RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2010

PIKNIK LOTNICZY W DĘBLINIE

22 cze

Zostałem zaproszony do Dęblina jako laureat uczestniczący ze swoim filmem: "Album Skalskiego" i współautor "Dębliniaków". Świetne kino na 400 miejsc zapewniało wspaniałe warunki projekcji. Pomimo zbliżającej się kanikuły sala w czasie seansów była wypełniona po brzegi. Popularność awiacji na ekranie jest nad Wisłą naprawdę ogromna. Pomimo bolesnych katastrof i nieustannego kryzysu, duch Asów Polskich Skrzydeł w narodzie naprawdę nie ginie. Stąd huczne obchody 85-lecia istnienia lotniczej Alma Mater w Dęblinie. Ktoś inny byłby skłonny słowo "istnienie" zamienić na "wegetację". Coraz częściej mówi się o przetrwaniu w naprawdę ciężkich czasach. Wszyscy uczestnicy sporu o dęblińską Szkołę Orląt, mają rację, bo z troską pochylają się nad niesłychanie ważnym problemem. Wyższa Szkoła Oficerska Sił Powietrznych nie może być oddana w pacht prywatnym firmom szkoleniowym tak, jak uczyniono to z ochroną obiektów wojskowych. Nie wszystko w nowoczesnym państwie musi być poddane prawom rynku, bo Rzeczpospolita wcale nie jest jarmarkiem, gdzie wygrywa ten, kogo stać na zapłacenie najwyższej ceny.
Rozdano już nagrody pierwszego Międzynarodowego Festiwalu Filmów Lotniczych. Uhonorowano właściwie bohaterów filmowych portretów pilotów: Tadeusza Góry, Stanisława Skalskiego i zbiorowych – lotników z Kabulu, a także adeptów awiacji z Dęblina. Nagrodę publiczności zdobył film "Dębliniacy". Nie zdecydowałem się podziękować za wyróżnienie, bo hałas panujący wokół sceny w stadionowym amfiteatrze nie sprzyjał zebraniu myśli. Nawet trudno było mi usłyszeć głos laureata Grand Prix i uszczęśliwionego redaktora, który przybył do Dęblina z ekipą telewizyjną, która uwieczniała jego osobisty tryumf. Pozostało w pamięci trochę zachwyconych twarzy i okrzyki widzów pokazów lotniczych towarzyszące pojawieniu się na niebie kolejnej maszyny. Zachmurzony dzień sprzyjał filmowaniu symulowanej walki powietrznej samolotów odrzutowych F16 z MIG29. Myśliwce śmigały błyskawicznie pod ciemnymi obłokami przydając walce dramatyzmu. Równie malowniczo prezentowały się inne maszyny obserwowane przez dzieci i ich rodziców, wszystkich sympatyków Polskich Skrzydeł. Szkoła Orląt oblężona przez cywilów nie jest już tą samą wylęgarnią lotniczych talentów, jak przed laty. W Pałacu Jabłonowskich, gdzie odbywały się lotnicze bale absolwentów, trwało właśnie ślubne przyjęcie nowożeńców. W równie tajemniczym i słynnym z anegdot "Piekiełku", gnieżdżą się dzisiaj pijani goście weselni. Na szczęście zdjęto ze ścian kantyny portrety dawnych komendantów, aby nie spoglądali na upadek z takim trudem budowanej legendy. Żal serce ściska i nie opuszcza nas niepokój z tym, co dalej będzie ze Szkołą Orląt, która wydała tak wielu wspaniałych pilotów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

FILMY LOTNICZE od kuchni

18 cze

Czytając program Pierwszego Międzynarodowego Festiwalu Filmów Lotniczych w Dęblinie widzę duże zróżnicowanie formy i treści dzieł wystawionych do pokazu przed dęblińską publicznością kinową. W konkursowym zestawie znalazły się bowiem zarówno historyczne portrety pilotów, jak też nowoczesne w formie prezentacje ewolucji powietrznych myśliwców najnowszych generacji. Oceniający będą mieli problem w ustaleniu jednolitych kryteriów oceny, jeżeli w ogóle takie są możliwe. To nie mój problem, bo jestem tylko uczestnikiem. Jako autor zastanawiam się jednak, jak uniknąć zgryźliwego komentarza widzów, którzy często zżymają się na monotonnię pokazu tych samych akrobacji na różnych typach samolotów. Znawcy i miłośnicy awiacji mogą patrzeć na to godzinami, ale zwyczajni ludzie raczej nie koniecznie… Oni mawiają, że prezentujemy latającą blachę, a przecież nawet najbardziej zaawansowana aparatura nie jest w stanie zainteresować widza w tym stopniu, co człowiek pilotujący latajacego bolida. Stąd wynika ogromna popularność spisanych wspomnień legendarnego Wacława Króla, książek Fiedlera, Arcta i Meissnera. Można próbować te dwa skrajne punkty widzenia pożenić, ale pilot musi jednak zdjąć maskę i kombinezon, żeby widz rozpoznał w nim istotę do siebie podobną, a nie do robota wykonującego komendy. Jest oczywiście jeszcze trzeci sposób fimowania awiacji, mianowicie bazowanie na sensacyjnych katastrofach. Doświadczyliśmy tego ostatnio w nadmiarze, ale gwoli dziennikarskiej sumienności odnotowuję ten dość wyraźny trend w twórczości dokumentalistów i autorów filmów fabularnych. Wiemy, jak wygląda sytuacja współczesna, ale odkrycie metody trójwymiarowej rejestracji obrazu otwiera zupełnie nowe możliwości przed twórcami. Nie chcę się zapędzać, ale gdyby popuścić wodze fantazji, to przed producentami filmowymi stoi duża szansa i wyzwanie. Można, a nawet należy zrealizować teraz w nowej wersji takie hity światowego kina, jak: "Asy przestworzy", "Ślicznotka z Memphis", "Bitwa o Anglię", "Tora, tora, tora", czy "Bitwa o Midway". Tytułów jest o wiele więcej, ale nie w tym rzecz. Nisza, jaka powstała jest szansą dla polskiego kina, bo przecież wreszcie można pochwalić się własnymi zwycięstwami w powietrzu zadając kłam powtarzanym w nieskończoność bzdurach o tym, że tak szybko poddaliśmy się w pamiętnym wrześniu 1939 roku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

I Międzynarodowy Festiwal Filmów Lotniczych

17 cze

Stało się to, co sam zamierzałem kiedyś zorganizować. Czasami tak się zdarza… Może to sprawa promieniowania idei, a może znak czasu doprowadził w konsekwencji wielu drobnych i ważnych faktów do tego, że słowo stało się ciałem. Mam ogromny szacunek dla ludzi, którzy potrafią przekuć w czyn to, co pozostaje w ustach innych fanów awiacji jedynie trudną do zrealizaowania ideą. Zwalnia mnie ten fakt od rozpatrywania dylematu, czy wypada umieszczać swoje własne filmy na swojej imprezie artystycznej. Ktoś kompetentny wybrał je bez mojego udziału i teraz pojawiają się w dęblińskim kinie portrety Stanisława Skalskiego i jego przyjaciela – generała pilota kosmonauty, Mirosława Hermaszewskiego. Nie śniłem nawet w najśmielszych wizjach, że oprócz "Albumu Skalskiego" wyświetlą po raz pierwszy film "Requiem dla Orłów" o załodze Avro Lancastera z Dywizjonu 300 Ziemi Mazowieckiej, którą w 2003 roku pochowaliśmy po wydobyciu z dna jeziora Ijselmeer na wojskowym cmentarzu w Bredzie. Umieściłem niektóre z tych lotniczych filmów w sieci, ale jakość projekcji w kinie jest nieporównywalnie lepsza, a wspólny seans jest zupełnie innym przeżyciem, niż samotne oglądanie internetowego pliku na ekranie komputera. Cieszę się niezmiernie, że po kilku emisjach w TVP ( oczywiście nie w prime time) mieszkańcy Dęblina i uczestnicy uroczystości jubileuszu Szkoły Orląt obejrzą "Dębliniaków". Zrobiliśmy ten film pomimo braku jakiegokolwiek wsparcia. Producent (i równocześnie operator filmu) czuł, że taki film naprawdę jest ważny i potrzebny. Przez kilkadziesiąt lat filmowania polskich skrzydeł nazbierało się tych filmów co niemiara. Można z nich skonstruować niezły program do nauki dziejów polskiej awiacji. Bez pilotów w czynnej służbie i weteranów lotnictwa takie dzieło byłoby praktycznie niemożliwe do zrealizowania. Na szczęście są to niezwykle uczynni, sprzyjający nam ludzie. Oni doskonale rozumieją, że film jest bardzo skutecznym narzędziem do propagowania lotnictwa wśród szerokich rzesz Polaków. To nieważne, kto otrzyma główną nagrodę festiwalu. Autorzy będą się oczywiście cieszyć z trofeów i premii, ale głównymi bohaterami imprezy są jej cisi, ukryci w cieniu reżyserów twórcy i realizatorzy wspaniałej idei. Najważniejsze, że organizatorzy Festiwalu zrobili pierwszy krok we właściwym kierunku. Wypada im życzyć samych sukcesów a naszym głównym aktorom – tyle samo startów i lądowań.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

nagrody dla dziennikarzy

16 cze

Polsko – Niemieckie Dni Mediów poza nami… a przynajmniej ich drezdeńska edycja. Ostatnie słowo nie jest najbardziej właściwym dla tego typu imprez, ale stosuje się je w odniesieniu do festiwali i wszelkiego rodzaju cyklicznych wydarzeń, że nie mogę pozostawać obojętnym na usankcjonowanie "edycji" i jej powszechne uprawomocnienie w codziennej publicystyce. Otóż, w ramach tej ostatniej edycji Dni Mediów rozdano dziennikarskie nagrody dla autorów reprezentujących prasę, radio i telewizję. Jury doceniło właściwie żurnalistów tradycyjnych mediów. Zabrakło tymczasem tak ważnej kategorii, jak Internet. Wcale nie chodzi o to, żeby od razu brano pod uwagę blogi i ciekawsze komentarze do ukazujących się w sieci publikacji, chociaż niektóre z nich są tak błyskotliwe, że wiele z nich sobie kopiuję do podręcznych notatników. W necie można złowić prawdziwe perełki humoru i fantazji. W porównaniu ze swobodą Internautów oficjalni dziennikarze wydają się poruszać, niczym słonie w składzie porcelany. To jest jedynie moje prywatne wrażenie, którym mogę podzielić się z sobą samym i bratnimi duszami na blogu, ale na umieszczenie tej obserwacji w artykule nie pozwala nam obyczajowa, towarzyska i polityczna poprawność. Powiem i napiszę więcej, bo partnerstwo tak długo skłóconych sąsiadów wyklucza bolesne tematy, gdzie szczerość może prowokować kłótnie, wyklucza poruszanie takich spraw, jak dogłębna analiza życiorysów działających jeszcze polityków. Kiedy pojawia się kwestia winy za wojenną agresję natychmiast dla równowagi musi pojawić się temat wypędzonych z Polski niewinnych cywilów. Nikt nie przypomina dawno już opublikowanej refleksji Stanisława Lema, który w bardzo prosty sposób potrafił ocenić winę i moralną neutralność członków "Narodu Panów". Pisał on przed laty w cyklu felietonów w "Odrze", iż wystarczyło przyjmować paczki z francuskim szampanem, polskim chlebem, masłem i śmietaną, aby stać się współuczestnikiem grabieży podbitych państw. Tego wina, chleba i masła musiało brakować gospodarzom, których zresztą często rozstrzeliwano. Autorytet Lema nie powinien być pominięty milczeniem, ale kto by się dzisiaj przejmował autorem powieści science fiction. Historię piszą zwycięzcy, a Polska nim na pewno nie jest. Zastanawiam się nad jakością tego partnerstwa w sytuacji pełnej niedopowiedzeń i poczuciu niestosowności podejmowania problemów, jakie mogą stać się zarzewiem konfliktu. Mając możliwość przysłuchiwania się prezentacji niemieckiego działacza zadałem mu tego rodzaju kłopotliwe pytanie. Powiedział, że ustosunkuje się do niego w późniejszym czasie, który oczywiście nie nastąpił. Uśmiechnięta twarz stężała, a wzrok stał się zimny, nieprzenikniony. Jest to sui generis test wzajemnej wrażliwości i autentyczności zachowań. Na całe szczęście dla mnie jestem tylko obserwatorem zanotowanych objawów choroby, ale przecież nie jestem lekarzem… Mogę się mylić.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

oswajanie przestrzeni historycznej

15 cze

Jest to kompletnie niemożliwe do spełnienia, aby przekazać w krótkiej formie bogactwo idei i głównych tematów, jakie pojawiały się na polsko – niemieckim forum mediów w Dreźnie. Oprócz nich były również przemówienia polityków i działaczy, którzy unikali, jak ognia, kwestii winy i kary za nigdy nie przedawnione zbrodnie przeciwko ludzkości. Owszem, mówili szczerze o współczuciu Polakom z powodu tragedii w Katyniu, ale prywatny, współczesny żal nie może przysłonić historii trudnych stosunków między wiecznie walczącymi krajami. "Jak świat światem, nigdy Niemiec nie był Polakowi bratem" – taka dumna śpiewka patriotów z nad Wisły nie należała wcale do rzadkości. Można się domyślać, czym rewanżowali się nam sąsiedzi zza Odry i Nysy Łużyckiej… Niezależnie od skrajnych nastrojów ogarniających zwykłych ludzi po obu stronach Żelaznej Kurtyny pojawiła się w Niemczech idea powolnego oswajania tych obiektów, które po wojnie stały się symbolem ucisku i zbrodni nazistowskich. Dojrzewała ona od pierwszych prób Adenauera, który próbował dokonać z Polską tego, co udało mu się uzgodnić z Francuzami. O ile można wierzyć w autentyczność wzajemnego wybaczenia mieszkańców Berlina i Paryża, o tyle postawa obrońcy Westerplatte, kaprala Treli uświadamia, jak trudna jest ta decyzja. Po zjednoczeniu Niemiec i zawarciu z Polską układu umożliwiającego swobodne podróżowanie po tej części Europy, mieszkańcy Warszawy nie zapominają o niesprawiedliwości Niemców, zaznanych krzywdach i wojennych zniszczeniach. Światli politycy doskonale zdawali sobie sprawę, że na pewno nie doprowadzą natychmiast do prawdziwej przyjaźni między sąsiadującymi ze sobą państwami. Na to potrzeba wiele czasu i cierpliwości. Spróbowali więc przynajmniej zdjąć haniebną, złą sławę z obozów pracy przymusowej i zakładów pracy , w których zatrudniano Polaków sprowadzonych siłą z terenów okupowanych III Rzeszy. Dzisiaj przemysłowcy i Rząd hojnie wspierają artystę z uciśnionego niegdyś kraju, aby stworzył dzieło, które będzie miało premierę na przykład w dawnych zakładach Siemensa, Kruppa, czy Messerschmitta. Sławnemu dyrygentowi jest obojętne, czy gra w kopalni soli w Wieliczce, czy w dawnej sztolni węgielnego wyrobiska w Essen. Dla artysty liczy się ton i jakość brzmienia. Tymczasem dla odbiorcy utworu muzycznego nie powinien być obojętny fakt, że po premierze miejsce tablicy informującej zwiedających o ofiarach hitlerowskiego reżimu, pojawią się odpowiedniej wielkości napisy wykute złotymi literami w marmurze. Uwiecznią one premierę dzieła przysłaniając brzemię winowajców. W ten sposób obiekt po obiekcie, oswaja się historyczną przeszłość Niemców, którym naprawdę wstyd za winy swoich antenatów. Sposób na pewno jest skuteczny, ale czy zasadny i właściwy?… Szczerze wątpię.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lusowianka z Batorowa

14 cze

Janina Lewandowska, o której będziemy kręcić film urodziła się w Charkowie. Traf chciał, czy też zły los, że zginęła w egzekucji blisko miejsca swojego urodzenia. Miała zaledwie 32 lata. Właśnie ochodziła swoje urodziny. Paradoksów i zbiegów okoliczności w ludzkim życiu nie brakuje i każdy może wskazać ich co niemiara. Co by się stało, gdyby w pamiętnym wrześniu, niesforna dziewczyna poszła śladem męża, który walczył w Bitwie o Wielką Brytanię pod skrzydłami RAF?… Dlaczego będąc w cywilu, ubrała za duży kombinezon lotniczy skazując się tym samym na nieuchronne aresztowanie wraz z grupą otoczonych pod Husiatyniem lotników z Poznania? Zapewne ukochała lotnictwo i lotników z równą pasją, jak wcześniej muzykę i skoki spadochronowe. Rekordzistka w tej ostatniej dziedzinie, nie bała się skoczyć z ponad 5 kilometrów na wysokości, gdzie już brakuje tlenu i grozi to utratą przytomności spadochroniarza.Janina Lewandowska świetnie jeździła konno, bo przecież nie mogło być inaczej, skoro ojciec, generał Dowbor – Muśnicki miał pod swoją pieczą 15 pułk Ułanów Poznańskich. Janka z Batorowa, nazwanego tak na cześć zwycięskiego króla nie była typem mężczyzny w spódnicy. Kochała kwiaty, z pasją pielęgnowała domowy ogród, uwielbiała żyć i oddychać pełną piersią. Ileż to ciekawych rewii konnych wówczas było w okolicach Poznania, na poligonie w Biedrusku, czy na lotnisku Ławica… Wtedy właśnie powstawała sława Międzynarodowych Targów Poznańskich, na których z dumą prezentowano polskie samoloty. Janina Lewandowska z zapartym tchem śledziła powietrzne ewolucje pilotów i wspomagała ich zasiadając w zarządzie Aeroklubu Poznańskiego. To piękna osobowość i charakter, fascynująca postać. Mogłaby zainteresować zarówno feministki, jak też historyków polskiej awiacji, nawet wówczas, gdyby nie znalazła się wraz z kolegami – lotnikami na Kresach i nie dostała się do sowieckiej niewoli. Wielka szkoda, że poczucie solidarności skłoniło ją do tragicznej w skutkach decyzji o pozostaniu z nimi na dobre i na złe… Może patriotyczne wychowanie wyniesione z domu nie pozwalało jej na inne myślenie i działanie?… Na pewno nikt by nie miał jej tego za złe, gdyby ocalała. Teraz, po latach usiłujemy z okruchów wspomnień, zachowanych rekwizytów i śladów, pracowicie odtworzyć tę wspaniałą postać. Zachowamy pamięć o niej dla młodzieży i pokoleń.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

polskie media w Dreźnie i nie tylko

13 cze

Zupełnie przypadkowo znalazłem się na polsko – niemieckich Dniach Mediów u naszych zachowdnich sąsiadów. Nic to, że musiałem z dnia na dzień wpłacić sto euro wpisowego, a nawet strata wszystkich dokumentów i pieniędzy. Na szczęście ostał mi się paszport i bilety. Wróciłem otrzymując wezwanie do zapłaty pociągiem, który na trasie Poznań – Warszawa miał ponad godzinę opóźnienia. Powinienem kląć i złorzeczyć, na czym świat stoi, ale obiecałem sobie wewnętrzny spokój. Racjonalizując swoje osobiste niepowodzenie uznałem, że sukcesem jest natychmiastowa możliwość zastrzeżenia kont bankowych i kart kredytowych. Miłosierna pani, która pełniła zaszczytną funkcję kierownika pociągu na moją prośbę o poinformowanie ludzi na dworcu w Poznaniu rozłożyła bezradnie ręce uznając zapewne mnie za idealistę, który wierzy w uczciwość podróżnych i kolejarzy. Pożyczyła mi jednak swój telefon komórkowy, abym miał możliwość zgłoszenia zguby czy kradzieży dokumentów. Pal licho pieniądze, ale dowód osobisty, przepustka do telewizji są potrzebne, jak chleb nasz codzienny. Podzwoniłem, załatwiłem, co można było przez telefon zrobić i wróciłem do swojego przedziału. Na chwilę zamarłem, bo siedział tam tylko jeden pasażer. A przecież opuszczając go w poszukiwaniu kierownika pociągu, mogłem się uważać za szczęśliwca, bo udało mi się znaleźć miejsce siedzące. W nieszczęśliwym zbiegu wydarzeń utrwata pozostawionego bagażu była logiczną konsekwencją. A jednak tym razem ocalała pozostawiona na półce kamera, cztery  garnitury i koszule z krawatami dla każdej po jednym, a przede wszystkim materiały z cyklu sesji i spotkań na terenie Niemiec. Stało się to 12 czerwca, a więc w tragicznym dla załogi Avro Lancastera dniu powrotu z bombardowania zakładów chemicznych w Gelsenkirchen. 66 rocznica tego wydarzenia ( brakuje tylko trzeciej szóstki) musiała się (przynajmniej epizodycznie) źle odbić na życiu kronikarza historii polskiej załogi bombowca RAF BHC 286D. Nie upadam jednak na duchu i nawet nie jestem w stanie gniewać się na Poznań, jako miejsce, w którym spotkało mnie nieszczęście. To miasto będę przecież filmować realizując ekranową biografię polskiej lotniczki i spadochroniarki, Janiny Lewandowskiej. Poznańska Estrada przyznała nawet skromną dotację na ten szlachetny cel. Jedynej kobiecie tragicznie zmarłej w Katyniu należy się utrwalenie w pamięci pokoleń jej następców.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dziennikarska eskapada na Zachód

05 cze

Niespodziewany telefon z polsko – niemieckiej fundacji dziennikarskiej spowodował, że w imieniny miesiąca, 6 czerwca wyruszam wraz z grupą polskich żurnalistów do Niemiec. Podróż została zorganizowana w ramach polsko – niemieckich Dni Mediów. Trasa wiedzie od zabytkowego Drezna po przemysłowe Essen, gdzie mój dziadek przymusowo pracował podczas wojny. Odwiedzimy też bombardowane przez bohaterów mojego scenariusza "Chłopcy z nieba" Gelsenkirchen. Nie wymyśliłbym takiej trasy w najśmielszych snach, a tu masz, rzeczywistość sama podszeptuje takie możliwości… Wysupłałem więc sto euro i gotówkę na bilety kolejowe, bo grzech nie skorzystać z takiej okazji do poznania miejsc związanych z antenatami i najbliższymi znajomymi.Co innego oglądać fotografie, studiować dawne miejsca utrwalone na starych planach, w dokumentach i wspomnieniach, a zupełnie inaczej ogląda się to wszystko bezpośrednio, pełnią ludzkich zmysłów. Nie wyobrażam sobie tej eskapady bez kamery, więc po powrocie czeka mnie długie, wnikliwe przyglądanie się serii ujęć, na których utrwalam twarze, zabytki i obiekty związane z życiem osób, jakie pojawiają się na kartach moich opowiadań i filmowych scenariuszy. Wybieram się w daleką podróż, a przecież w miejscu mojego urodzenia przyszedł na świat również wielki pisarz Gustaw Freitag, a w okolicach alte Stadt der Kreuzburg spędził młodość poeta Eichendorff. Tam też w domowej pasiece przez lata pracował pastor Johan Dzierżon, badacz życia pszczół, który opisał zjawisko partenogenezy. Wyklęty przez kościół duchowny mógł zostać jednym z pierwszych laureatów nagrody Nobla, ale otrzymują ten zaszczyt, niestety, tylko żywi ludzie. Ruszam śladami tego pokroju geniuszy, lotników z polskiego Avro Lancastera w służbie RAF i przymusowego robotnika Rzeszy, za którego krwawy znój, krzywdy i cierpienia, moi krewni pobierają dzisiaj skromne odszkodowanie. Tak to się toczy koło historii, aż do współczesnych czasów. Kto by pomyślał, że mój żydowski przyjaciel znajdzie w powojennych Niemczech bezpieczne schronienie… w państwie bezwzględnie prześladującym jego bliskich przed kilkudziesięciu laty. Teraz robi tam filmy dokumentalne, pisze scenariusze czerpiąc pełnymi garściami natchnienie z otaczającej go rzeczywistości. Niby wszystko jest zgodne z maksymą "Nihil novi sub Solem"… niby tak jest. Sam jestem ciekawy, przekonam się o tym na miejscu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

POETYCKIE TRANSLACJE

04 cze

Otrzymałem wiersz, który przetransponowałem na krótkie, poetyckie klipy. Oryginał jest polski, ale moją uwagę przykuwają tłumaczenia wiersza Juliusza Erazma Bolka: "wskazówka".

УКАЗКА                    
 
Почему так случилось            
почему так случилось             
почему так                    
почему так                     
почему  
почему

по чему
чему

что за четки
что это
за молитва
почему так случилось             

поэтому
Потому                    

указка                     
катынского проклятия
очертила круг                
и словно час пробил                
не могущее прозвучать    
        
Э Х О
взорвало тишину                
з а г р о х о т а л о

очередная рать сражающихся
погибла на фронте борьбы
в муках
за Память
в муках
за Правду
в муках
за Будущее
одержала п о б е д у                    
наивысшей ценой

стало иначе                    
совсем иначе                
Польский Народ
сплоченный  жертвами            

в полдень с причитаньем            
завыли сирены
и застыла Польша
задумалась                    
и сплотилась Польша             
в своей вековечной  
драме

смерть порождает надежду
и никто уже
ничего
за нас
мы уж все сами
совсем одни
только мы
ради будущего
ради мечты

Юлиуш Эразм Болек,  перевод с польского языка Эдуардас Пюрко
 
RODYKLE
 
Kodel taip nutiko
kodel taip nutiko
kodel taip
kodel taip
kodel
kodel

ko del
ko

kas per rožančius
kas per malda
kodel taip nutiko

t o d e l                    
del To                    

Katynes prakeiksmo
rodykle
apsisuko
tartum išmuše valanda            
negalejęs gausti    

    
A I D A S                
s u d r a s k e tylą                

dar viena kovotoju estafete
žuvo kovos fronte
kančioje
už Atminti
kančioje
už Tiesą
kančioje
už Ateiti
iškovojo p e r g a l ę                
aukščiausia kaina            

yra kitaip
visiškai kitaip
auku suvienyta
Lenku Tauta

dvyliktą sustauge            
raudom sirenos            
ir sustingo Lenkija
susimąste
ir susivienijo Lenkija
savo amžinojoje
dramoje

mirtis pagimdo vilti
jau niekas
ir nieko
už mus
jau viską mes patys
suvienišeję
tiktai mes
ateičiai
svajonems

 
 
Juliusz Erazm Bolek
(iš lenku kalbos išverte Eduardas Piurko)

TIPP

miért ugy megtörtént
miért ugy megtörtént
miért ugy meg
miért ugy
miért
miért
mi ért
ért
micsoda rózsafüzér
micsoda imádság  

miért ugy megtörtént
e z  é r t
Ennek
katyn-i  atkának
mutatója

körbejárt
s mintha ütött egy óra

VISSZHANG
amely nem hangzothatott
hallgatást elszakított
f e l r o b b a n t
következő harcolók valtófutása
harc fronton életet elvett
szenvedésben  
Emlékezetért
szenvedésben
Igazságért
szenvedésben
a Jövőért
l e g y ö z ő t t
 a legmagasabb árért
másként van
egészen másként
Lengyelország Nemzete
áldozatokból épített
délkor üvöltök
sírral riasztók
és Lengyelország megfagyott
elgondolkodásban
s megszílárdult  
Lengyelország
örökkévaló
saját drámában
halál reményt szül
és senki
semmi
helyettünk
most már mindent mi magunk
elhagyottak
csak mi
jövőért
almokért   
 
Juliusz Erazm Bolek

(przekład: Anna Bartuszek)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS