przetworzeniu muzyki i efektów, jakich wiele na serwisach obywatelskich wystarczy nawiązać kontakt z autorem. Ludzie chętnie godzą się na oddanie swojego dzieła, aby zaistniało gdziekolwiek. Po to przecież prezentują w Internecie próbki swojego talentu i umiejętności. Nieprzyzwoicie skromny budżet realizowanego projektu filmowego zmusza nas do tego rodzaju poszukiwań. Przy okazji poznajemy mnóstwo nowych, bardzo interesujących ludzi. Środowisko filmowców nie jest wielkie i twórcy niechętnie ustępują miejsca swoim potencjalnym konkurentom. Tymczasem odświeżenie zmurszałych struktur kinematografii, mediów i wymiana krwi jest konieczna, jak oddychanie. To bardzo dziwnie brzmi w ustach zbliżającego się nieuchronnie do sześćdziesiątki reżysera. Trudno wszakże zamykać oczy i uszy na oczywiste fakty i głos prawdy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

daleko bliżej końca…

26 paź

A cóż to za sprzeczność?… Jedno słowo przeczy sąsiadującemu! Trawestując klasyka: "Myśl przeczy głosowi, a głos myślom kłamie"… Żarty na bok, bo powoli zbliżamy się wraz z montażystką do w miarę klarownego obrazu dokumentu przybliżającego ludziom postać porucznik pilot Janki Lewandowskiej. Pozwalam sobie na zdrobnienie jej imienia aby zaznaczyć bliskość tej osoby, która z każdym dniem obcowania na planie i w montażowni stała się integralną częścią naszej wspólnej codzienności. Odchodząc od komputera robię poszukiwania na jej temat w sieci Internet. To stamtąd właśnie pochodzi znaczna część artykułów, opracowań, ikonografii i dokumentów związanych z jej osobistą gehenną. Wraz z doświadczoną edytorką tonu i obrazu filmowego brniemy przez kolejne zdania raptularza Janiny Lewandowskiej wyławiając z tekstu każdą fałszywą nutę. Niezależnie Ania Mikulska poświęca swój cenny czas filologicznej analizie komentarza poddając go obróbce stylistycznej. Mistrz Wajda miał rację twierdząc, że większość pracy przy filmie przypomina piłowanie laubzegą. Niewiele w tym procesie jest aktów strzelistych i artystycznego natchnienia. W tej mozolnej robocie trzeba naprawdę być bardzo uważnym i wyczulonym na każdy szczegół. Mamy teraz do polifonicznego rozplanowania oryginalną muzykę Anny Marii Huszczy z piosenkami w wykonaniu Ani Mikulskiej. Ponadto istnieje soundtrack kilku fragmentów arii z "Damy Pikowej" – ulubionej opery ojca bohaterki – generała Józefa Dowbora – Muśnickiego. Do tego trzeba dodać nagrania kronikalne i efekty sonorystyczne. Dokładnie ten sam stopień komplikacji dotyczy poszczególnych ujęć z reprodukcjami zdjęć, obrazów, plakatów, wykopiowań, forszpanów reklamowych oraz inscenizowanych zdjęć z planu filmowego w Poznaniu i Lusowie. Utwór planowany, jako pięćdziesięciominutowy film dokumentalny oscyluje na razie w granicach osiemdziesięciu minut. Jak zwykle występuje problem z wyborem zakończenia, którym może być przejście z bohaterką do współczesnych kontynuatorek jej lotniczej pasji. Jest także możliwość zastosowania klamry słynnego "Katechizmu Małej Polki" księdza Bełzy lub wiersza Mickiewicza wpisywanego przez małą Jankę do sztambucha koleżanki. Słynne powiedzenie świętego Antoniego brzmi: "Cokolwiek zrobisz, będziesz żałował"… więc, zgodnie z jego mądrą radą, na razie nie martwię się i wciąż mam nadzieję.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

albo, albo

24 paź

Działać, czy planować?… Myć ręce, czy nogi?… W obu przypadkach pytanie jest wybitnie retoryczne. Jasne, że w życiu trzeba pogodzić wszelkie czynności i wykonywać je w miarę harmonijnie. Jednakże w pracy reżysera istnieje koszmarnie długa faza montażu filmowego, podczas której niezmiernie trudno coś załatwić, czy zaplanować. Skupienie na formie i treści mozolnej układanki tonów i ujęć pozwala autorowi jedynie na regenerujący organizm sen. W tym bardzo twórczym okresie trudno oderwać się od filmu aby zadbać o realizację przyszłych projektów. Wymaga to przecież uruchomienia innego rodzaju aktywności i zgoła innego myślenia. W cywilizowanym świecie tę robotę wykonują za filmowca agenci i producenci. Pobierają za to określony w umowie procent z zysków reżysera, scenarzysty, aktora, czy innego twórcy kina. Zważywszy na mikroskopijne gaże i śmieszne sumy proponowane w umowach o dzieło takich profesjonalistów jest niewiele, a właściwie dla większości autorów oni są niedostępni. W ten sposób ukształtowany ład czy raczej chaos na krajowym rynku mediów powoduje, że artysta odbija się od ściany do ściany oczekując miesiącami na kolejną okazję do wykazania sie talentem. Wysokie wpisowe za udział gotowego dzieła w festiwalach filmowych sprawia, że tam są wyświetlane zgoła inne utwory, które powstały, zaś na widowni jest niewielu twórców kina, bo po prostu nie stać ich na hotel i bilet kolejowy, choćby nawet drugiej klasy. Pomijam delikatną kwestię jadła i napitku między seansami. Stąd olbrzymim powodzeniem cieszą się w Stolicy suto zakrapiane premierowe party  z uginającymi się od łakoci stołami. Szczęśliwcy, którym udało się wydębić zaproszenie mogą tam rozpoznać doświadczone osoby , które nie po raz pierwszy uczestniczą w takich przyjęciach. Mając odpowiednią listę instytucji i kontaktów można w ten sposób dostać kilka zaproszeń tygodniowo i dzięki temu bezkarnie rozkoszować się potrawami z kuchni całego świata nie wspominając o napojach. Zdradził mi ów sekret dawny pieszczoch władzy i jeszcze niezupełnie zapomniany, redaktor Zygmunt Broniarek. Jest to najbardziej popularna profesja wśród zapraszanych gości ministerstw, ambasad i centralnych instytucji blisko aktualnej władzy. Nic dziwnego, skoro dawniej podobnym powodzeniem wśród elit cieszyła się "Dama Kameliowa", teraz równie piękna może być jakaś wzięta dziennikarka.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

z urzędniczego punktu widzenia

24 paź

Film to jest ekipa… to prawda tak aktualna i stara, jak długo istnieje kino. Nie wszyscy członkowie grup filmowych są orłami. Nie mogę oceniać swoich współpracowników, ale większość z nich na pewno jest świetnymi gawędziarzami. Dostarczają mi większości tematów, jakie poruszam w swoich artykułach, a gdy zabraknie miejsca w prasie obywatelskiej, to na blogu. Ostatni dotyczy telefonicznej rozmowy montażystki moich kilku ostatnich filmów z urzędnikiem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wypada tu podkreślić znaczące słowo: KULTURY, bowiem urzędnik po usłyszeniu odpowiedzi na pytanie o zarobki członków Studia Filmowego KRONIKA dostał ataku histerycznego śmiechu. Grzeczność i profesjonalizm nakazuje powstrzymanie się od tak spontanicznej reakcji, nawet gdy wysokość uposażenia oscyluje w dolnej granicy jednej czwartej najniższej pensji w kraju. Urzędnik Ministerstwa Kultury… głownego mecenasa polskich artystów, postąpił tak, jakby nie zdawał sobie sprawy, że swoje stanowisko zawdzięcza istnieniu ludzi sztuki w Rzeczpospolitej. Bez ich twórczości nie miałby co robić w jednym z najbardziej okazałych gmachów na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. On zarabia dużo więcej, niż większość autorów scenariuszy, reżyserów, montażystów i aktorów. W prymitywnym śmiechu urzędasa od kultury biedna dziewczyna usłyszała  pogardę dla siebie i ludzi, którzy w pocie czoła pracują utrzymując olbrzymią czapę urzędników nad sobą. Paweł Kędzierski – reżyser i szef Studia Filmowego KRONIKA został zaproszony na rozmowę do Ministerstwa Gospodarki, gdzie przedstawiono mu propozycję nie do odrzucenia. Musi po prostu utrzymywać narzuconego mu z góry urzędnika, który jest przedstawicielem Rady Nadzorczej. Zważywszy szczupłość uposażenia członków Studia, pensja nowo przyjętej osoby pochłonie tyle  środków, że spowoduje to rychły upadek przedsiębiorstwa. Można oczywiście przeprowadzić prywatyzację, ale twórcy KRONIKI są biedni, jak myszy kościelne, chociaż i one dzisiaj są z pewnością bardziej syte. Urzędnicza buta i bezduszność w stosunku do artystów kina może wzbudzać odruch protestu i oburzenie, ale przecież ludzie sztuki nie zaprotestują, no bo w jaki sposób?… Strajk czy nawet przerwa w pracy nie wchodzi tu w rachubę, bo każdy szuka jej przez cały rok z mizernym skutkiem. Pozostaje modlitwa o przemianę zjadaczy chleba w Aniołów…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

montaż na półmetku

23 paź

Przekroczyliśmy już 30 minut pierwszej wersji filmu o porucznik pilot Janinie Lewandowskiej. Dźwięk jest w stanie roboczym a muzyczna ilustracja w zaledwie hipotetycznym zarysie. To dobrze, bo człowiek zanadto przywiązuje się do materiału, szczególnie gdy poświęca mu zbyt wiele pracy i uwagi. Na razie przyglądamy się aktorce, która odtwarza rolę tragicznie poległej bohaterki. Za każdym razem, gdy zatrzymujemy się przy inscenizowanych partiach dokumentu słyszę o zbyt mocnej, wręcz teatralnej charakteryzacji. Bez niej było by na pewno inaczej, ale nie jestem pewny, czy lepiej. Pewna ingerencja zawsze jest konieczna i nic samo z siebie nie zaistnieje. Reżyseria polega na nieustannym dopilnowywaniu szczegółów podczas realizacji i montażu. Z powodu błędów w kadrowaniu ikonografii pracowicie poprawiam niedoskonałości na stop klatkach w Photoshopie. To samo dotyczy komentarza, jaki ma przeczytać Anna Sandowicz. Póki nie będziemy z montażystką pewni, że stanowi on integralną całość z obrazem, na razie sam jestem lektorem i autorem raptularza napisanego podczas pobytu Janki Lewandowskiej w Ostaszkowie i Katyniu. Cóż z tego, że przepadł on wraz z tysiącami guzików i medali w dołach śmierci… Bohaterka mogła spisywać swoje myśli ku własnemu pokrzepieniu, a może i dla zbawienia duszy towarzyszy swojej niedoli. Dlatego, jeśli nawet pojawi się na kartach raptularza nuta patosu, usprawiedliwia to czas i miejsce ludzkiej tragedii. Grafomania także przystoi osobie związanej z lotnictwem, a nie literaturą i poezją. Ona ocierała się o wielki świat muzyki, teatru, kina, kabaretu, ale przede wszystkich była na dobre i złe związana z polską awiacją. Im dłużej przebywam w tym międzywojennym świecie Janiny Dowbor – Muśnickiej, secundo voto Lewandowskiej, tym bardziej przekonuję sie o jej wyjątkowości. Człowiek tak wielu talentów został okrutnie pozbawiony życia i nic tego nie cofnie. Moc chrześcijańskiego przebaczenia zbrodniarzy nie zmieni w Aniołów, tym bardziej, że zsąsiedzi zza Buga nie kwapią się do szczerego rachunku sumienia. Z tego powodu zdecydowałem się nie wchodzić z nimi w polemikę historyczną poprzestając na opowieści o jednej z tysięcy ofiar mordu dokonanego na nieludzkiej ziemi. Naukowcy mogą się spierać, czy winny jest Stalin, czy bezpośredni sprawcy. Ja wiem, że Janina Lewandowska została zamordowana i nie można o tym milczeć.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nakrętka zrobiona w butelkę

19 paź

Nie nakrętka oczywiście, ale naiwna montażystka, która opowiedziała mi historię z przerwy między profesjonalnymi warsztatami. Chciała zaspokoić pragnienie i nabyła za 8 złotych polskich butelkę wody mineralnej. Otrzymała od bufetowej w otwartej butelce zwykłą "kranówę". Przepisy zabraniają podawać butelek z zamknietym kapslem i nakrętką. Są one podyktowane doświadczeniem i względami bezpieczeństwa. To zrozumiałe, bo już niejeden bywalec stadionów wstrząsnąwszy butelką Coca Coli rzucał nią w tłum przeciwników, niczym granat i płyn rozpryskiwał się na kibiców wrogiej formacji. Ekspedientka wykorzystała przepis, żeby oszukać moją znajomą. Ona postanowiła nie kłócić się w tak piękny, pogodny dzień, nie dochodzić swoich praw, żeby nie psuć sobie humoru i nie tracić niepotrzebnie energii. Na meczu siatkówki w ursynowskiej "Arenie" spotkałem jednak gościa memoriału Ambroziaka, który upierał się, żeby bufetowa dała mu butelkę z zamkniętą, nienaruszoną zakrętką. Chociaż pocił się i wściekał, nic nie wskórał. Mógł, co najwyżej zrezygnować z uczestnictwa w imprezie. Gdyby rzeczywiście był bardziej uparty, mógłby zostać grzecznie lecz stanowczo wyproszony z hali sportowej. Po 11 września hasło zbiorowego bezpieczeństwa stało się wytrychem do zdyscyplinowania całego społeczeństwa, niezależnie od państwa. Pozbawienie części swobód obywatelskich znalazło swoje kolejne uzasadnienie, gdy do lokalu partii Prawo i Sprawiedliwość wszedł ktoś z zamiarem ostatecznego rozprawienia się z politycznym przeciwnikiem. Cokolwiek można sądzić o mordercy i zabójstwie politycznym, musimy kojarzyć narastanie agresji w kraju i poza jego granicami. To się nie dzieje tylko u nas, ale ogrania cały współczesny świat. Na naszym niewielkim teatrze działań europejskich usiłujemy jednak ogarnąć i poskładać oderwane fakty w coś na kształt logicznego systemu zdarzeń. Jak na mój gust, zbyt wielu szaleńców usiłuje dzisiaj pozbawić życia swoich ojców i znajomych ze srebrnego ekranu. Polska nie jest wcale snem wariata, a stanowi rzeczywisty byt państwowy. Ludzie mają prawo do informacji, co się rzeczywiście dzieje. Inaczej znów rozpęta się fala plotek i pomówień, jakie do dzisiaj krążą w zdezorientowanym społeczeństwie po katastrofie rządowego i prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Najwyższy czas na szczerość, nawet brutalną i bolesną. Bez tego możemy spodziewać się najgorszego. Wolę nie pisać, co to oznacza.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Rozmowa przez Ocean

19 paź

Z braku środków zdecydowałem się na przeprowadzenie wywiadu via Skype przez Ocean z płk pil. Bohdanem Ejbichem. Mąż Pani Anny Ujejskiej służył w 304 Dywizjonie Bombowym Ziemi Śląskiej. Wybranka jego serca służyła w Pomocniczej Służbie Kobiet WAAF. Rozmowa była filmowana wprost z ekranu. Wyszedłem z założenie, że nie ma sensu ukrywać charakteru transmisji, bo kamerka internetowa nie daje wystarczającej rozdzielczości obrazu. Najważniejsze, że ton dotarł w postaci doskonałej i czytelnej dla ucha. Dzięki temu będę mógl przytoczyć fragment piosenki dywizjonu przywoływany z pamięci jedynego świadka, który ją pamięta. Bohdan Ejbich wydał już dziewięć książek lotniczych, wiec jego opowieść była żywa i bardzo zajmująca… W przeciwieństwie do wcześniejszych wywiadów z lotnikami, którzy uznają, że chwalenie się swoimi wyczynami nie jest męskie. Stanisław Jura i Pan Ludwik Krempa mają na szczęście swoich kronikarzy. Komandor Mariusz Konarski i Miłosz Rusiecki są znawcami tematyki lotniczej i podzielili się z nami tym, co wiedzą na temat bombowców ze śląskiego dywizjonu. Przekonaliśmy się, że jego tradycje są żywe nie tylko wśród wojskowych pilotów z Siemirowic, ale także cywilów tłumnie uczestniczących w święcie 30 Eskadry Kaszubskiej. Dostałem ostatnio wiadomość od Pana Andrzeja Dąbrowy, że mogę liczyć jeszcze na wypowiedź pilota Witolda Modlińskiego. Należy jednak ustalić moment zakończenia rejestracji i zbierania materiału, żeby rozpocząć ostateczny montaż filmu. Będę zapewne wahać się przez pewien czas, ale widzę, że jest już sporo zdjęć, wywiadów i oprawy muzycznej do przestąpienia kolejnego progu pracy nad filmem. Właściwie powstaje on sposobem gosodarczym bez wielkich nakładów. Pracujemy bez honorariów z nadzieją przyszłego sukcesu. Liczymy na zainteresowanie emisją ze strony stacji telewizyjnych. Jeżeli ten film nam wyjdzie, zamierzam pokusić się omonografię pozostałych siedemnastu dywizjonów myśliwskich i bombowych. W końcu były to jedyne zwycięskie formacje polskie, które w czasie II wojny światowej odniosły rzeczywisty tryumf na polu walki. Pozostałe zwycięstwa zawłaszczali dla siebie alianci. Warto o tym pamietać nie tylko po siedemdziesieciu latach mijających po Bitwie o Wielką Brytanię. Gdyby ta autorska idea zyskała poparcie światłego Mecenasa przekonałbym się, że w tym kraju mam jeszcze sprzymierzeńców.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS