RSS
 

Archiwum - Sierpień, 2010

komentarz do „Lotniczki z Katynia”

31 sie

Montażystka "Lotniczki z Katynia" nie polubiła tego tytułu, nawet w swojej roboczej postaci. Mam ochotę zmienić go na "Pamiętnik…" albo "Dziennik z Katynia", chociaż Janina Lewandowska (nie z własnej woli) zmieniała miejsca swojego pobytu na nieludzkiej ziemi. Ryzykowny zabieg relacjonowania własnego losu przez zamordowaną bohaterkę filmu wzbudzał jednak zaciekawienie uczestniczących w realizacji aktorów. Tych ludzi nigdy nie zawodzi intuicja, bo na planie i w studio pracują przede wszystkim sercem i duszą. Dlatego pozostałem przy tym zamyśle wprowadzając wszakże pewną korektę. Otóż, pomyślałem, że przecież więźniowie spisywali swoje myśli zabijając czas i strach, przelewając własną niepewność na luźne kartki, w kalendarzach i te w małych notesach. Nie jest wykluczone, że jedyna kobieta w otoczeniu tysięcy polskich oficerów powierzała swoje najskrytsze refleksje w taki właśnie sposób, jakby oddawała się modlitwie. Owszem, uczestniczyła w tajnych nabożeństwach, potajemnie wypiekała komunikanty do mszy, ale pisanie jest najbardziej intymną formą rozrachunku z Losem. Wolę używać tego zamiennika, aby nie mieszać Boga do ludzkich spraw, nawet jeśli biedny człek ociera się o Wieczność i nieuchronną śmierć. Osobista relacja porucznik pilot Janiny Lewandowskiej ma tę zaletę, że zyskuje walor wyznania, a to zawsze wzbudza ciekawość czytelnika, odbiorcy, widza i słuchacza. Na wstępie pisze ona, że (nie z własnej woli) znalazła się w okolicy, gdzie przyszła na świat. Poprzednio brzmiało to o wiele ostrzej: "Urodziłam się w miejscu, gdzie ostatecznie pochłonęła mnie Ziemia...". Pozostawiam cień przeczucia swego losu przez autorkę, która zapisuje w dzienniku obawę o to, co jeszcze może ją czekać. Nie pisze o śmierci po imieniu, ale nazywa to "... z pewnością – nic dobrego". Aby to w całości spisać, muszę naprawdę wejść w skórę kobiety. Z pewnością pomocna jest tu intuicja i inteligencja Anny Sandowicz odtwarzającej postać zamordowanej córki generała Józefa Dowbor -Muśnickiego. Kreujący tę rolę Bogdan Kozyra także potrafi mnie zainspirować celną uwagą czy proponowanym komentarzem. Ostatecznie sam się jednak zmagam z tą skomplikowaną materią słowa i domniemanych myśli. Nie jest ważne, czy w rzeczywistości Janina Lewandowska pisała dziennik. Jeśli istniał, pochlonęła go ziemia wraz z autorką wydobytych z niepamięci myśli. To prawda, czy fałsz?… Jest taka gra.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kontynuatorzy lotniczych tradycji

30 sie

Spłukani ulewą szalejącą nad śląskimi ulicami gnaliśmy z powrotem do Stolicy bez nakręconego materiału filmowego. W Gliwicach zapowiadał się całkiem interesujący piknik lotniczy, ale w zderzeniu z rzeczywistością wszystko wyglądało biednie, jak Polska cała. Owszem, pojawiły się zapowiadane grupy rekonstrukcji histrycznej, ale jak sfilmować posterunek śląskiej policji, nawet z młodymi, umundurowanymi funkcjonariuszami… pod nowoczesnym namiotem z reklamowym logo? Zabrakło inwencji, aby zdobyć wojskową siatkę maskującą, albo zielony brezent chroniący członków grupy przed siąpiącym z nieba deszczem. Podobnie bez sensu wygląda żołnierz z okresu II wojny światowej na tle wozu bojowego piechoty z czasów Stanu Wojennego. Nie czekając na kolejne kleksy grup rekonstrukcji historycznej wrzuciliśmy wsteczny bieg wycofując się z gliwickiego aerodromu. Zamierzałem wziąć ze sobą Ludwika Krempę aby weteran Dywizjonu Bombowego mógł podziwiać powietrzne ewolucje swoich lotniczych następców. Nestor awiacji nie wykazywał wielkiego entuzjazmu, więc zrezygnowałem z realizacji tego pomysłu. Wystarczy nam, że wraz ze Stanisławem Jurą przejdą obok samolotu DAKOTA stojącego wśród samolotów w plenerowej ekspozycji Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Na szczęście natura nie znosi próżni i wypełnia ją tak interesującą ekspzycją, jaką urządził komandor pilot Mariusz Konarski w Siemirowicach. Z zamiłowania badacz lotniczych tradycji, pokazuje sceptykom, że pomimo wszechobecnego niedostatku w Rzeczpospolitej,  można i koniecznie należy kontynuować to, za co chwalono polskich pilotów podczas II wojny światowej. Coroczne święto 30 Kaszubskiej Eskadry Lotnictwa Morskiego w Siemirowicach gromadzi tłumy zachwyconych obserwatorów powietrznych pokazów. Baza lotnicza otwarta jest dla chętnych widzów, sympatyków awiacji i cywilów, którzy spędzając świąteczny dzień w atrakcyjny sposób dowiadują się o istnienu 304 Dywizjonu Bombowego Ziemi Śląskiej. Patrolujący przed kilkudziesięciu laty wybrzeża w rejonie Zatoki Biskajskiej lotnicy służyli Coastal Commad Royal Air Forces. Ich młodsi kontynuatorzy patrolują w czasach pokoju wybrzeże Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Siła tradycji jest trudna do przecenienia, bo o skutkach ignorowania historii nokogo chyba nie trzeba przekonywać. Wiedział o tym marszałek Piłsudski mówiąc, że naród nie szanujący chlubnej przeszłości (czytaj tradycji) nie jest godzien tej przeszłości, przyszłości, ani teraźniejszości… W Siemirowicach zdają sobie doskonale sprawę ze znaczenia tych wciąż aktualnych słów. Można sobie życzyć, aby coraz więcej wpływowych ludzi zrozumiało tę niezwykle trafną, głęboko słuszną, wypowiedzianą przez naszego wielkiego poprzednika, myśl.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Twarde zderzenie z rzeczywistością

29 sie

Wydawać by się mogło, że kawaler Orderu Virtuti Militari jest wymarzonym rozmówcą, bo przecież wystarczy opowiedzieć przed kamerą o czynach, za które bohater został nim uhonorowany. Sęk w tym, że porucznik pilot czasów wojny, Pan Ludwik Krempa nie uważa się za bohatera. Swoje lotnicze umiejętności uważa za przeciętne, a opisanych w raporcie wyczynów nawet nie przeczytał. Wyjątkowo skromny pilot 304 Dywizjonu Bombowego Ziemi Śląskiej wydobył za to zdjęcie żydowskiego kolegi latającego w jego formacji i wolał opowiadać anegdoty na temat znajomych, niż siebie samego. Dla powstającego filmu jest to niemały kłopot, ale nie po raz pierwszy założenia autora nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. Mieszkający w Krakowie 96- letni weteran polskiej awiacji nie zdawał sobie sprawy, że obywatelem królewskiego miasta jest również "trzysta czwartak", jak określa członków tego dywizjonu autor monografii Bohdan Ejbich. Tym drugim lotnikiem jest Pan Stanisław Jura, szkolny kolega Jana Pawła II. Chociaż Kostucha szaleje, część weteranów jeszcze żyje ciesząc się dobrym zdrowiem i zachowując pamięć dawnych wydarzeń. Deszcz uniemożliwił zdjęcia plenerowe podczas lotniczego festynu w Gliwicach, ale każde doznane niepowodzenie generuje kolejne pomysły podpowiadając nowe możliwości poprowadzenia opowieści ku nowym świadkom historii, w towarzystwie innych osób, być może o wiele ciekawszych, niż te, z których musimy rezygnować. Spróbuję przeprowadzić w filmie pewien eksperyment z użyciem najnowszych mediów. Klasyczne metody konstrukcji scenariusza i narracji mogą zostać odłożone do lamusa historii… przynajmniej na pewien czas. Marzy mi się teraz zrealizowanie pełnego cyklu dokumentalnego o wszystkich dywizjonach myśliwskich i bombowych RAF. Wiem, że nikt za nas tego za granicą nie zrobi, a jeżeli wykona to ktoś z Anglii, czy Niemiec będzie to na pewno inna, nie zawsze korzystna dla obrazu Polski i Polaków, osobista perspektywa. Przeglądając materiały nakręcone w Katedrze Polowej Wojska Polskiego i krakowskim mieszkaniu pułkownika pilota Ludwika Krempy zdałem sobie sprawę, jak ważny w tym filmie jest komentarz i czytający go aktor. Bogdan Kozyra, który świetnie grał w poprzednim moim filmie o Janinie Lewandowskiej, postać generała Dowbor – Muśnickiego, dysponuje odpowiednim głosem i potrafi czytać napisany tekst z głębokim zroumieniem sensu, a nawet ukrytych w zdaniach podtekstów. Z pewnością będzie to dobry wybór.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Święto Lotnictwa Polskiego

26 sie

Z roku na rok coraz mniej okazji do świętowania dni chwały Polskich Skrzydeł. Prawa natury bezlitośnie eliminują z roku na rok silnych, pięknych, młodych niegdyś bohaterów. Staramy się uwiecznić ich wspomnienia, zanim zasilą oni szeregi Niebieskiej Eskadry. Czasami potomek któregoś z pilotów zadba samodzielnie o pamięć bliskiej swemu sercu osoby. O tym pisze do mnie Pan Andrzej Dąbrowa, która corocznie przybywa do Starego Kraju, za każdym razem z inną misją. Oto, co planuje zrobić we wrześniu 2010 roku: Będę w Warszawie pomiędzy 13 a 24września w Warszawie. 20 wyjeżdżam do Krakowa i 21składam Ojca mundur i medale w muzeum w Bochni. Stamtąd pochodzi cała rodzina Ojca. Pozdrowienia, Andrzej R. Dąbrowa. Nazwisko to jest znane badaczom dziejów 301 Dywizjonu RAF wykonującego misje bojowe i transportowe. Ojciec Pana Andrzeja był ostatnim dowódcą tej głośnej podczas wojny, formacji militarnej. Teraz warto się pochylić nad każdym z polskich dywizjonów myśliwskich i bombowych przywracając pamięć o nich dla następnych pokoleń Polaków. Zaczynamy ten swoisty serial historią 304 Dywizjonu Ziemi Śląskiej. Monografie Bogdana Ejbicha uczestniczącego w misjach bombowych tego dywizjonu są pomocne przy tworzeniu komentarza. Ponieważ nie ma na to wielkich środków zamierzam część rozmów zarejestrować via Skype na twardym dysku komputera. W ten sposób nie musiałbym się telepać wiele godzin przez Ocean i o wiele prościej sfilmować interview w czasie rzeczywistym. Dzisiaj nestorzy awiacji równie sprawnie posługują się komputerami, jak dawniej obsługiwali tablicę przyrządów sterujących lotem bombowca. Wiek weteranów jest przeszkodą, która wymusza wymyślanie awaryjnych sposobów na oszukanie zmęczenia, braku pamięci i słabości głosu. Technika pozwala nieco wzmocnić każdy sygnał wydobywający się ku nam od dawno zapomnianych bohaterów. Raz na rok zjeżdżają do Warszawy z całego świata, aby tutaj złożyć hołd swoim poległym kolegom. Wiedząc o ich naturalnych ograniczeniach udajemy się do porucznika czasu wojny, pilota Ludwika Krępy, aby przeprowadzić z nim rozmowę na temat 304 Dywizjonu Bombowego i zawieźć go na jubileuszowy festyn lotniczy do Gliwic. Kolejny etap realizacji filmu to Siemirowice koło Lęborka, gdzie 3 września odbywa się uroczystość święta pułku lotnictwa morskiego kontynuującego tradycje słynnej formacji bombowej w służbie Royal Air Forces. To zachowanie godne pochwały i najwyższego szacunku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Na planie, jak na wojnie – niepięknie, niespokojnie

25 sie


http://www.dailymotion.pl/video/xejz9c_makeing-off_shortfilms

Umieściłem w sieci reportaż, a właściwie rejestracja krótkich partii inscenizacji na planie filmu pod roboczym tytułem "Lotniczka z Katynia". Zamordowaną w 1940 roku Janinę Lewandowską, córkę generała Dowbor – Muśnickiego zagrała Anna Sandowicz. Podobnie jak tragicznie zmarła entuzjastka lotnictwa, gra na fortepianie, śpiewa, tańczy, świetnie pływa i jeździ konno. Wraz z Bogdanem Kozyrą w roli Ojca tworzą całkiem wiarygodny duet autentycznych postaci sprzed kilkudziesięciu lat. Moda na klipy z planu zdjęciowego nie nastraja do powielania wzorców uznanych za kanon sztuki PR. Nie miałbym śmiałości pouczać kogokolwiek w kwestii , jak to się robi… a przecież to właśnie znaczy obiegowy termin "makeing off". Osobiście wolę się podzielić z widzami sekwencjami amatorskich ujęć bez szczególnej ingerencji w montażu, z prawdziwym dźwiękiem towarzyszącym nam podczas pracy w słonecznym skwarze i ulewnym deszczu. Wykonanie planu było możliwe tylko i wyłącznie dzięki operatywności i spolegliwości poznańskich producentów i artystów. Chociaż nie udało się nam zdobyć oryginalnego munduru wielkopolskiego generała, Bogdan Kozyra odtworzył tę postać bardzo prawdziwie. Był naturalny we wcieleniu rolnika, generała – gospodarza na lusowskich włościach. Wszystkie inscenizowane sekwencje zaistnieją razem z pokazami poznańskich grup rekonstrukcji historycznej w mundurach 15 pułku ułanów. Dyrekcja Muzeum na Starym Rynku w budynku dawnego Odwachu pozwoliła na dokładne sfilmowanie ekspozycji Powstańców Wielkopolskich łącznie z pokazami slajdów z epoki. Seans projekcji starych kronik filmowych w kinie MUZA uzupełni i wzbogaci ten przekaz. Filmy, jakie oglądała Janina Lewandowska wyznaczają kolejne okresy w jej krótkim, jakże intensywnym życiu. To niesamowite, wielkie wyzwanie jest równie ekscytującą przygodą w życiu filmowego dokumentalisty. Oczywiście, nie po raz pierwszy robię taki film, ale dawno, bardzo dawno temu mogłem się rozkręcić aż do tego stopnia. Dlatego powracając pamięcią do swoich starych filmów i programów ( jak "Missa Poloniae" ) pozwolę sobie użyć ich chociaż w wykopiowanych fragmentach. Reszta jest autorską fantazją reżysera.


http://www.dailymotion.pl/video/xek46t_jak-powstaje-film-o-porucznik-pilot_shortfilms

Kolejny klip przedstawia kulisy kręconych sekwencji z planu filmowego w dniu 20 sierpnia 2010 roku niedaleko Poznania. Lusowo jest uroczym zakątkiem z pięknym jeziorem, zniszczonym pałacem i Muzeum historii Powstania Wielkopolskiego ze szczególnym uwzględnieniem głowy rodziny Dowbor – Muśnickich. Generał, jego żona i potomstwo mają poczesne miejsce w zbiorach eksponowanych przez Panią Dyrektor Annę Grajek. Ikonografia z tej wystawy ilustruje dzieje bohaterki filmu "Lotniczka z Katynia". Jest tam kopia czaszki wydobytej z dołów w lesie katyńskim i przechowywanej we wrocławskiej Akademii Medycznej. Ten sensacyjny wątek jest wszakże tematem na osobny film dokumentalny. Zamiast powielania powszechnie znanych faktów skupiam się na osobistej interpretacji losów dziewczyny, która została wychowana w duchu patriotycznym i oddała życie za Ojczyznę. W dzisiejszej rzeczywistości jest to film z pogranicza podziemia patriotycznego, bo to słowo dla wielu współczesnych polityków brzmi wręcz
prowokująco i obraźliwie. Według mnie jest jednak podstawą zachowania tożsamości narodowej i państwowego bytu. Nie przetrwamy bez tej świadomości, bo inaczej wybrani przez nas pozwolą, aby Polska niezauważalnie wtopiła się w zdominowaną przez dawnych wrogów, Europę. Krótkie, intensywne życie, pasje i tragiczna śmierć Janiny Lewandowskiej dowodzą, że zamordowani Polacy zobowiązują nas do wierności zapominanym ideałom. Brzmi to patetycznie, ale nie ma w tym cienia fałszu, w przeciwieństwie do mnóstwa składanych obietnic i efektownych deklaracji bez pokrycia w faktach. Kolejne generacje rodu Dowbor – Muśnickich walczyło za Ojczyznę i zaprzepaścić tę ofiarę byłoby podobną zbrodnią jak Katyń, Miednoje, Starobielsk, Ostaszków i podobnie symboliczne miejsca kaźni Polaków. Film zatytułowany roboczo: "Lotniczka z Katynia jest w zamierzeniu autora osobistym hołdem bohaterom i ofiarom wojny. Jest także współczesnym memento dla wszelkiej maści cyników poddających w wątpliwość tak wielkie, ludzkie i zwykłe wartości, jak oddanie i patriotyzm.


http://www.dailymotion.pl/video/xek1fb_konny-odcinek-historii-yycia-janiny_shortfilms

Wreszcie ostatnia partia ujęć zarejestrowanych na planie filmu dokumentalnego przedstawia szwadron ułanów na Starym Rynku w Poznaniu, sceny konnego spaceru nad jeziorem i w okolicach rodowego pałacu w Lusowie. Dziarscy kawalerzyści wkrótce po filmowanej przez nas, uroczystej zmianie warty odjechali na zamojszczyznę kręcić film Hoffmana o 1920 roku. Zdjęcia autorstwa Henryka Janasa, trwały w autentycznej scenerii życia tragicznie zmarłej bohaterki, od dnia 19 do 22 sierpnia w Poznaniu i Lusowie. W rolę porucznik pilot, Janiny Lewandowskiej wcieliła się znana z serialu "Barwy szczęścia", aktorka Teatru Polskiego w Poznaniu, Anna Sandowicz. Jej ojca, generała Dowbor – Muśnickiego gra Bogdan Kozyra znany, między innymi, z popularnego filmu "Szaleństwa Panny Ewy". Producentem wykonawczym historycznego obrazu realizowanego dla Programu 2 TVP, jest Studio Filmowe KRONIKA. Autorski projekt dokumentalny jest w połowie finansowany ze środków Wielkopolskiego Funduszu Filmowego oraz Telewizję Polską. Poznań i okolice są przestrzenią, gdzie bohaterka filmu dorastała i dojrzewała do decyzji o związaniu się z polskim lotnictwem wojskowym w 3 pułku lotniczym. Została w końcu żoną pilota instruktora Mieczysława Lewandowskiego, który po ucieczce z okupowanego kraju, walczył w 302 poznańskim dywizjonie myśliwskim RAF podczas Bitwy o Wielką Brytanię. Wątek koni i ułanów nawiązuje do legendarnego 15 pułku ułanów poznańskich przejętych po Józefie Dowborze – Muśnickim przez późniejszego generała wojsk polskich, Władysława Andersa. Kluczowym pomysłem scenariuszowym jest off tytułowej bohaterki filmu, która komentuje własne życie wspominając wszystkich członków rodziny Dowbor – Muśnickich, swoich bliskich znajomych i przyjaciół. Wiersze Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, również żony aż trzech lotników, są kompatybilnym tłem tej osobistej autoprezentacji w wykonaniu Anny Sandowicz oraz obdarzonego wyjątkowym głosem, Bogdana Kozyry w roli dowodzącego Powstaniem Wielkopolskim, legendarnego generała, któremu tę patriotyczną misję powierzył Marszałek Józef Klemens Piłsudski. Skompletowana dość przypadkowo ekipa okazała się grupą profesjonalistów zaangażowanych w to dzieło sercem i duszą.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

koniec zdjęć do filmu o Janinie Lewandowskiej

24 sie

Przez cztery dni kręciliśmy zdjęcia w Poznaniu i Lusowie. Udało się nam maksymalnie wykorzystać dobrą pogodę. Kiedy przyjechaliśmy na lotnisko Aeroklubu Poznańskiego w Kobylnicy, jeszcze tu i ówdzie grzmiało, a po zejściu z aerodromu z nieba lunął rzęsisty deszcz. Następne dni w pobliskim Lusowie były słoneczne, a nawet upalne. Mimo uzyskania zgody od właścicielki pałacu rodziny Dowborów – Muśnickich, musieliśmy wykorzystywać wnętrza na plebanii księdza proboszcza Ignacego Karge. Nie dość, że ten noceniony człowiek pomagał nam, jak mógł udostępniając wszystkie podwoje dla ekipy filmowej, to jeszcze wspaniale grał kapłana w swojej świątyni. Poznaniacy słynący z gospodarności i logicznego działania umożliwili nam właściwie ukończenie zdjęć, które zostały okrojone o 2 dni. Musieliśmy natychmiast przechodzić od zakończonej sceny do następnej bez wytchnienia… no, może z wyjątkiem posiłków w restauracji obok stadniny koni "Hubertus". Koniarze z tego ośrodka umożliwili nam nie tylko nakręcenie scen z przejażdżkami Generała Dowbor – Muśnickiego z córką nad przepięknym Jeziorem Lusowskim. Myślę, że malownicza scena pławienia klaczy dumnie zwanej przez Janinę Lewandowską – PANNA EUROPEJSKA, będzie w filmie jedną z najpiękniejszych. Położone blisko siebie obiekty zdjęciowe pozwoliły nam na szybkie przerzuty z miejsca na miejsce. Inaczej stracilibyśmy mnóstwo czasu na pakowanie i rozpakowywanie sprzętu, rekwizytów, kostiumów i całkiem sporej ekipy. Nic jednak nie mogło pójść, jak z płatka, bo w życiu to się nie zdarza. W pełni oddana realizacji naszego projektu filmowego, Ania Sandowicz dostała tak silnego uczulenia na końską sierść albo zaszkodził jej jakiś składnik potraw ze spożytego obiadu. Asia – Kierowniczka produkcji, stanęła na głowie, żeby w poznańskich aptekach zdobyć medykamenty pozwalające postawić ją na nogi. Udało się i po godzinie można było kręcić sceny z pływającą o zachodzie słońca aktorką odtwarzającą rolę Janiny Lewandowskiej. Bez inscenizacji nawet najświetniejszy zbiór fotografii i dokumentów jest tradycyjnym, nudnym opowiadaniem. Trzeba wzbogacać istniejący zasób źródłowy własnym wyobrażeniem postaci historycznych. Dlatego rolę Generała odgrywał Bogdan Kozyra. Zwierzył mi się, że jego osobista koncepcja tej kreacji polega na odkryciu tajemnicy Dowbora – Muśnickiego. On po prostu czuł, że prędzej, czy później straci swoją ukochaną córkę. Póki żył, chronił ją, jak mógł. Kiedy nagle zabrała go śmierć, Janina Lewandowska przeżyła ojca zaledwie o trzy lata. To nie jedyny wątek, który śledzimy po zakończeniu zdjęć. Teraz pora na żmudne obcowanie z archiwami.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS