RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2010

mordercza „bieżączka”

30 kwi

Skoro bardziej od nas doświadczeni władcy Najjaśniejszej Rzeczpospolitej namawiają nas, jej obywateli do cierpliwości, pozwolę sobie zwrócić tę radę ministrowi, który rozważa likwidację 36 pułku lotniczego. Celowo nie wchodzę w merytoryczny spór dotyczący winy i kary. Spotkało nas wielkie nieszczęście. Taka hekatomba niewinnych ofiar może nawet odebrać rozum i obawiam się, że w przestrzeni publicznej dzieją się rzeczy nie do końca racjonalne. W przeszłości dochodziło do likwidacji przynoszących złe wiadomości gońców. Teraz jest tak, jakby winę za tragedię chciano zrzucić na 36 pułk lotniczy. Żaden z dowódców, ani zwierzchników armii nie palnął sobie w łeb. Nikt nie czuje się zobowiązany do ekspiacji, więc najlepiej poświęcić całą formację bez wskazywania konkretnej osoby. Tymczasem jest to rzecz sprawdzona i warta uwagi, że łatwo zlikwidować pułk, ale powtórnie sformować go nie będzie łatwo. Wydaje mi się, że cywilne kierownictwo Wojska Polskiego nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji zamiany floty wojskowej na cywilną. Loty do krajów NATO, w rejony ćwiczeń wojskowych i zagrożonych konfliktami wojennymi są w tej konfiguracji utrudnione, a niekiedy wręcz wykluczone. To prosty, pierwszy z brzegu przykład dla laików. Oficerowie, lotnicy mogą przytoczyć setki konkretnych przyczyn, jakie powinien wziąć pod uwagę kierujący resortem cywilny urzędnik państwowy. Bardzo poważane w świecie lotnictwo polskie w żadnym wypadku nie może być przedmiotem żartów w rodzaju "mistrzów awiacji latających na drzwiach od stodoły". Tak dworował sobie były minister Komorowski. Oczywiście, nie mógł przewidzieć strasznego kontekstu, w jakim jego słowa wybrzmiewają tu i teraz. Jednakże wiedząc, że słowo wylata w powietrze ptaszkiem, a na ziemię powraca wołem, sądzę, że warto szybko zapomnieć o wypowiedzianych pomysłach likwidacji 36 pułku lotnictwa transportowego, które działa już, nomen omen, 36 lat. Mądry i doświadczony praktyk, mówi szybciej, niż myśli, co jest komplementem dla supermana i kowboja, ale nie dla ministra Obrony Narodowej. Zapewne premier powierzając tę odpowiedzialną funkcję krakowskiemu psychiatrze miał w pamięci maksymę geniusza, który twierdził, że wojsko jest zbyt odpowiedzialną sprawą, aby powierzać je generałom. Zalecam jednak umiar i zimny prysznic po przebudzeniu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

amerykański partner filmowy

02 kwi

Wiadomość o dofinansowaniu filmu o Merianie Cooperze i jego lotniczej kompanii wzbudziła we mnie wiele nadziei. Reżyser Bartkowiak i producent Żydowicz gwarantowali udział Brada Pitta i jego pięknej żony w obsadzie fabularnej opowieści i sławnym aviatorze. Rzekłem nawet kilka ciepłych zdań na temat planowanej koprodukcji do Wiadomości, które wyemitowano prawie trzy lata temu. Od tej pory trwa dziwne milczenie, pomimo dofinansowania projektu przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Telewizja Polska także interesowała się tą produkcją, bo każde partnerstwo z USA jest naturalnym bodźcem energetycznym dla uśpionej braci filmowej nad Wisłą. Uważałem, że jeżeli powiedzie się realizacja tego filmu o lotnikach uczestniczących w wojnie polsko – bolszewickiej, to zostanie przetarty szlak dla "Chłopców z nieba" i innych historycznych projektów. Okazuje się, że nie jest to jednak prosta sprawa. Pieniądze to nie wszystko. Coś jest na rzeczy w tym, że wokół "Polskich Skrzydeł" panuje jakaś klątwa niemożności a ktoś nieustannie zaciąga niewidzialny hamulec. Chciałym się mylić… jak bardzo chciałbym uwierzyć, że możemy podzielić się z widzami ekranową wizją wspaniałych powietrznych batalii stoczonych przez polskich myśliwców, bombowców a także marynarzy na morzach i Oceanach świata. Pewną nadzieję rozbudziła wizja budowy miasteczka filmowego, ale i tu dała o sobie znać bezwolna siła bezwładu i niemożności. Czy naprawdę polska kinematografia jest skazana tylko i wyłącznie na głupie komedyjki robione wedle ukutej przez Andrzeja Wajdę reguły?… Chyba jednak Mistrz ma rację sądząc, że dzisiaj kręci się byle co, na podstawie byle jak napisanego scenariusza. Robi to byle kto dla byle kogo i byle kto to ogląda… Smutne to, lecz prawdziwe. Chciałbym, żeby było inaczej, ale to się nie zmieni, dopóty, dopóki o wszystkim decyduje byle kto. Na razie nie widać oznak, żeby sytuacja miała się odmienić na lepsze. Nadzieja jednak umiera ostatnia, więc póki my żyjemy… mamy jeszcze cień szansy na sukces. Musimy w to mocno wierzyć i robić wszystko, żeby polskie kino się odrodziło, a sztuka nie umarła. Jeżeli to zaniedbamy, nikt nam nie wybaczy, że zostanie po nas ciemne, bezduszne pokolenie ludzi zorientowanych jedynie na szmal, a sztuka będzie im się kojarzyć, co najwyżej, ze sztuką mięsa.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

historia lotnicza na żywo

01 kwi

Śladem wybranej recenzji konsekwentnie drążę temat realizacji filmu:"Chłopcy z nieba". Jeśli nawet ta sprawa może być poczytywana za prywatny kłopot autora, to jednak nie jest to przypadek jednostkowy… raczej signum temporis. Zobaczymy, przekonamy się po odpowiedzi na publicznie zadawane pytania. Czas jest po temu sprzyjający, wyzwania ogromne, tylko ludzie… tacy mali…

Pani Agnieszka Odorowicz

Dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej
00-071 Warszawa, ul. Krakowskie Przednieście 21/23

           Z przykrością przeczytałem pismo, w którym odmawia Pani wsparcia w postaci stypendium scenariuszowego na film: "Chłopcy z nieba". Po zapoznaniu się ze wszystkimi  opiniami ekspertów i ustępem, w którym jest mowa o możliwości skierowania pakietu do powtórnej oceny w przypadku wystąpienia innych okoliczności mających szczególne znaczenie, doszedłem do wniosku że taki fakt miał ostatnio miejsce. Otóż, angielski reżyser, Carl Hundmard podjął się realizacji filmu „Polska Bitwa o Anglię”. Inscenizowany, autorski film dokumentalny, sfinansowany i emitowany w brytyjskim Channel 4 jest swego rodzaju policzkiem dla polskich widzów. Nawet bardzo życzliwy Brytyjczyk nie odmówi sobie przyjemności cytując opinie o zbyt słabej znajomości języka angielskiego przez Polaków, nie wspominając o umiejętnościach Czechów, którzy zdążyli zresztą zrealizować wielki fabularny film o swoich lotnikach walczących w Royal Air Forces. Chcielibyśmy i my pójść w ślady twórców „Ciemno-niebieskiego świata”. Nikt dzisiaj nie wspomina przecież o tym, że to właśnie nasi piloci uczyli Anglików latać w formacjach bojowych i skutecznie walczyć w powietrzu z wrogiem. Tymczasem dziś spotykamy się z obojętnością polskich instytucji filmowych, które odrzucają lotnicze scenariusze motywując to zbyt wielkim budżetem planowanego przedsięwzięcia, albo proponując innych profesjonalistów, którzy mogli by zająć się tak ambitnym tematem. Mam bardzo wiele szacunku dla ekspertów oceniających mój projekt "Chłopcy z nieba". Niektóre z recenzji (np Pana Ryszarda Bugajskiego) są tak wnikliwe, że nadają się do natychmiastowej publikacji w fachowej prasie lotniczej. Mogę nawet zgodzić się z opinią, że dziś nie ma w Polsce odpowiedniego reżysera ani scenarzysty, który mógłby podjąć się realizacji, czy opracowania scenariusza proponowanego przeze mnie filmu o załodze polskiego bombowca inaugurującego D-Day, zestrzelonego po bombardowaniu Gelsenkirchen nad jeziorem Yjselmeer w Holandii. Sądzę jednak, że mój dotychczasowy dorobek filmowy i zrealizowane filmy lotnicze świadczą, że powinienem otrzymać szansę napisania pierwszej wersji scenariusza "Chłopców z nieba", wedle praktyki, jaka obowiązuje w kinematografii krajów posiadających o wiele bardziej rozwinięty przemysł filmowy. Wzorując się na ich doświadczeniach, powoli przejmujemy przecież wypróbowane metody pracy amerykańskich i europejskich twórców kina. Wobec tego bardzo proszę o rozpatrzenie przedstawionych przeze mnie argumentów i przyznanie mi stypendium na opracowanie filmowego scenariusza o prawdziwej historii siódemki bohaterów z różnych stron świata, różnych wyznań, a spotykających się na pokładzie polskiego Avro Lancastera w barwach 300 Dywizjonu Bombowego Ziemi Mazowieckiej. To naprawdę fascynująca, budująca duchowo historia, którą warto podzielić się z polską widownią skazaną na importowane zamienniki. Sfilmowane dzieje załogi bombowca BHC DV286 są równie sensacyjne i niosą w opowieści uniwersalne wartości humanistyczne. Z całą pewnością każdy widz kinowy znajdzie tam coś dla siebie i ostatecznie wyjdzie po tym historycznym seansie wzbogacony o nie wyjawione do tej pory tajemnice sprzed kilkudziesięciu lat. Licząc na Pani ogromne doświadczenie, wyczucie rynku i kobiecą intuicję z ufnością składam tę prośbę na Pani ręce. Wierzę w wielki potencjał, jaki tkwi w projecie filmu „Chłopcy z nieba”. Wydaje mi się, że warto rozpocząć to dzieło pomimo wyrażonych na piśmie zastrzeżeń ekspertów. Nawet jeżeli dzisiaj nie stać nas na rozpoczęcie tak wielkich, ambitnych zamierzeń, to należy przygotować projekt do przyszłej koprodukcji w sprzyjającej chwili. Dlatego tak ważną sprawą jest decyzja pozwalająca autorowi napisanie scenariusza opowieści o polskich lotnikach bombowych.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS